W dalszym ciągu będę się opierał na materiałach pozyskanych 28 maja podczas wizyty w tytułowej brzezinie. Czasami odniosę się do obserwacji z 9 marca tego roku. Generalnie las jako taki należy do kategorii „botanicznie szału nie ma”. Trudno tutaj o rośliny chronione, a nawet chronionych przedstawicieli pozostałych organizmów.
Wędrując po lesie, tak w końcu zimy oraz teraz w końcu wiosny, zwróciłem uwagę na spore płaty jeżyn o zimozielonych liściach. Obecnie są one wyraźnie ożywione, co pozwoliło mi na ustalenie gatunku. To jeżyna Bellardiego teraz znana pod łacińską nazwą Rubus nigricans. Do niedawna było to Rubus pedemontanus. Najważniejszą cechą gatunku są pokładające się nieco kanciaste pędy. Są one wyraźnie owłosione. Pomiędzy nimi znajdują się szydlaste kolce oraz włoski gruczołowate. Liście naszej bohaterki są zdecydowanie trójlistkowe, owłosione. Ich ogonki oraz szypułki są także pokryte włoskami oraz szydlastymi kolcami. Białe kwiaty skupiają się w kwiatostan złożony z nielicznych kwiatów. Owoce są praktycznie niegodne uwagi jako cel smakoszy. W naszym kraju to gatunek niezbyt często spotykany. W tym lesie występuje w kilku zwartych płatach o powierzchni paru metrów kwadratowych.
Niemalże w każdym drzewostanie spotkamy martwe drewno. Zazwyczaj cieszy się ono zainteresowaniem wielu grzybów. Tutaj, pomimo sporej bazy pokarmowej, gatunków jest mało. Pierwszym z nich jest błyskoporek podkorowy zwany czasem czagą albo czarną hubą brzozową. W marcu natknąłem się na niego pośrodku lasu, teraz przy jego zachodnim skraju. Grzyb jest ceniony jako medykament do leczenia pewnych postaci raka. Moja opinia w tej kwestii jest okrutna. Skuteczność samodzielnej terapii przy pomocy samodzielnie wykonywanego leku jest znikoma. Pewna nadzieja istnieje, o ile nie mamy przysłowiowej trumny pod pachą. A poza tym gatunek podlega ochronie prawnej i tak po prostu nie można go sobie zbierać, nawet jeśli tu i ówdzie na You Tube wam go polecą.
Drugą napotkaną hubą był hubiak pospolity. To grzyb o brązowych kopytowatych owocnikach. Między innymi służyły one do przenoszenia żaru na większe odległości. Rozbite płatki nadają się do opatrywania ran. Tutaj spotkałem jedynie jej owocniki w stanie zejściowym. W analogicznym stanie były owocniki białej huby brzozowej, znaczy się białoporka. Jej zdrowe owocniki także są cenione wśród miłośników naturalnej medycyny.
Przy północnej krawędzi tego lasu na mapach jest zaznaczana kapliczka na drzewie. Dokładniej jest ona przymocowana do sosny. Druga przymocowana do brzozy kapliczka znajduje się przy zachodnim skraju lasu, nieco na północ od magistrali ciepłowniczej. Brzoza jako nosiciel tego przedmiotu kultu jest w dobrym stanie.
W środku lasu natrafiłem na rozdartą brzozę. Jeden z pni się oderwał tworząc rozległą ranę aż do podstawy pnia. Rana ma ponad trzy metry długości i jest jako tako zagojona. Na jej powierzchni rozwijają się korzenie. Po prostu drzewo nie poddaje się i ma bujne ulistnienie. To oczywiście o niczym nie przesądza, ponieważ pośrodku lasu natrafiłem również na świeżo złamaną brzozę. Co więcej, liczne drzewa obok są nieuszkodzone. Tak jakby punktowo coś tylko ją trafiło.
W końcu przy zachodniej krawędzi lasu uwagę przyciąga grupa dębu szypułkowego, tworząca bardzo wysoki krzew. Moim zdaniem to skutek wykiełkowania prawie wszystkich żołędzi, które znalazły się w tym miejscu. Póki co drzewa sobie nie przeszkadzają. Część z nich jest jako tako sterana życiem, o czym świadczą pierścieniowe spękania kory.
Piotr Grzegorzek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze