Purpurka to chusta nagłowna, którą wiązały kobiety noszące stroje mysłowickie. Jej zasięg dokładnie pokrywał się z zasięgiem stroju mysłowickiego, chociaż, co oczywiste, jest także wyróżnikiem innych strojów, przede wszystkim bytomskiego. Występowała także w rejonie Rybnika, Raciborza i na innych terenach po Opole. W naszym stroju występowała w szerokim pasie miejscowości nad Brynicą i Przemszą od katowickich dzielnic jak Szopienice, czy Janów począwszy, a na Biasowicach za Bieruniem Nowym skończywszy.
Na terenie ziemi pszczyńskiej dostrzegamy ciekawe rozróżnienie: gdy widzimy krótkie kiecki (czyli strój pszczyński), tam występuje białe czepienie, czyli chustę nagłowną białą, tam, gdzie noszono kiecki długie, były czerwone chusty purpurki.
Purpurka pełniła ważną funkcję (także obrzędową w czasie oczepin), gdyż wskazywała na stan kobiety w nią ubraną. Dawniej nie było ślubnych obrączek. Ale kobiecie zamężnej nie wypadało chodzić z odkrytą głową. Dlatego purpurka pełniła rolę chusty wskazującej na stan małżeński kobiety. Gdy na terenie występowania stroju mysłowickiego pojawiała się meżatka, musiała mieć na głowie purpurkę. Mówiło się, że jest zaczepiona wyczepiona chustą, a na samą chustę mówiono czepienie. Jeszcze w XIX wieku pod purpurką noszono czepiec czółkowy, który był heklowany lub z koronki klockowej. Pod wpływem nowoczesności, najpierw zrezygnowano z czepca, a w okresie międzywojennym, rolę purpurki zredukowano do elementu stroju paradnego i weselnego, ale zawsze pozostawała symbolem kobiety- mężatki.
Chusta purpurka miała czerwoną barwę. Ale nie każda czerwień była właściwa. Purpurka miała barwę purpury, stąd wzięła nazwę. Kolor purpury jest kolorem królewskim. Dlatego kojarzył się ludziom z wolnością. To zatem kolor ludzi wolnych. Ale też podkreśla, że kobiety noszące strój ludowy czuły się jak królowe, przynajmniej tak podkreślają niektóre panie zakładające współcześnie strój na uroczystości i parady.
Chusta, o której dziś piszę była produkcji fabrycznej, więc odpada myślenie, że jakaś jej forma była charakterystyczna dla danej okolicy. Szyto ją z kretonu, a zatem z naturalnej, bawełnianej tkaniny. Zazwyczaj były w lekkim prostokącie. Spotykamy różne rozmiary takich chust. Były mniejsze, w rozmiarach ok. 75 cm x 80 cm. Ale też spotykamy chusty o większych rozmiarach np. 90 cm x 95 cm. Wielkość chusty, ale też zróżnicowanie kolorystyczne zależało od zamożności osoby, która ją kupowała. W XIX wieku i na początku XX wieku produkowano ją w naszych okolicach, chociaż czasem sprowadzano je aż z Czech i Austrii. Te czeskie wyróżniały się szerszym szlakiem. Zresztą w tym kraju produkuje się purpurki do dzisiaj, bo powszechnie noszą je czeskie i morawskie kobiety do swoich strojów ludowych. Tam mówią na nie turecky satek. W okresie międzywojennym produkowano chusty purpurki także w Łodzi. Możliwe, że wcześniej także tam produkowano te chusty, ale trafiały do nas dopiero, gdy Górny Śląsk przyłączono do Polski. Zresztą spotykamy purpurkę także w Małopolsce w okolicach Krakowa i w stroju wilamowickim. Niestety, od wybuchu II wojny światowej, purpurek już się na ziemiach polskich nie produkuje.
Jak zatem trafiały te chusty pod nasze strzechy i dachy? Przede wszystkim wędrowali po naszych wioskach domokrążni handlowcy. Na swoich pojazdach, albo na grzbietach, wozili tkaniny na kiecki, zopaski, fortuchy, gotowe chusty i właśnie purpurki. Zazwyczaj w różnych kombinacjach ozdób. Można więc było sobie wybrać, co się komu podobało. Ale też były specjalne sklepy, które prowadziły handel strojami i ich elementów. Wiadomo mi o takim sklepie w Bytomiu, ale uważam, że w każdym miescie musiały takie być, m.in. w Mysłowicach, Mikołowie, czy Pszczynie. Także na targach miejskich takie elementy strojów można było nabyć. Więc ludzie mieli wiele możliwości.
Purpurki na naszym terenie występowały w trzech formach. W XIX wieku i na początku XX najpopularniejszą formą była chusta całkowicie gładka, bez żadnych ozdób. Taką informację podaje tradycja ustna. Kobiety nosiły ją wyłącznie w domu. Nie była to chusta wyjściowa. Niestety, do dzisiejszych czasów nie przetrwały. Zachowały się tylko w pamięci naszych najstarszych chopionek, że takie nosiły ich babki, bo matki noisły już małe chusteczki wiązane pod brodą. Drugi rodzaj chust purpurek, który był najbardziej modny w II połowie XIX wieku i na początku XX były chusty, które miały kwietny szlak wzdłuż krawędzi, ale także małe bukieciki rozrzucone na całej powierzchni. Dodam, że tego typu purpurki były dostępne w handlu aż do końca ich produkcji, dlatego do dzisiaj możemy spotkać takie chusty noszone przez nasze panie do strojów paradnych. Sam posiadam taką z 1929 roku. I wreszcie trzecia forma purpurek, które stały się bardzo popularne na początku XX wieku i do dzisiaj dominują w naszym stroju, to chusty, które posiadają kwietny szlak i pusty środek.
Niesamowita jest ilość wzorów, które mamy na purpurkach. Oczywiście dominująca jest róża z towarzyszącymi jej innymi kwiatami jak floks, habry, bratki, fuksje, dzwonki i inne. Bukiet z różą występuje zamiennie z wystylizowanym wzorem roślinnym, na przykład z winogronem, z piórkiem pawim, z kolorowymi liśćmi, czy różnymi kombinacjami kwiatów i dmuchawców. Do tego dochodzi niesamowita ilość barw. Obok bieli, różu, błękitu, pojawiają się zielenie, barwy żółte, a nieraz nawet fioletowe. Piękno purpurek jest niesamowite!
I chciałbym też podkreślić, że czasem na purpurkę zakładano inne chusty, jak na przykład merinkę, czy zimowe chusty. Widziałem to na niejednym zdjęciu. Przy czym dodam, że zazwyczaj były to zdjęcia sprzed I wojny światowej, ale też np. zimowe weselne.
Jak wiązano taką chustę, skoro można było na niej nosić następne? Przede wszystkim noszono do wiązania purpurki inną fryzurę niż zwykle. Czesano się w homełkę, czyli wiązano warkocz wokół głowy. Obecnie, gdy kobiety noszą krótkie włosy, robi się taką homełkę z trzech pończoch i one nadają trójwymiarowy wygląd chuście. Dawniej, gdy noszono czepce czółkowe, chusta była upinana wysoko nad czołem, by uwidocznić czepiec. Zakładano ją w podobny sposób, jak chustę czepinową pszczyńską. Wiązano z tyłu głowy, ale tak, by węzeł był na chuście, a na plecach był trójkąt pokazujący kwietny szlak. W końcu XIX wieku rozprzestrzenił się inny sposób wiązania, który dominuje do czasów obecnych. Chustę złożoną mniej więcej na pół (idealnie na pół nie da się złożyć z powodu jej prostokątnego kształtu), kładziono na głowę. Zakładano ją tak, by były przykryte włosy, ale nie zakrywały brwi. Musiała być ułożona ponad brwiami, najlepiej na środkowej części czoła. Następnie nad skroniami trzykrotnie zawijano chustę od osoby wiążącej w stronę pleców kobiety noszącej chustę. To powodowało, że na głowie robiły się po trzy zakładki z każdej strony, a z tyłu pięknie rozkładał się trójkąt chusty, eksponujący wzór. Następnie wiązano ściśle na pojedynczy węzeł rogi chusty i rozkładano te rogi w tzw. jaskółczy ogon. Tak wyczepiona kobieta mogła iść i się paradzić.
Czasem słyszę, że ta chusta jest nietwarzowa. I robiłem taki błąd, że chcąc zachęcić kogoś do noszenia stroju, zakładałem chustę do współczesnego stroju. I okazywało się, że chusta do tego nie pasowała. Natomiast do stroju ludowego pasowała pięknie, uzupełniając jego barwy i ożywiając kolorystykę. Zatem purpurka jest pięknym wykończeniem i uzupełnieniem stroju. I nie dziwny się, że dziewczyny, które w czasie weselnych oczepin otrzymywały ją na głowę, nosiły purpurkę dumnie całe życie. Bo jest piękna.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze