Reklama

Utopce. Poczet postaci, duchów i demonów występujących w podaniach i legendach

Utopce to demony wodne. Zapewne wywodzą się z dawnych wierzeń, kiedy to religia pogańska dominowała na naszych terenach i nawet późniejsze chrześcijaństwo nie wyparło ich z ludzkiej świadomości. Ludzie wierzyli, że żyły one w każdej rzece, jeziorze, stawie. Ba! Nawet były obecne w rowach przydrożnych i kałużach! Zawsze żyły pod mostami, kładkami lub budowały sobie domy przy brzegach. Przybierały różne postaci. Najcześciej był to chłopek o zwroście mniej więcej 1,5 metra, ale także widywano go jako kaczkę, czy żabę. Zdarzało się, że także widywano go pod innymi postaciami jak na przykład konia, lalki, fajki, piłki czy wstążki. Ale następowało to wtedy, gdy utopiec wabił swoją ofiarę, by ją utopić. I zawsze ukazywał się w takiej postaci, by zainteresować potencjalną ofiarę. Inną dla kobiet, inną dla mężczyzn, inną dla dzieci.

Nazywano go różnie. Utopiec, utopek, utoplec. Zawsze jednak odnosiło się to do jego działań. Co ciekawe, nosiły one imiona. Tego z brzęczkowickiej Podgóry nazywano dla przykładu Jontkiem. Ale spotykamy i inne imiona: Jyndra, Iwan i tym podobne.

Jak utopiec wyglądał? Jeżeli spojrzymy na jego podstawowy kształt, szybko zauważymy nie tylko niski wzrost, ale też zieloną skórę, szerokie, żabiaste usta i wyłupiaste oczy. Miały między palcami błony pławne, więc w istocie wyglądały jak brakujące ogniwo ewolucji między żabami a...  ludźmi! Brzmi absurdalnie, chociaż takie skojarzenia się nasuwają. Zamiast zwykłych stóp miały kopytka. A gdy znajdowały się poza środowiskiem wodnym, ściekała z nich woda, więc wszędzie pozostawiały po sobie plamy wody. Do tego należy dodać, że utopce nosiły czerwone spodnie, czasem takową marynarkę, także fioletową koszulę. Oczywiście na głowie miał kapelusz.

Reklama

Jeżeli mówimy o wyglądzie i zachowaniu utopców, to wszędzie są one podobne, niezależnie czy to jest nad Przemszą i Wisłą, czy nad Odrą. Czy słuchamy opowieści o nich pod Mysłowicami, czy pod Opolem. To jest jeden z wielu dowodów na jedność kulturową części opolskiej, cieszyńskiej i katowickiej Górnego Śląska, oprócz tych oczywistych elementów jak złoty orzeł w błękitnym polu tarczy w górnośląskim herbie, czy żółto- niebieska flaga, tak chętnie zrywana i czasem palona przez nacjonalistów, niedouczonych matołów, którym się myli flaga górnośląska z ukraińską.

Skąd się wzięły utopce? Przede wszystkim, jak głoszą podania, były to zbuntowane anioły. Gdy w niebie doszło do buntu, Pan Bóg strącił zbuntowanych z nieba. Ale nie wszystkie wpadły w otchłań. Niektóre, wpadając do wody, przekształciły się właśnie w utopce.

Reklama

Zachodzi więc pytanie, czy były one dobre, czy złe. Jako te, które kiedyś przeciwstawiły się samemu Bogu, czyli Dobru Najwyższemu, z natury musiały być złe. Dlatego często krzywdziły ludzi. Wabiły do swojego królestwa, czyli wody i tam bezlitośnie topiły swoje ofiary. Nie, nie potrzebowały ciał. One zabierały, niczym same diabły, ludzką duszę. I te dusze kolekcjonowały w swoich domkach zamknięte w bonclokach, czyli w kamionkowych garnkach. Chociaż widać wyraźne wpływy ludzkiej cywilizacji na te stworzenia, gdyż potem do przechowywania dusz potopionych zaczęły używać zwykłych słoików. Najpierw typu weki, potem takich na zakręcanie. Ale czy utopce były tylko złe? Lubiły się bić, to prawda, bo miały ogromną siłę. Ale czasem także doradzały w problemach. Czasem te dorady były też okropne, jak ten, który kazał chłopu przyprowadzić gderliwą żonę, by ją utopił w rzece. każdy był w zysku. Chłop miał święty spokój, a utopiec nową duszę w kolekcji, ale czy o to chodziło? Często te rady były jednak pożyteczne. Czasem też utopce współpracowały z ludźmi, zwłaszcza, gdy chciały kogoś nagrodzić za dobre zachowanie. Wtedy go o tym informowały, że np. będą mu naganiać ryby. Czasami też próbowały budować z ludźmi normalne relacje, jak ten utopiec, który chodził do kobiety po żur. Co prawda płacił zaklętymi pieniędzmi lub łuskami rybimi, które wyglądały w nocnym, księżycowym świetle jak złote talary, ale starał się płacić, czym miał. Tylko dla nas, ludzi, to nie było zbyt wartościowe, niestety. Ale także utopce potrafiły robić kawały, dowcipy, stroić sobie z ludzi żarty. Wyraźnie więc widać, że miały poczucie humoru, ale także były złośliwe.

Miały też poważną wadę. Były zawziętymi i nałogowymi palaczami fajek. Dlatego, gdy tylko mogły, wymuszały na ludziach tytoń, na przykład za swobodne przepuszczenie przez mostek. Ale gdy tytoniu nie dostały, wpadały w wielką złość i potrafiły nieźle dokazywać. A gdy zabrakło im tytoniu, paliły zielsko wodne. Wtedy trujący i obrzydliwy dym rozchodził się po okolicy. Mieszkańcy więc w trosce o swoje bezpieczeństwo woleli dostarczyć utopkowi tytoń.

Reklama

Utopców można było spotkać najczęściej nad zbiornikami wodnymi, rowami, potokami czy rzekami. I nie o każdej porze. Najczęściej w nocy, konkretnie o północy i najbardziej dokazywały w czasie pełni księżyca. Ale także były aktywne w ciągu dnia. Najczęściej w rejonie południa. Chociaż w innych porach dnia też je spotykano, jak pływały sobie lub siedziały nad brzegiem i wpatrywały się w wodę. Trzeba też dodać, że największą moc miały przed świętem świętego Jana Chrzciciela. Dopiero, jak wierzono, gdy świynty Jon poświyńcił woda, to utopce traciły swoja moc. Świętego Jana obchodzimy 24 czerwca. Do tej daty nie pozwalano się nikomu kąpać. I ja mam z domu tak wbity w głowę ten termin, że także nigdy nie chodziłem na otwarte zbiorniki popływać przed tym terminem. I nie z obawy przed utopcami. Raczej z szacunku dla tradycji i rozumienia, że jeszcze w czerwcu wody są nieodpowiednio nagrzane, co może sprzyjać w przyszłości różnym chorobom.

Demony wodne lubiły atakować ludzi, nawet w pewnym oddaleniu od wodnych zbiorników. Czy można było się przed nimi bronić? Oczywiście. Na wszystko były metody! Przede wszystkim utopce nie lubiły wody święconej. Ona ich normalnie parzyła! Gdy tylko zostały nią pokropione, zaraz uciekały głośno wrzeszcząc. Odstraszały ich też poświęcone elementy. Dlatego ludzie święcili mosty, by się mogli po nich swobodnie poruszać. Dla wzmocnienia ochrony, robiono na mostach także krzyże poświęconą kredą. To też odstraszało wodne demony. A gdy taki wtargnął do domu, można było wykorzystać święcone w Matki Bożej Zielnej (15 sierpnia) zioła, które wrzucano na blachę rozpalonego pieca. Dym z poświęconych ziół działał na nie podobnie jak woda święcona. Była jeszcze jedna pewna metoda walki z nimi. Trzeba było jeść lub posiadać przy sobie chleb dwa razy pieczony. Wystarczyło rozmoczyć stary kawałek chleba i go rozdrobnić, a następnie umieścić w rozrabianym cieście chlebowym i to wszystko razem upiec. Taki chleb dawał ogromną siłę człowiekowi, a odbierał ja utopcowi. Dlatego utopki wyczuwając, że człowiek jadł lub miał przy sobie taki chleb, nawet nie podejmowały ataku, bo wiedziały, że to się może źle skończyć. I była jeszcze jedna metoda walki z utopcem. Otóż, gdy się go uderzało prawą ręka, demon rósł i wzrastał w siłę. Ale cios z lewej ręki odbierał mu i wzrost i siłę. Dlatego zaatakowani przez utopca ludzie mieli jedyną szansę, gdy pamiętali, by w niego walić z lewej ręki.

Reklama

Utopce zakładały normalne rodziny. W opowieściach pojawiają się informacje o tym, że istniały tez utopcule, czyli utopce płci żeńskiej. Utopce zakładały normalne rodziny i wychowywały w nich młode. Chociaż zdarzały się opowieści, że nowy utoplec pojawiał się wtedy, gdy w zbiorniku został ktoś utopiony. Być może były jakieś procedury przekształcania topionego człowieka w utopca, jednak dostępne mi opowieści nie zdołały tego wychwycić.

Niestety, utopce zniknęły nam z krajobrazu jako żywe i straszne demony. Osobiście sobie to tłumaczę zatruciem naszych rzek przez przemysł już w latach 30. i kolejnych w XX wieku. Może się gdzieś przeprowadziły, może podzieliły los naszych ryb i zostały wytrute? Kto to wie?

Reklama

Zdumiewająca jest jednak żywotność utopców. Do dzisiaj się o nich opowiada, chociaż każdy się zastrzega, że w nie nie wierzy. Jednak opowiadają o nich zarówno ci najstarsi, jak i ci w wieku średnim, wskazując, że kiedyś tak mówiła babcia czy ciocia. Bez względu na to, czy utopce zostały wytrute, czy nie, zawsze będą żyć. Będą żyć w naszych opowieściach i pamięci. Nie zapominajmy o nich.

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości