Żyjemy w ciekawych czasach. Technika wszędzie przenika nasze życie. Smartfony w każdej kieszeni, każdy ma samochód, rozświetlone wszystkie drogi. A do tego u każdego GPS, żeby broń Boże nie pobłądzić! Ale jeszcze 50-70 lat temu tak nie było. Brak oświetlenia ulicznego, brak telefonów, rzadko kto posiadał auto. Dróg oświetlonych lampami jak na lekarstwo. Ludzie mieli także ogromny problem z komunikacją. Rzadko gdzie jeszcze jeździły autobusy, do pociągów też blisko nie było. Dlatego pozostawały nogi lub rower.
I wtedy wybierano drogi bliższe, a nie te, które były wybrukowane albo asfaltowane. A drogi bliższe oznaczały podróż po pustych polach, łąkach lub co gorsza, po lasach. A las był siedliskiem obcym i tajemniczym dla człowieka. Pełnym nie tylko drzew, krzewów, zwierząt, jagód i grzybów. Las był siedliskiem różnego rodzaju dychów i innych nadprzyrodzonych stworzeń.
Dziwne rzeczy piszę, powiadacie? To wybierzcie się do lasu po zmroku, a najlepiej koło północy. Może was nic nie postraszy, ale człowiek od razu czuje się nieswojo i dziwnie, a także obawia się, że zaraz coś wypłynie lub wylezie zza krzaka! W ciemnym lesie nie ma żartów! I jak myślimy, że nasi przodkowie z radością po nocach się wałęsali po lasach, to się grubo mylimy. Oni tak samo czuli się nieswojo w tej przestrzeni jak my, albo jeszcze bardziej, bo potrafili nazwać po imieniu to, co ma nich czyhało w leśnych ostępach. A jednym z nadprzyrodzonych stworzeń byli świytlorze.
Tak, żyły w mysłowickich lasach takie stworzenia. Zwłaszcza o nich wspominają podania z południa naszego miasta. Konkretna ich siedziba to las pomiędzy Kosztowami a Imielinem, Krasowami a Dziećkowicami. Las magiczny, las niesamowity. Ale nie występowały tylko u nas. Żyły w głębokich lasach pszczyńskich i lublinieckich. Można było je spotkać w innych częściach Śląska.
Świytlorze mieli kształt świecącego dysku na nóżkach. Dysku, który świecił. bardzo więc przypominały księżyc w pełni. Może i on też jest świytlorzym, który zbyt wysoko podskoczył i gdzieś tam na niebiańskiej gałęzi się zawiesił? A może to szef wszystkich świytlorzy, który patrzy jak się zachowują? To tylko moja fantazja, nie fakty ustalone przez etnografów, bez obaw. Ale pewne jest, że skoro miały atrybut, że świeciły nocą, mogły pomagać człowiekowi wędrującemu w lesie po nocach. Wtedy przecież najłatwiej zgubić drogę. Dlatego te istoty mieszkały w pobliżu rozstajów dróg lub w pobliżu krzyży i kapliczek. Zatem z natury swojej złe nie były, gdyż symboli chrześcijańskich się nie bały.
Starały się ludziom pomagać. Widząc człowieka wędrującego po leśnej ścieżce w nocnych czeluściach, starały mu się pomóc w ten sposób, że oświetlały mu drogę, prowadząc we właściwe miejsce. Skąd wiedziały, że człowiek idzie do Dziećkowic albo na Granice w Imielinie? Może miały tę nadzwyczajna moc, że potrafiły przenikać ludzkie myśli? Całkiem możliwe. Ale dzięki świytlorzom ludzie bez problemu trafiali do swojego celu wędrówki. To bardzo ułatwiało życie, gdyż zabłądzić w nocy w lesie do przyjemnych nie należy. Czasem też pomagały świecąc, gdy odpadło koło z wozu i trzeba było je naprawić lub gdy się na przykład komus wywróciła się fura i trzeba było ją ustawić na drodze.
Nie wolno było jednak zapominać o jednym. Po przyprowadzeniu przez świytlorza na miejsce, koniecznie trzeba było mu podziękować. Nie tam jakimiś wymyślnymi podziękowaniami. Wystarczyło zwykłe "Bóg zapłać". I wtedy świytlorz zadowolony odchodził w głąb lasu. Gorzej, gdy człowiek o podziękowaniu zapomniał.
My to mamy szczęście. Mieszkamy w rejonie, gdzie nasze świytlorze miały dobre serce. Gdy wgłębiałem się w podania z innych rejonów Górnego Śląska, wtedy dowiedziałem się, że świytlorze były bardzo mściwe i za brak podziękowania potrafiły komuś spalić dom lub nawet zabić samego człowieka! To dopiero była tragedia. Te pszczyńskie takie mściwe nie były. Te z Bojszów podchodziły od okna domów osób, którym pomogły i tak długo świeciły do okien, aż delikwent wreszcie podziękował. Nasze, z kosztowskiego i dziećkowickiego lasu, miały więcej poczucia humoru. Bo na drugi raz tak takiemu człowiekowi oświetlały drogę, że ten bez końca błądził po lesie. Aż do świtu, bo dopiero wtedy mógł rozpoznać, gdzie się znajduje. I jak mówią podania, szczególnie nie lubiły mężczyzn z Dziećkowic. Ciekawe to, ale chopy z tej dzielnicy najczęściej padali ofiarami tych duchów i byli wodzeni po nocach w lesie. Widocznie jakiś soroń kilkakrotnie świytlorzowi nie podziękował lub, czego bardzo nie lubili, szedł lasem i klął jak szewc. Albo szedł pijany i niewłaściwie w lesie się zachowywał. Tego już nasze podania nie wyjaśniają. Wiadomo tylko, że wielokrotnie mężczyzn z Dziećkowic wodziły po lesie. Chociaż z biegiem czasu stało się to dobrą wymówką, gdy wracający z pracy zabalowali w karczmie dłużej.
Skąd te istoty się wzięły? Tego nasze podania nie wyjaśniają, ale badania etnografów w innych rejonach Śląska pokazują, że świytlorze były duchami zmarłych nieochrzczonych dzieci lub osób, które musiały pokutować za swoje złe czyny poprzez czynienie dobra. Czasem można było spotkać świytlorza z kamieniem w ręku. Wiadomo wtedy, że pokutował za jakieś nieuczciwe zachowania przy podziale ziemi. Ale taki świytlorz pytał, co miał z tym zrobić. Wtedy należy mu powiedzieć, żeby położył ten kamień na miejscu, z którego go zabrał. To go od pokuty wybawi.
I na koniec trzeba powedzieć, że ludzie różnie te duchy nazywali. O ile w okolicy Mysłowic nazywali je świytlorzami lub świetlorzami, o tyle w Bojszowach nazywano je świetla, a w innych rejonach byli to świcorze. Ale stale ten sam duch.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze