Reklama

Co naprawdę kombinuje prezydent?

Dzisiejsza (29 kwietnia) sesja nadzwyczajna rady miasta to bodaj najważniejsze posiedzenie rady miasta w tym roku. A może najważniejsze w okresie co najmniej 7 lat, czyli w czasie sprawowania władzy przez obecnego włodarza. Na niej ważą się losy miejskiego szpitala, ich pracowników. I co nie mniej ważne, to hamletowskie „być albo nie być” tej tak potrzebnej mieszkańcom Mysłowic instytucji.

I wierzcie mi, nie mówię nawet o prezydenckiej propozycji tzw. konsolidacji naszego szpitala ze szpitalem z Jaworzna, która wywołała tak wiele kontrowersji i protestów. Bo, by mówić o takiej operacji, to szpital musi istnieć, a jego oddziały do czasu konsolidacji funkcjonować.

Mówię o przekazaniu mysłowickiemu szpitalowi pieniędzy na pokrycie straty netto. To pieniądze, którymi gminy uzupełniają braki w kasach powiatowych szpitali, dla których są organem tworzącym. I powinny to zrobić najdalej w sześć miesięcy od zamknięcia roku, dając szpitalom szansę na przeżycie.

Reklama

Nasza gmina z tym obowiązkiem, od czasów sprawowania władzy przez obecnego włodarza, mocno się ociąga i bodaj ani razu nie udało się jej przekazać pieniędzy w terminie. Szpital do tej pory udawał, że sobie jakoś radzi, ratując się pożyczkami, czy zwykłym przekraczaniem terminów płatności. Dramatyczny efekt tego odkładania wpłat znamy dziś nader dokładnie.

Szpital doszedł do przysłowiowej ściany, a prezydent Mysłowic obudził się i zobaczył, że misternie planowana przez niego konsolidacja może legnąć w gruzach. Komornicze nakazy i możliwości zapożyczania się w kosztownych parabankach już się wyczerpały. Skutek braku środków na wynagrodzenia to odejścia lekarzy, a w konsekwencji zamknięte kontrakty i oddziały. A zamkniętych oddziałów nie da się konsolidować czy oferować komukolwiek.

Reklama

To już ostatni dzwonek, by prezydent znalazł pieniądze w miejskim budżecie i przekazał je szpitalowi. Choć w marcu szpital dostał z miasta niewiele ponad 1 mln złotych jako rozliczenie pokrycia straty z 2023 roku, to pieniędzy na pokrycie straty za 2024 jeszcze nie widział.

Czy zobaczy je w najbliższym czasie? Po burzliwej dyskusji, podczas ostatniej sesji zwyczajnej 23 kwietnia, radni walczą o przekazanie szpitalowi co najmniej tyle, by przeżył do następnej, sesji, która odbędzie się pod koniec maja. Szpital potrzebuje pieniędzy na pozbycie się czekających nakazów blokujących konto, by z wpłaconej zaliczki z NFZ wypłacić wynagrodzenia za kwiecień, opłacić ZUS, skarbówkę i niezbędnych dostawców. A to co najmniej 3,5 mln złotych, jeśli nie 4 miliony.

Reklama

Czy uda im się tyle wywalczyć? Z nieoficjalnych informacji wynika, że miejscy włodarze próbują jeszcze coś z tego „uszczknąć” i dać jakiś milion mniej, bo w przyjętym przez radnych apelu, będącym podstawą do zwołania dzisiejszej sesji nadzwyczajnej nie ma podanej kwoty, bo nie mogło być. Ot, ustawowe procedury.

Zapytacie pewnie dlaczego prezydent chce dać mniej niż potrzeba? Przecież miasto winne jest szpitalowi aż 8,2 mln złotych od lipca 2025 roku. Bo nie chce pamiętać o szpitalu, stąd wielokrotnie odrzucał wezwania radnych, by wreszcie przekazać lecznicy należne pieniądze? Bo od lat udaje, że nie widzi szpitala i jego problemów? Bo trzeba nad jego problemami popracować solidnie? Bo nie jest to miejsce do lansowania się?

Reklama

Podobnych pytań choć ważniejszych jest więcej. Choćby takich, dlaczego prezydenci od czasu burzliwej sesji spotykają się z grupami pracowników, eliminując z nich dyrektora, nie wspominając nic o finansowaniu szpitala, zamiast ten czas poświęcić na dyskusje o jego naprawie i wyjścia z impasu?

Dlaczego od ponad dwóch lat, gdy strata szpitala drastycznie zwiększyła się trzykrotnego z roku na rok w 2024 roku, a potem szpital powielił ten dramatyczny wynik działalności w roku następnym, nikt z miejskich władz nie podjął na serio tematu ustalenia przyczyn i naprawy tej sytuacji? Dlaczego dopiero teraz miasto zamierza wykonać audyt szpitala i nawet przeznaczyło na ten cel 130 tys. złotych podczas ostatniej sesji, mimo tego iż ściubi na szpital niemiłosiernie?

Reklama

Dlaczego nawet teraz, gdy szpital nie ma już szansy na korzystanie z limitów w drogim parabanku, a nakazy komorników, które nawet podwójnie blokują konta — szpitalne i NFZ — pozbawiają lecznicę niezbędnych, choć należnych jej pieniędzy, próbują niezbędną kwotę ograniczyć?

Czyżby nie wiedzieli, że ilość nakazów z dnia na dzień rośnie, zżera pieniądze z zaliczek NFZ, inspiruje kolejnych dostawców do składania nakazów, a kolejna sesja będzie dopiero pod koniec maja? Co zatem do tego czasu?

Jeśli włodarzowi naszego miasta tak bardzo zależy na konsolidacji szpitala z jaworznickim i stąd te próby uspokajania pracowników podczas ostatnich zwoływanych spotkań, to nie wie, że nie oddając pieniędzy szpitalowi teraz, może nie mieć co konsolidować? A może chodzi o to, by pokazać pracownikom, związkowcom , mieszkańcom, że szpital sobie nigdy nie poradzi? To zdecydowanie ważne pytania, stawiające intencje mysłowickich włodarzy pod wielkim znakiem zapytania.

Reklama

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/04/2026 10:22
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zatroskany - niezalogowany 2026-05-05 08:42:47

    ten gość zwany chwilowo prezydentem kombinuje reelekcję ---ale niestety prawo stoi na przeszkodzie ---to może zmieni lokalnie to prawo ---wszystko mu wolno----- biorą się za konstytucję więc mogą wszystko---- jeszcz jest co nieco do sprzedania zastawienia za nowy kredyt albo przekazania po sasiedzku gdyz sami nie dajemy rady obrobic tego dobrostanu / oczywiscie to czysty EUFEMIZM /

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości