Żyjemy w czasach postępującej globalizacji. Gazety spowodowały, że w krótkim czasie dowiadywaliśmy się, co się wydarzyło w innym krańcu świata, a jaka moda obowiązuje aktualnie w Berlinie, czy Paryżu. Potem radio przyspieszyło ten proces. Następnie telewizja, gdyż nie tylko można było o tym usłyszeć, ale jeszcze i to zobaczyć. Wreszcie samoloty pozwoliły nam w ciągu kilku godzin znaleźć się na drugim krańcu świata, a internet zobaczyć wszystko, co chcemy lub po prostu skomunikować się z ludźmi, którzy są wiele tysięcy kilometrów od nas.
To wszystko przyciąga naszą uwagę na inne części naszego globu, pobudza naszą ciekawość i wzbudza pragnienie, by zwiedzać różne ciekawe miejsca. I całkiem słusznie, wszak świat jest niezmiernie ciekawy i warty zobaczenia. Jednocześnie jednak powinniśmy pamiętać o naszych korzeniach. Nie należy zapominać, skąd jesteśmy i jaką mamy tradycję. Ta przecież jest fundamentalnym elementem naszej kultury. Tej codziennej i tej wysokiej, która jednak mocno jest podatna na trendy globalistyczne.
Nasza tradycja składa się z kilku elementów. Zwyczaje i obyczaje, kuchnia, dawne narzędzia, także te służące do przygotowywania posiłków jak drewniane warzechy, fyrloki, czy nudelkule, a także starodawne garnki o dźwięcznej nazwie boncloki, w których do dziś kisimy ogórki, kapustę, czy zwykły żur. W wielu domach mamy takie i są z powodzeniem używane do dziś. To też nasza tradycja. Tradycyjna jest mowa, o którą obecnie toczy się batalia, czy to język, etnolekt, czy tylko gwara. Wreszcie do tradycji należy strój ludowy, czy jak go często nazywamy, regionalny. Wszystko to tworzy piękny koloryt naszej ziemi. Pod jednym warunkiem, że będziemy chcieli to kultywować, że będziemy to pielęgnować, że będziemy o to dbać. Bo przecież musimy sobie uzmysłowić, że to nasze dziedzictwo, czyli coś, co pozostało nam po naszych przodkach. To zachowania i przedmioty, które są łącznikiem pomiędzy naszymi przodkami a nami. To dziedzictwo, które pokazuje nasze korzenie i nasze miejsce na świecie. I pomimo że żyjemy w czasach, gdzie często nie doceniamy tradycji, warto się nad nią pochylić, warto ją poznać i warto ją pielęgnować. Zwłaszcza w dobie powszechnej globalizacji.
Elementem naszego dziedzictwa, które chciałbym zaprezentować jest strój ludowy. Oczywiście nie ma jednego stroju ludowego. Ten nasz, leżący na obszarze obecnych Mysłowic, należy bez wątpienia do strojów śląskich. Ale tych jest cała rodzina. Mamy stroje bytomskie (rozbarskie), pszczyńskie, cieszyńskie, górali śląskich, opolskie, raciborskie, rybnickie, gliwickie, kozielskie, nyskie i całą masę strojów pogranicznych. Do takich strojów pogranicza należą bez wątpienia stroje mysłowickie. Użyłem liczby mnogiej, gdyż ta grupa nie jest jednolita. To stroje, które mają trzy formy, różniące się w obrębie starych parafii: mysłowickiej (pokrywającej się z Ordynacją Mysłowicką), chełmskiej, dziećkowickiej i lędzińskiej (konkretnie Krasowy i Wesoła).
Stroje ludowe są więc przypisane do konkretnego miejsca i z powodu swoich różnic wskazywały kto skąd pochodził. Wygodnie mieli dawni chłopcy. Gdy im dziewczyna "wpadła w oko", nie musieli pytać, skąd jest. Wystarczyło, że spojrzał, jak jest ubrana i mógł zidentyfikować, z jakiej miejscowości pochodzi. Ja miałem w początkach lat 90. XX wieku taką sytuację, że na targu w Mysłowicach zobaczyłem kobietę ubraną na ludowo (u nas nazywano takie chopionkami), wg mnie była ubrana po imielińsku, więc chciałem sprawdzić, czy dobrze potrafię identyfikować stroje. Zapytałem więc ją, czy jest z Imielina. Zdumiona kobieta spojrzała na mnie i zapytała, skąd ją znam. Odpowiedziałem, że nie znam jej, ale według noszonego stroju jest z Imielina. I moja odpowiedź wprawiła ją w jeszcze większe zdumienie. Wtedy odrzekła ze zdziwieniem, że jeszcze są ludzie, którzy po strojach potrafią rozpoznać, kto skąd pochodzi!
Tak. Potrafię to zrobić, bo moja wiedza nie pochodzi z książek, czy opowieści osób będących potomkami i mówiących, że tak mi się wydaje. Moja wiedza o strojach pochodzi od konkretnych chopionek, noszących stroje na co dzień! Dlatego łatwo mi pewne rzeczy identyfikować. I tak, bardzo wiele zawdzięczam paniom Zofii Bołdys z Morgów, Annie Gwóźdź z Krasów, Monice Derze z Brzezinki (pochodzącej z Wesołej i noszącej strój z rodzinnej miejscowości), Marii Tuszyńskiej, Marii Palce, Julii Ebert z Kosztów. Poza tym, wiele przekazały informacji o stroju panie, które latami nosiły ten strój na co dzień. To na przykład Helena Palka i Helena Moczygęba z Kosztów. Do tego trzeba dodać ogromną ilość starych zdjęć. One także doskonale pokazują dawne tradycje noszenia stroju.

Mamy rok 2026. Coraz bardziej oddalamy się od czasów, gdy kobiety noszące stroje ludowe na co dzień były stałym elementem w naszym krajobrazie. Ostatnie panie noszące stroje ludowe odeszły do wieczności nie tak całkiem dawno, bo w 2014 roku. Wtedy rodziny pożegnały panie Annę Gwóźdź i Monikę Derę. Pora więc przypomnieć, jak wyglądały stroje, które były rzeczywiście noszone na naszym terenie, bez udziwnień i globalnych pomysłów, bo i takie się zdarzają. Dlatego kiedyś przywitałem kolegę z naszej okolicy: witam szanownego gościa spod Bytomia. Ten się zdziwił, jak to, jak jest z Mysłowic. Ale twój strój mi mówi co innego. Zadbajmy więc o dziedzictwo naszej, mysłowickiej ziemi.
Stroje mysłowickie to stroje z rodziny śląskich. Składają się z halki (spódnica), kiecki (sukni), zopaski (fartucha), jakli (kaftan z długimi rękawami) i rożnych chust. To także strój pogranicza. Widzimy w nich elementy stroju bytomskiego i pszczyńskiego. A im bardziej na południe, tym więcej elementów pszczyńskich. Postaram się więc w całym cyklu artykułów przeanalizować dokładnie, jak te nasze, mysłowickie stroje wyglądały.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze