Reklama

Mysłowice - miasto przy trasie

Są miasta, do których się jedzie i takie, przez które się przejeżdża, znajdą się i takie, które całe życie stoją przy wielkiej drodze i tylko patrzą na świat pędzący obok, będąc tylko tablicą mijaną przy zjeździe. Czy Mysłowice wykorzystują swój atut?

Kim jesteśmy?

Mysłowice mają położenie, którego wiele innych miast mogłoby nam pozazdrościć. Przebiegają u nas przecież autostrada A4, droga ekspresowa S1, mamy połączenia w stronę Katowic, Krakowa, Bielska-Białej, Tychów, Oświęcimia, Jaworzna, Sosnowca. Do tego kolej, bliskość centrum metropolii, historyczny Trójkąt Trzech Cesarzy, Przemsza, która prowadzi przez Wisłę aż do Bałtyku. Geograficznie Mysłowice nie leżą więc na końcu świata, a w miejscu dawnej granicy mocarstw, gdzie świat przejeżdżał, przechodził, przewoził towary, mieszał języki, interesy i historie.

Mamy spory potencjał, choć samo położenie jeszcze niczego nie załatwia. Droga może być szansą, ale też przekleństwem, bo przynosi handel, turystów, inwestycje, ale oznacza zarazem hałas, tiry, spaliny, magazyny na obrzeżach.

Reklama

Jak w bajce?

Kto oglądał „Auta”, kreskówkę Pixara z pewnością pamięta, że Radiator Springs było kiedyś miasteczkiem przy słynnej trasie 66, gdzie ludzie zatrzymywali się, tankowali, jedli, rozmawiali, nocowali. Potem wybudowano szybszą drogę i ruch poszedł bokiem, więc miejscowość zniknęła z radarów kierowców i stała się zaniedbanym wspomnieniem o dawnej potędze.

Kreskówka Pixara zawiera w sobie opowieść o setkach prawdziwych miejscowości przy Route 66, które latami żyły z podróżników, a potem nowe autostrady je ominęły. Część takich miasteczek się poddała, ale niektóre zrozumiały, że skoro nie mogą wygrać z prędkością, muszą wygrać z nijakością i zaczęły sprzedawać klimat, historię, neony, knajpki, stare motele, murale, które chce się sfotografować i pokazać znajomym.

Reklama

Co mamy?

Mysłowic nie trzeba wymyślać od zera, bo mamy opowieść o styku granic, rzek i kultur, czyli o Trójkącie Trzech Cesarzy, który kiedyś przyciągał turystów. Nie można zapominać o kolejowym i przemysłowym dziedzictwie. Jesteśmy zarazem bramą do Śląska, Zagłębia, Małopolski, Beskidów.

Brama musi zapraszać

Miasta w różnych zakątkach świata często wykorzystywały swoje położenie. Innsbruck znajdujący się przy szlaku przez Alpy i przełęcz Brenner zbudował tożsamość miasta alpejskiego przez sport, turystykę, uczelnie, kulturę, widoki. Saragossa w Hiszpanii dzięki bliskości ważnych tras rozwinęła transport, kolej, magazyny, lotnisko, firmy, miejsca pracy. Warto wyciągnąć z tych przykładów lekcję - miasto przy trasie musi zdecydować, co chce dać tym, którzy mogliby się tu zatrzymać.

Reklama

Nie płacz kiedy odjadę

Kierowca może minąć Mysłowice i niekoniecznie poczuć, że stracił okazję. Turysta jadący z Katowic do Krakowa nie wie, że kilka minut od trasy jest miejsce, w którym kiedyś stykały się trzy cesarstwa. Rodzina mknąca w Beskidy nie dostaje jasnej zachęty: zatrzymajcie się u nas na kawę, spacer nad rzeką, krótki odpoczynek. Rowerzysta z Katowic, Sosnowca czy Jaworzna niekoniecznie widzi Mysłowice jako cel. Inwestor widzi układ drogowy, ale mieszkaniec często dostrzega głównie negatywne skutki, czyli ruch ciężarówek i spaliny.

Dobry zjazd

Mysłowice mogłyby stać się miastem „dobrego zjazdu”, gdzie kierowca zatrzyma się na krótki postój przy Trójkącie Trzech Cesarzy. Mała, dobrze oznakowana trasa historyczna, porządna informacja turystyczna, lokalne kawiarnie i gastronomia, ale też murale zbudują niepowtarzalny klimat epoki. Weekendowe spacery po „mieście trzech granic”, trasy industrialne, czy wydarzenia nad Przemszą, mogłyby się stać miejskim produktem turystycznym.

Reklama

Nie tylko logistyka

Położenie przy trasie może pomóc ożywić gospodarkę, jednak pod warunkiem, że nie ograniczymy się do magazynów. Lepszy model to połączenie logistyki, usług, turystyki oraz zieleni i rekreacji, nie musimy wybierać.

Największy błąd to myślenie, że miasto przy trasie oznacza tylko - wjazd, tankowanie, hot dog i wyjazd. Ale miasto to nie sama stacja benzynowa, a cała jego tożsamość. Jeśli Mysłowice pozwolą, by definiował je tylko tranzyt, zostaną na pozycji stacji benzynowej z hot dogiem. Jeśli jednak potraktują położenie serio, mogą zyskać zdecydowanie więcej. Przejeżdżający musi chcieć tu zostać godzinę dłużej i fajnie, gdy powie znajomym: „Wiesz, Mysłowice są ciekawsze, niż myślałem”.

Reklama

Radiator Springs odżyło wtedy, gdy przypomniało sobie, że podróż nie polega wyłącznie na tym, żeby jak najszybciej dojechać. Bo miasto przy trasie albo może być mijane, albo zapamiętane. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.

Marcin Stroński

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości