Fortuch to także płat materiału, podobnie jak zopaska, który jest noszony z przodu kiecki. W zasadzie wygląda jak zopaska, tyle że jest uszyty z innych tkanin. O ile zopaski szyto z różnego rodzaju płócien, o tyle fortuchy szyto z jedwabi, atłasów, taft czy żakardów. Były więc drogimi częściami garderoby Ślązaczek w rejonie stroju mysłowickiego.
Fortuch pojawił się w stroju stosunkowo późno, bo w II połowie XIX wieku. Było to związane ze wzrostem zasobności ludności w tamtym czasie. Gwałtownie rozwijały się miasta, potrzebna była więc zwiększona produkcja żywności. A to dawało mieszkańcom wsi dodatkowe pieniądze. Podobnie było z opłatami ekploatacjnymi za wydobyty węgiel spod ziemi należącej do gospodarzy. No i nowe możliwości dla rolników, którzy mieli mało pola. Mogli się zatrudnić w przemyśle, co dawało rodzinie dodatkowe dochody. To wszystko sprawiało, że mieszkańcy naszej okolicy mogli sobie pozwolić na tkaniny dotąd nieosiągalne dla zwykłych ludzi. Jasne. Jedwabie na naszym terenie były noszone, ale przez arystokrację i bogatych mieszczan. Teraz nadszedł czas, że i chłopi mogli sięgnąć po ten drogi materiał.
Fortuch był szyty z dwóch szerokości materiału. Ale tu jedno zastrzeżenie. Obecne szerokości materiału są większe. Jedwab można kupić o szerokości 110 cm, a inne tkaniny o szerokości 140-150 cm. Dawniej tzw. pułka, czyli szerokość materiału wynosiła 70-75 cm. To powodowało, że na szeroki fortuch trzeba było użyć dwóch pułek. Zszywano je pośrodku, więc szew był doskonale widoczny. Oczywiście w obecnych czasach mamy tkaniny o większych szerokościach, dlatego do uszycia tej części garderoby wystarczy jedna szerokość.

Górna część fortucha wszywana była do oszewki, czyli lymca. Fortuch był tak wszywany, by zasłaniał około połowy (nawet 2/3) obwodu ciała kobiety, która go nosiła. Oszewka była najczęściej z zewnętrznej strony szyta z tego samego materiału, co sam fortuch, ale wewnętrzna część była szyta z płótna. Wszystko po to, by się nie ślizgała na ciele i nie spowodowała osunięcia fortucha. To rodziło komplikacje. Osunięty fortuch mógł spowodować, że kobieta nastąpiła na niego i się wywróciła. Ale także spowodować to mogło mocne ubrudzenie tej części stroju. A przecież raczej jedwabi w tamtym czasie się nie prało. Często dla oszczędności obie części lymca szyto z płótna. Przecież i tak był schowany pod jaklą.

Fortuch, podobnie jak zopaska, był wiązany tasiemkami, które wychodziły z oszewki. I znowu bardzo ważna sprawa. Tasiemek nie wiązano z tyłu, ale z przodu fortucha. Zazwyczaj wiązano tasiemki na kokardki poniżej linii wszycia fortucha do oszewki. Dbano także, by tasiemki nie wystawały spod jakli. Uważano, że to źle świadczy o osobie noszącej strój.
Długość fortucha, podobnie jak zopaski, musiała być równa z długością kiecki. Ta zasada obowiązywała w całej ziemi pszczyńskiej i obecnie osoby noszące strój muszą o tym pamiętać. Tak, są rejony Górnego Śląska, gdzie się nieco wystawia spod fortucha kieckę (np. w stroju bytomskim), ale na terenie stroju mysłowickiego ta zasada była nieobecna. Fortuch musiał być równy z kiecką.
Głównym zadaniem tej części stroju śląskiego była ozdoba osoby noszącej. Ale nie tylko. Nie, nie chroniła kiecki przed ubrudzeniem, gdyż sama wymagała ochrony (dlatego w czasie deszczu łapano za dolną część fortucha i tak go trzymano, by na wierzchu była lewa strona, która w razie ubrudzenia była niewidoczna). Fortuch także pełnił pewne funkcje poznawcze i obrzędowe. To jego barwa wskazywała na stan ubranej kobiety, na czas w kalendarzu liturgicznym, na określoną uroczystość itp.
Fortuch noszono rzadziej niż zopaskę. Zazwyczaj był zakładany na mszę do kościoła w niedzielę lub święta lub na bardzo ważne wydarzenia jak wesele. Ale już w niedzielne popołudnie zakładano zopaskę, chociaż pojawiały się fortuchy mało zdobne np. z tafty, które noszono na nieszpory. Więc w istocie fortuchy pojawiały się bardzo rzadko w garderobie naszych kobiet. Ale były bardzo dekoracyjne i bardzo drogie, więc nie dziwmy się, że je oszczędzano.
Na przestrzeni lat dostrzegamy pewne mody i zmiany w noszeniu fortuchów. Początkowo szyto je z tkanin, na których widoczne były motywy kwiatowe i inne, roślinne, wynikające z faktury tkania materiału. Ale na ich powierzchni widać drukowane fabrycznie bukiety kolorowych kwiatów. Te fortuchy wyszły z mody po II wojnie światowej, z bardzo prozaicznego powodu. Zaprzestano produkcji takich tkanin. Równolegle do takich fortuchów, noszono także takie, które miały fakturę materiału we wzory roślinne i kwiatowe, ale były one tkane z różnokolorowych nici. takich fortuchów było zdecydowanie mniej, gdyż nie były tak bardzo dekoracyjne, jak te pierwsze. Dodatkowo w latach 20. i 30. XX wieku można zauważyć modę na naszywaną na dolną cześć fortucha koronkę barwy białej. To fortuch ze szpicym. Ta moda dosyć szybko się skończyła, gdyż przy fortuchach długich do kostek owe szpice łatwo można było nadepnąć i się po prostu darły. Wtedy trzeba było wymienić taki szpic, a to była bardzo droga sprawa. Więc zwyczaj z powodów praktycznych zarzucono. Dodam, że tej mody nie dostrzegłem na terenie grupy imielińskiej. Natomiast w grupie brzezińskiej i kosztowskiej jak najbardziej takie fortuchy były noszone i to często.
Już po II wojnie światowej, gdy skończyły się tkaniny z drukowanymi barwnymi bukietami kwiatów, zaczęto nosić atłasowe i taftowe fortuchy. Jednak w stosunku do tych pierwszych wymienionych, były bardzo ubogie. Dlatego pojawiły się kobiety, które zaczęły te tkaniny malować. Stąd zaczęła się moda na fortuchy malowane, która swoje apogeum miała w latach 60. i 70. XX wieku. Malowano fortuchy w dwojaki sposób. Albo wzorem fortuchów drukowanych w bukiety, malowane bukiety rozkładano równomiernie na całej powierzchni tkaniny, albo na taftowych tkaninach malowano na wysokości kolan pas kwietny, równoległy do dolnej krawędzi. Czasem zamiast malunków na takim fortuchu naszywano koronki tiulowe w kolorze czarnym. Tego typu fortuchy wykorzystywano na niedzielne nieszpory.
Ale to nie wszystko. W latach 60. z Czech zaczęto sprowadzać tkaniny jedwabne tkane z dwubarwnej nici, przedstawiające najczęściej wzory kwiatowe. takie fortuchy były proste w przygotowaniu. Były dekoracyjne same w sobie i nie trzeba było ich malować. Dlatego w kolejnych latach zdominowały one nasze stroje, a fortuchy malowane stawały się coraz rzadsze.
Dopiero zainteresowanie strojami ludowymi w obecnych czasach spowodował powrót do fortuchów malowanych, bardzo często wykorzystujący motywy ze starych, powojennych fortuchów. Ponieważ także pojawiają się tkaniny w drukowane bukiety kwiatowe, także w ostatnich czasach zaczęto nosić takie fortuchy, bardzo przypominające te najstarsze.
I wreszcie, przy okazji omawiania tej części garderoby, należy napisać o kolorystyce. Jak wspomniałem wcześniej, kolorystyka fortuchów była związana z wieloma sytuacjami. Latem i w czasie świąt noszono fortuchy jasne (żółte, błękitne, zielonkawe). W okresie adwentu i Wielkiego Postu noszono fortuchy czarne. Także ta barwa obowiązywała na pogrzebie i w okresie żałoby. Oprócz tego fortuch zielony był noszony przez panny młode (zieleń to kolor życia) i w Zielone Święta (Zesłanie Ducha Świętego). Białe fortuchy zakładano na święta maryjne, gdyż biel kojarzyła się z czystością Matki Bożej). Do stroju druhny weselnej zazwyczaj noszono fortuchy żółte, chociaż błękitne także się zdarzały.
I jeszcze jedna ciekawostka. W pory jesienne i wiosenne, gdzie często padały deszcze i łatwo było sobie strój ubrudzić, noszono fortuchy brązowe. Ale też musimy pamiętać, że panowała także zasada, że (oprócz kolorów obowiązkowych) młodsze kobiety i dziewczyny nosiły stroje w kolorach jaśniejszych, starsze w ciemniejszych. Zatem i fortuchy były w odpowiednich kolorach.
Jak widać, sprawa fortuchów jest ciekawa i wielowymiarowa. Dbając o ich kolorystykę i właściwe noszenie, przyczyniamy się do prawidłowej pielęgnacji tradycji noszenia stroju ludowego. Pamiętajmy, że nasze babki bardzo dbały o strój i sposób jego noszenia.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze