Reklama

Dawne formy stroju z XIX wieku. Mysłowickie stroje regionalne (cz. 3)

XIX wiek był czasem ogromnych przemian. Zarówno w rozwoju cywilizacyjnym, jak i w sposobie życia rewolucja przemysłowa zmieniła wszystko. Z jednej strony sprawiła, że chłopi otrzymali na własność ziemię (uwłaszczenie), znaleźli zatrudnienie w rodzącym się przemyśle oraz rozwijających się miastach, zwiększyła się dochodowość gospodarstw, gdyż wzrosło zapotrzebowanie na żywność w miastach, poprawiła się jakość higieniczna domów. Z drugiej te wszystkie przemiany spowodowały rozwój jakości życia codziennego. Okazuje się, że pod koniec XIX wieku często w domu chłopskim było to samo co w pałacu arystokracji, tylko na mniejszą skalę.

Gwałtownie rozwija się też w tym czasie ubiór noszony przez ludność wiejską. Było to związane z dostępnością tanich tkanin produkcji fabrycznej. Zatem obserwujemy zarzucenie przez ludność wiejską tkanin samodziałowych (zrobionych samodzielnie na krosnach w domach) na rzecz materiałów fabrycznych. Początkowo były to delikatne płótna i wełenki, a pod koniec XIX wieku pojawiły się też jedwabie. Zatem strój ludowy przeszedł gwałtowne przemiany związane chociażby z zastosowaniem nowych tkanin. Ale tkaniny miały ciekawe barwy, więc stroje także zyskały na nowych kolorach.

Reklama

Poza tym zaczęto produkować części stroju, które były stosowane w stroju gospodyń podmysłowickich wsi. W związku z tym niektóre elementy stroju, zwłaszcza te obrzędowe, się zachowały, natomiast inne zastąpiono nowymi elementami. Przykładem takich rozwiązań było odrzucenie dawnych chust czepinowych na rzecz chusty purpurki, wiązanej z tyłu głowy, która była noszona na terenie parafii nad Przemszą i nieco dalej na południe aż po Bieruń Nowy i Biasowice. Podobnie przyjęta do ubioru była chusta merinka, wiązana pod brodą.

Reklama

Rodzi się pytanie, skąd takie chusty oraz tkaniny fabryczne się na naszych wsiach brały? Różnie to bywało. Kupców handlujących tkaninami można było spotkać na targowiskach, prowadzili oni też swoje sklepy w miastach (najbardziej znany był sklep był w Bytomiu, dedykowany specjalnie dla ludzi noszących stroje ludowe). Ale w każdym mieście były sklepy z tkaninami, gdzie można było się zaopatrzyć w potrzebne rzeczy. Także w Mysłowicach i w Bieruniu. Bardzo ważną rolę odgrywali także domokrążni handlowcy, którzy odwiedzali poszczególne wsie i gospodarstwa, oferując nie tylko piękne materiały na stroje, ale także gotowe chusty jak wspomniane purpurki i merinki, czy zimowe grube chusty odziewcze.

Reklama

Jak zatem zmienił się w XIX wieku strój ludowy? Przede wszystkim zaczęto szyć kiecki z tkanin wełnianych. Były one długie, zazwyczaj tak bardzo, że kończyły się na 2-3 palce od ziemi. Jeszcze nie posiadały plis ani ozdobnych wstążek o nazwie blynda, ani zaszewek o nazwie zogibki, jednak były podszyte w dolnej części listwą czyli okłodkami oraz miały doszytą pliśbortę, czyli szczotkę, by się kiecka nie strzępiła. Kiecka była szeroka na 3-3,5 metra. U góry była pozbierana i wszyta w lajbik, a następnie puszczona luzem. Sprawiała wrażenie, że układała się w fale. Lajbik kiecki nie był ozdobiony, ale zapinany z przodu na guziki.

Pod wpływem mody miejskiej, kiecka musiała być rozkloszowana w kopkę. Powszechnie uważano, że "chudo baba to biydno abo choro", jak to często mawiano. Dlatego trzeba było pod kieckę zakładać halki o nazwie spodnice. Im szczuplejsza kobieta, tym więcej spodnic trzeba było zakładać, a nieraz nawet watówki. Reszta była krochmalona. Ale odpowiednio popodkładana kiecka pięknie się układała i była ozdobą osoby noszącej strój. Podobnie było z fartuchami, które się pięknie układały na takiej kiecce.

Reklama

W omawianym okresie zaczęły się zmieniać zopaski. Zopaska to płócienny fartuch. Na terenie stroju mysłowickiego był szyty z ówczesnych dwóch szerokości materiału, czyli z zasady miał 140-160 cm szerokości. Zawsze był zakładany tak, by był równy z kiecką (jako zasada w całej ziemi pszczyńskiej), a sznurki z wiązania fartucha były chowane pod jego oszewką. Wykładanie z tyłu kiecki sznurków uważano za niechlujne i tego unikano.

Rola zopaski zaczęła się ograniczać do funkcji praktycznej - osłony kiecki przed ubrudzeniem oraz ozdoby w czasie wyjścia w ciągu tygodnia lub w niedzielę po południu. Początkowo wersja haftowana zospaski (często w biało-niebieskie paski lub z białego płótna, ozdobiona haftami i koronkami) była też noszona w niedzielę do kościoła, ale w II połowie XIX wieku zaczęto nosić taką część stroju z jedwabiu. Nazywano je wtedy fortuchami. Także były szerokie jak zopaski i noszono je zgodnie z zasadami noszenia zospaski. Jednak były one strojniejsze i miały więcej kolorów. Jedwabne fortuchy miały wzory roślinne wynikające z faktury materiału, ale także ozdobione były nadrukowanymi bukietami kwiatów. Te fartuchy były bardzo piękne i szybko zdobyły uznanie kobiet.

Reklama

W połowie XIX wieku rozpowszechniła się jakla. To kaftan z długimi rękawami. Bardzo wygodny, więc szybko się rozpowszechnił. Jakla miała stójkę, z przodu była zapinana na guziki (pojedynczy rząd). Szybko zaczęto stosować zasadę, że guziki były w kolorze jakli lub w białym. Wtedy były też ozdobą. Jakla była ozdobiona dosyć skromnie. Zazwyczaj w dolnej części wyszywano kwiaty lub naszywano pojedyncze lub podwójne paski czarnego aksamitu. Także rękawy były wszywane prosto, podobnie jak obecnie w naszych koszulach lub bluzkach.

Ważnym elementem stroju było nakrycie głowy. W XIX wieku powszechnie mężatki stosowały czepce czółkowe, które na czole miały koronkę. Na nią zakładały chusty purpurki (te noszone po domu nie miały żadnych ozdób, a wyjściowe miały ozdobny kwiatowy szlak i drobne bukieciki rozrzucone po całej powierzchni). Purpurki wiązano na tzw. "polka", z tyłu głowy. Jednak chusta upinana była nad czołem dosyć wysoko, z racji eksponowania czepca czółkowego. Zresztą, pod koniec XIX wieku czepiec zarzucono, ale jeszcze w latach 20. i 30. XX wieku zakładano go w niektórych miejscowościach (na przykład Imielin) kobietom do trumny.

Reklama

Oprócz purpurki, coraz częściej zaczęto nosić merinki. To były chusty szyte z delikatnej wełenki o rozmiarach ok. 90cm x 90cm. Ozdobione były drukiem fabrycznym, położonym wzdłuż krawędzi. Wiązano ją pod brodą. Początkowo te chusty nie miały frędzli, jednak z biegiem czasu zaczęto dodawać do nich jedwabne frędzle zwane szczympkami. Do stroju paradnego zaczęto nosić chusty tureckie i chusty tybetki. Były podobne do merinek, ale większe - ok. 1,5m x 1,5 m. Zimą zakładano chusty z grubej wełny tzw. chusty rube lub szaltuchy, a jesienią chusty sukienne lub chusty drucioki. Szczegółowo opiszę je w jednym z kolejnych odcinków.

Dodam tylko, że w czasie, gdy zrezygnowano z noszenia czepców czółkowych, to chusta purpurka stała się symbolem mężatki. I jeszcze w okresie międzywojennym często na purpurkę zakładano inne chusty. Wtedy purpurka wystawała spod drugiej chusty.

Reklama

W XIX wieku mężczyźni nadal nosili białe koszule, chociaż zmienił się rodzaj płótna na delikatny. Pojawiły się też jedwobki. Mysłowiccy chłopi zarzucili płócienne kamizelki, na rzecz dłuższych do ud bruśleków, a także zaczęli nosić podobne do bruśleków kamuzole. Jedne i drugie miały krój strojów noszonych w XVIII wieku przez arystokrację. Pierwsze takie stroje trafiły z demobilu, czyli gdy przestały być modne, oddano je z dworów okolicznym chłopom. Także służba wojskowa chłopów przyczyniła się do rozpowszechnienia takich strojów. Oczywiście zgrzebne spodnie zastąpiono czarnymi bizokami - spodniami z bizą, czyli czerwoną wypustką wzdłuż zewnętrznych szewków. Zimą zakładano płoszcz. Natomiast mężczyźni pracujący w przemyśle, ze względów praktycznych, zarzucili stroje ludowe na rzecz mody miejskiej, która była uniwersalna.

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/05/2026 14:08
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości