Za fasadą lokalnej demokracji w Mysłowicach doszło do politycznego manewru, który odsłania głębszy mechanizm systemowego domykania władzy. Dotychczasowe próby uciszania krytyki – opierające się na publicznym i medialnym hejcie wobec radnych kwestionujących oficjalną narrację – ustępują dziś miejsca twardej instytucjonalnej marginalizacji. Ostatnia sesja Rady Miasta pokazała wprost: mechanizm kontrolny opozycji ma zostać całkowicie sparaliżowany poprzez eliminowanie jej przedstawicieli z kluczowych komisji doraźnych.
Najbardziej jaskrawym dowodem tego procederu stały się kulisy powołania komisji konkursowej mającej wyłonić nowego dyrektora Szpitala nr 2. Choć opozycja, dysponując mniejszością, wnioskowała o wprowadzenie do sześcioosobowego gremium zaledwie jednego swojego reprezentanta z doświadczeniem w takich procedurach, prezydencka większość zablokowała tę możliwość.
Kluczową rolę w tym procesie odegrał przewodniczący Rady Miasta, Mariusz Wielkopolan. To on osobiście zgłosił listę kandydatów, na której znaleźli się wyłącznie on sam oraz pięciu powiązanych z prezydentem radnych, uzupełnieni o wicedyrektora ds. medycznych. Jawne głosowanie i bezwzględna dyscyplina klubowa sprawiły, że proces ten przebiegł bez jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji.
„Zrobiliście to po to, by wykluczyć jakiekolwiek możliwości dotarcia do pewnej wiedzy radnym, którzy są wobec prezydenta opozycyjni” – ten komentarz radnego Krzysztofa Bąka (KO) trafia w sedno sprawy. Chodzi o pełny monopol informacyjny. Próby łagodzenia sytuacji przez radnego Artura Bulę (PiS), który zapewniał o „braku złej woli”, brzmią fasadowo w zderzeniu z faktami.
Fakty są bowiem takie: to radni opozycji przez ostatnie miesiące, wspólnie ze społecznością szpitalną, walczyli o uratowanie placówki przed ryzykownymi eksperymentami menedżerskimi forsowanymi przez prezydenta. W tym czasie radni tworzący dzisiejszy skład komisji zachowywali bierne milczenie.
Odsunięcie opozycji od wyboru dyrektora „Dwójki” to nie jest zwykła personalna potyczka. To celowe odcięcie radnych kontrolujących władzę od wglądu w procesy decyzyjne dotyczące strategicznej placówki zdrowia w mieście. Jeśli z procedury wyboru wyklucza się tych, którzy najgłośniej pytali o kondycję szpitala, rodzi się uzasadnione pytanie: jakie kryteria i jakie intencje będą naprawdę decydować o obsadzie tego stanowiska?
To pytanie zostawiam Państwu pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze