Kiedy wracałem do Mysłowic z kilkudniowego wyjazdu przez kraje, których parlamenty i ratusze często wystawia się turystom jako przykład otwartości władzy na obywatela, miałem w głowie jedno zdanie. Że otwartość to nie architektura. Że nie wystarczy szklana fasada i tablica z godzinami urzędowania. Że prawdziwa przejrzystość zaczyna się od tego, kto i kiedy otrzymuje informację.
Wróciłem do Mysłowic w środę. W czwartek byłem już na Komisji Edukacji, Kultury i Sportu Rady Miasta Mysłowice - jako prezydium Młodzieżowej Rady Miasta jesteśmy na takie posiedzenia zapraszani. I właśnie na tej komisji okazało się, że raport o stanie miasta, przygotowany pod kątem jej tematyki, nie zostanie radnym przedstawiony, bo trafił do nich już wcześniej, jako materiał przesłany z wyprzedzeniem. Logika zrozumiała. Problem w tym, że my jako zaproszeni goście, jako ciało opiniodawcze, które ma w zamyśle włączać młodych w życie miasta - nie dostaliśmy nic.
Podniosłem to pod koniec posiedzenia. Poprosiłem przewodniczącą komisji, radną Annę Kozłowską, o to, by w przyszłości takie materiały trafiały również do nas. Nie jest to roszczenie. To warunek sensownego udziału w debacie. Bo jeśli mamy dyskutować o tym, co ważne dla młodych mieszkańców Mysłowic, musimy wiedzieć, o czym w ogóle mówimy.
Tym bardziej cieszyło mnie to, co zobaczyłem kilka dni później. W poniedziałek uczestniczyłem w dwóch komisjach: Samorządności i Przestrzegania Prawa oraz Gospodarki Miejskiej, Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Na obu projektant raportu Bartosz Barański, przedstawił prezentacje. Zostało też omówione sprawozdanie z wykonania budżetu za rok 2025. Dane były. Omówienie było. Dyskusja miała grunt. To jest właśnie to.
W tym tygodniu jest też komisja finansów. Wierzę, że i tam materiały zostaną kompleksowo zaprezentowane. Nie dlatego, że mam podstawy do optymizmu za wszelką cenę ale dlatego, że transparentność procesu budżetowego jest absolutnym minimum, które powinniśmy od siebie wymagać. Zwłaszcza teraz, kiedy w czwartek rada miasta będzie głosować nad absolutorium dla prezydenta Dariusza Wójtowicza. Nie przesądzam wyniku. Chcę tylko, żeby w tej debacie, jak w każdej innej, głos młodych też się liczył. A żeby się liczył, musimy mieć dostęp do tych samych informacji co wszyscy.
To nie jest kwestia uprzejmości. To jest kwestia zasady.
W piątek byłem świadkiem czegoś, co tę zasadę pięknie ilustruje od innej strony, na uroczystej inauguracyjnej sesji Młodzieżowego Sejmiku Województwa Śląskiego kadencji 2026–2028, a wieczorem na koncercie w Mysłowickim Ośrodku Kultury, gdzie młodzi muzycy z Polski, Czech i Słowacji zagrali razem w ramach projektu wyszehradzkiego. W niedzielę spotkanie koła Nowej Generacji o przyszłości naszego miasta, o tym, czego chcemy i co możemy zrobić. Wszędzie tam był ten sam mianownik: młodzi ludzie, którzy chcą uczestniczyć. Nie jako dekoracja. Jako strona rozmowy.
Dlatego w poniedziałek mój wniosek, złożony miesiąc temu, o możliwość zabrania głosu na najbliższej sesji rady miasta był rozpatrzony przez komisję. Komisja Samorządności i Przestrzegania Prawa przegłosowała go jednogłośnie, ponad podziałami. Będę mówił o stanie debaty publicznej w naszym mieście. Nie z pozycji kogoś, kto chce polemizować dla samej polemiki ale z pozycji kogoś, kto uważa, że debata bez pełnego dostępu do informacji i napełniona szczuciem na siebie jest tylko pozorem debaty.
Może nie mamy dużego wpływu na stan debaty w państwie. Ale to, co dzieje się w naszym mieście, zależy od nas.
Zawsze z myślą o naszym mieście. Mateusz Partyka - dla Mysłowic.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze