Reklama

Zakończenie. Podania i legendy z terenu Mysłowic i okolic

Kiedy w 2021 roku rozpoczynałem cykl poświęcony mysłowickim legendom i podaniom, nie przypuszczałem, że jeszcze w XXI wieku można spotkać tyle żywych opowieści o rozbójnikach, duchach czy różnorakich demonach. Zebrałem tego ponad 200. Tak, przez ostatnie cztery lata straszyłem Państwa tymi demonami, ale przy okazji w sposób ludowy, a nie naukowy, pokazałem wiele miejsc w Mysłowicach, które w jakiś sposób są miejscami charakterystycznymi np. krzyże czy kapliczki. Okazuje się, że sporo ma swoistą nadrzyrodzoną historię. Przy okazji przemycałem nieco informacji o naszej mysłowickiej, śląskiej kulturze oraz danych o życiu codziennym, tak różnym kiedyś od naszego.

Przyznaję, na początku miałem pewne obawy pytać o siły nadprzyrodzone. Tak. Człowiek o mojej historii życia zadaje ludziom pytania o sprawy, które w dzisiejszym czasie są raczej wyśmiewane. I tego się obawiałem, że zostanę za te podania i legendy wyśmiany. Chociaż od początku uważałem, że dokumentuję nasze dziedzictwo. Ale szybko odkryłem, że wcale nie jest tak, że mieszkańcy Mysłowic i całej okolicy mają ze mnie ubaw. Oni podeszli do tematu bardzo pozytywnie. Dla wielu było to wspomnienie z dzieciństwa, przypomnienie sobie babci i dziadka, którzy w czasach, gdy nie było telewizji, umieli przekazywać ciekawe opowieści, które zasłyszeli od swoich dziadków i babć. Bo podania i legendy dlatego są naszym dziedzictwem, gdyż wyrosły z naszej tradycyjnej kultury i były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tak jak inne tradycje. Są więc cennym darem, który pozostał nam po dawnych czasach, który na dodatek jest fundamentem naszej tożsamości.

Niestety, jest jedno ale. Od lat 70. XX wieku zachłysnęliśmy się nowoczesnością, a wiara w tego typu demony i duchy były raczej wyśmiewane. Dlatego nasze babcie milkły ze swoimi bajkami, a do głosu doszły inne bajki, których się współczesny człowiek nie wstydził. To telewizja i polityka. Dzisiaj to one rozpalają nasze głowy i pozwalają nie tylko na zabicie czasu, ale także przeżycie nowych doznań. Ale historia kołem się toczy i co jakiś czas wraca to, co wyszło juz z mody.

Reklama

Ostatnie lata były dla mnie ciekawym doświadczeniem. Rozmowy z kilkudziesięcioma osobami o tym, co opowiadała babcia, wspomnienia. To było niesamowite doświadczenie. Tym bardziej, że najstarsi, którzy opowiadali mi podania w moim dzieciństwie, byli urodzeni jeszcze w XIX wieku, najmłodsi w latach 90. XX wieku. W tekstach wydawanych na łamach gazety "Co Tydzień" i portalu ctmyslowice.pl podpisywałem te podania swoim nazwiskiem, ale w zbiorze legend i podań, pod każdą jest informacja od kogo to pochodzi, i na podstawie czyjego opowiadania zostało napisane. Kiedyś, gdy praca zostanie wydana w formie książki, także w tym aspekcie pojawią się informacje.

Jednocześnie chciałem serdecznie podziękować. Wszystkim tym, którzy byli uprzejmi mnie pozytywnie przyjąć i odpowiedzieć na liczne pytania, ale także tym, którzy zaangażowali się dobrowolnie w poszukiwanie starych opowieści. Bardzo Państwo ubogaciliście mój zbiór. I serdecznie za całe wsparcie dziękuję.

Reklama

Legendy i podania zachowały się z różnym nasileniem. Ale zawsze jakieś spotykamy w każdej części naszego miasta. Tymczasem, kiedy zacząłem robić mapę występowania legend, zauważyłem dwie rzeczy. Po pierwsze najwięcej opowieści zachowało się o lesie między Kosztowami a Imielinem, Krasowami a Dziećkowicami. Rzeczywiście, ten las ma swoją zadziwiająca aurę. Mieszkam w jego sąsiedztwie i zawsze zadziwiał mnie swoją tajemniczością. A przecież w nim znajdują się potoki z utopcami, miejsca, w których straszyły duchy, czy ludzi prowadziły świytlorze lub zwodziły inne zjawy. Jest tam też zdumiewający zamek Ulberg w ruinie, o którym poza legendami, nie potrafię znaleźć żadnych historycznych danych. A z tym zamkiem też jest związanych parę opowieści o duchach.

Drugi zaskakujący wniosek, który mi się nasunął, to sprawa rzeki Przemszy. Wiele legend i podań mówi bezpośrednio o korzystaniu z tej rzeki. Ale w dawniejszych czasach. Dzisiaj Przemsza jest dla nas rzeką zapomnianą. Całkowicie odwróciliśmy się od niej, chociaż przez wieki była ważną drogą handlową i, nazwijmy to tak, turystyczną. Była też ważnym źródłem żywności. Najpierw Przemszę zabiliśmy, zatruwając jej wody przemysłowym świństwem, zabijając wszystkie jej stworzenia, a potem odwróciliśmy się od niej całkowicie, zapominając, jak ważną dla nas była. Nawet to, że rozgranicza różne światy: śląski od małopolskiego. A gdzie się podziały utopce? Sądzę, że też zostały wytrute w czasach, gdy zatruto nasze wody. Oczywiście, to żart. Przecież będą żyć tak długo, jak długo będziemy o nich opowiadać.

Reklama

Ciekawe jest to, że spośród tych ponad dwustu legend i podań, najwięcej zajmują miejsca opowieści o utopcach. To niesamowite, jak bardzo te stworzenia były popularne wśród ludzi. Zaskoczył mnie jednak niemal całkowity brak opowieści o duchach kopalń. Przecież skarbnicy występowali na naszym terenie, a w każdej części miasta było sporo kopalń. Małych, ale jednak. Gdzieś jednak zatraciliśmy wiedzę o tych podziemnych demonach. Na szczęście zachowało się trochę opowieści o skarbnikach w różnych wydawnictwach, gdzie opublikowano nieco opowieści zebranych od okolicznych mieszkańców. Mnie, pomimo licznych prób, nie udało się zebrać żadnego podania o tych demonach.

Oprócz rasowych legend i podań, zamieściłem tutaj także różne opowiadania o siłach i zjawiskach nadprzyrodzonych oraz o postaciach na wpół legendarnych, jak Taurus, czy Hanka z kuchnią. Myślę, że warto zachować w pamięci takie postacie, gdyż one tworzyły specyficzny koloryt naszej okolicy. Podobnie z legendami o cudach, czarach i zaklętych księgach albo ukrytych skarbach. To wszystko pokazuje nam, jak myśleli dawniejsi mieszkańcy naszej okolicy.

Reklama

Myślę, że ważnym elementem całej pracy (w rozumieniu cyklu felietonów) są stare legendy o powstaniu konkretnej osady lub tłumaczących jej nazwę, jak o Mysłowicach, Janowie, Kosztowach czy Krasowach i Dziećkowicach. Niektóre słyszałem w całości, inne były fragmentaryczne, które pozwoliłem sobie rekonstruować. Ale na zasadzie rekonstrukcji logicznej, a nie wymyślaniu od nowa całej legendy. Bo niestety, większość historyków tylko wspominało legendę o tym, czy tamtym. Tak to już bywa.

Dla mnie ciekawym przeżyciem było stawianie pytania, jak się jakiegoś ducha pozbyto. Tu stawiano krzyż, tam kapliczkę, a kiedy indziej jedzono czosnek. Kiedyś po rozmowie z moimi uczniami o białym demonie w kształcie konia bez głowy, który terroryzował Janów, jeden z uczniów powiedział, że dopiero, gdy postawiono krzyż, demon przestał się pojawiać. Po tej rozmowie, wracając do domu, spostrzegłem krzyż na wjeździe do moich rodzinnych Kosztów i uświadomiłem sobie, że praktycznie przy każdej drodze wjazdowej do Kosztów stoi krzyż lub kapliczka. I wtedy pojawiło mi się w głowie pytanie, czego się ci ludzie obawiali, że tak obwarowali obiektami sakralnymi niemal wszystkie drogi wjazdowe do wsi (w dawniejszym kształcie zabudowy oczywiście). Dlatego wcale nie było też dla mnie zaskoczeniem, gdy niektóre osoby zaczęły mnie pytać, jak odczynić urok albo przepędzić zmorę. Nie. Zdecydowanie nie jestem od takich spraw ekspertem. Wysłałem jednak zainteresowanym zebrane podania w tym temacie. Może się to przyda, jak się pozbyć zmory?

Reklama

Od 2012 roku, kiedy moje dzieci dorosły na tyle, by móc w spokoju coś napisać, zacząłem pisać na łamach różnych gazet. Była to część mojej społecznej działalności, gdyż zasadniczo za moje teksty nie otrzymywałem żadnych gratyfikacji. To nie skarga, broń Boże! To wyjaśnienie na spotykane czasem złośliwości, że skoro tyle piszę, to muszę mieć ogromne dochody. Otóż nie. Przez lata realizowałem swoją misję popularyzowania tradycji i historii wśród naszego społeczeństwa bez zapłaty. Tym sposobem powstało kilka cykli, które mogły być publikowanych na łamach "Co Tydzień". Tak. Od 2012 roku w niemal każdym numerze gazety znajdował się mój tekst. O dawnych tradycjach mieszkańców Mysłowic, o tradycjach mysłowickich ewangelików, o kuchni śląskiej, o życiu codziennym na przełomie XIX i XX wieku, wreszcie obecnie prezentowany cykl o legendach. Tak. Trochę tego było. Opowiedziałem przez lata chyba wszystko o tradycjach, co się dało. Napawa mnie wielką satysfakcją fakt, że przynajmniej spisałem wiele tradycji, a przez to zachowałem dla potomności.

Co z tym zrobią? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że będą te tradycje kultywować. Podobnie ze słownikiem. Mam nadzieję, że przypomniałem słowa, które kiedyś używało nasze społeczeństwo, a dziś często wyszły już z użycia. Starałem się też odzwierciedlić odrębności mowy na terenie dawnej Ordynacji Mysłowickiej (od Janowa po Brzezinkę) i tzw. pszczyńskiego krysu. Bo były drobne różnice nie tylko w stroju, ale także w mowie.

Reklama

Brzmię trochę, jakbym się żegnał. Tak, to prawda. Powoli zamykam moją współpracę z Szanowną Redakcją "Co Tydzień". Była zainteresowana tradycjami, a w tym zagadnieniu to chyba wyczerpałem zagadnienie. Mam jeszcze wiele do opowiedzenia o historii, ale to może kiedy indziej. Na dziś mam plan taki, by jeszcze w krótkiej serii opisać demony, z którymi spotykaliśmy się w opowieściach. A gdybym jeszcze natrafił na jakąś legendę lub podanie, to chętnie się z Państwem podzielę, a mam nadzieję, że Redakcja udostępni mi swoje łamy na ten cel.

I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Jeżeli myślimy, że sprawa legend i podań to rozdział zamknięty, to możemy się zdziwić. Wszak zderzenia ludzi ze światem nadprzyrodzonym ciągle się zdarzają. Przykładem może być chociażby opowieść o kobiecie chorej na covid. Przecież to wydarzyło się zaledwie kilka lat temu. Zatem duchy i demony wcale nie umarły. One dalej żyją i działają. Tylko my jakby mniej je zauważamy w naszym życiu pełnym wrzasku i jazgotu oraz oświetlonych ulic. Ale to się wciąż dzieje.

Reklama

Ostatnio będąc u lekarza spotkałem pewną kobietę, która mi powiedziała, że wie kim jestem i co robię, że wycina z gazety każdą legendę i zbiera je w teczce. Cieszy mnie to, że wzbudziłem szersze zainteresowanie. A Państwu serdecznie dziękuję za uwagę, za przyjęcie tego cyklu, jak i pozostałych. Pozdrawiam serdecznie. Do zobaczenia.

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/08/2025 16:36
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Haska 2025-08-03 17:36:58

    Ja jestem dumna, że taki człowiek jak Pan zechciał z nami współpracować. To były fantastyczne opowieści i kapitalna wiedza, którą Pan z nami się dzielił. Mam jednak nadzieję, że to nie koniec naszej współpracy. Język Śląski, który - choć wydawałoby się jest zapomniany- nadal trzeba przypominać i starać się z nim zaprzyjaźnić. To nie tylko specyficzny akcent i słowa, ale też i całe wyrażenia, których znaczenie dziś zdarza nam się inaczej czytać. Nie wyobrażam sobie, by Pana nie było na naszych łamach. Dziękuję z całego serca i czekam na nowy rozdział naszej współpracy. A teraz życzę miłego urlopu. Do zobaczenia Panie Tomaszu Grażyna Haska

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Tomasz Wrona - niezalogowany 2025-08-04 08:55:12

    Dziękuję bardzo :)

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jarek - niezalogowany 2025-08-04 15:31:05

    Znakomity cykl, który ożywił zapomniane opowieści i miejsca Mysłowic. Wielka szkoda, że to już koniec - będzie brakować tych niezwykłych historii!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości