W naszych czasach zapominamy bardzo często o starych wierzeniach. A przecież z jednej strony to ciekawe doświadczenie, kiedy możemy posłuchać, w co wierzyli nasi przodkowie, z drugiej to zastanawiające, że na całym Górnym Śląsku ludzie wierzyli w podobne rzeczy. To pokazuje integralność kulturową całego naszego regionu. Dziś, w dobie unifikacji, nawet baśnie i podania mamy takie same jak w innych częściach Europy. Wpłynęły na to bez wątpienia telewizja i kultura masowa, ale także nowoczesne trendy bezemisyjnych budynków. Ofiarą telewizji jest m.in. Meluzyna. To bardzo ciekawy duszek, który pozostał z nami, w okolicy Mysłowic, wyłącznie w powiedzeniu.
Tak, Meluzyny dawniej były bardzo powszechne. Nazywano je też Płaczki. Bardziej popularne jest stare nazwanie tego duszka: Licho. Także ta nazwa pozostała z nami w powiedzeniach typu "Licho nie śpi". Ale, mimo wszystko, najczęściej duszka nazywano Meluzyną.
To były bardzo towarzyskie duszki. Uwielbiały towarzystwo ludzi, dlatego bardzo chętnie zamieszkiwały w kominach i piecach domów. Dlatego podkreśliłem, że w naszych czasach są ofiarą nowoczesności, wszak domy mają coraz mniej kominów, a o piecach to już powoli marzyć nie można. Przynajmniej w mieszkaniach, bo gdy nawet piece mamy, to są zlokalizowane w piwnicach. To albo Meluzyny zniechęca do zamieszkania w domach lub po prostu ich tam nie zauważamy. Ale mimo wszystko, Meluzyny uwielbiały ludzkie towarzystwo. Chyba, że ludzie jakimś cudem, albo zaklęciami i różnymi obrzędami je przepędzili. Wtedy odchodziły i błąkały się po polach, zamieszkując różne polne zagłębienia i jary. Lub leśne gęstwiny. Ponieważ to były duszki domowe, nie lubiły tych nowych miejsc, wręcz się tam źle czuły! Ale też wtedy były na ludzi obrażone, wręcz złe. I lubiły ludzi napadać.
Ale w czasie, gdy normalnie mieszkały w chałpie śląskiej, to zazwyczaj od wiosny do jesieni spały i nikt o nich nie słyszał. Dopiero do życia budziły się jesienią. Zazwyczaj nikt ich nie widział, za to słyszeli wszyscy. Bo gdy wiały wiatry, Meluzyny jęczały. A im silniej wiatry wiały, tym Meluzyny głośniej jęczały. Widać nie lubiły wiatru. Gdy starzy ludzie słyszeli te jęki, zawsze przypominali, ze to Meluzyny jęczą. I jeszcze na początku XXI wieku nieraz słyszałem u starszych takie słowa. Gdy wiatr gwizdał w kominie, piecu, czy źle zamkniętym oknie. To Meluzyny jęczą. Ale też jęk Meluzyn przypominał, że tak płaczą ludzie cierpiący w czyśćcu. Dlatego, słysząc jęk Meluzyn, ludzie bardzo często zaczynali modlić się za zmarłych. I choć Meluzyna jest bez wątpienia pozostałością po starej, pogańskiej religii, to umiejętnie połączono ją z religijnym życiem chrześcijańskim. Nie w postaci podanej prawdy wiary, ale właśnie jako przypominajka o czyjejś niedoli, o cierpiącej duszy, która potrzebuje wsparcia modlitewnego.
Wszyscy słyszeli Meluzynę, ale rzadko kto ją widywał. Mimo to, wiemy, jak wyglądała. Przede wszystkim była kobietą. Podobno dosyć ładną. Ale tylko do połowy ciała. Druga połowa ciała była rybia. Tak więc pół-kobieta, pół-ryba zamieszkiwała nasze domy. Niektórzy dostrzegają w tym wpływ kultury greckiej. Może tak, chociaż rodzi się pytanie, czy w dawnych czasach nasi chłopi byli tacy bogaci, żeby jeździć do Grecji podglądać, jak wyglądały Meluzyny? Z drugiej jednak, chociaż kultura masowa była w powijakach, to wędrowni trubadurzy śpiewali o Meluzynach, nawet były o nich średniowieczne księgi, wiec kto wie? Może rzeczywiście ten wpływ jest istotny?
I na koniec jeszcze przywołam moją babkę. Gdy zwiedzaliśmy z nią Warszawę, oglądaliśmy różne miejsca. Zaprowadzono nas też pod symbol tego miasta, warszawską Syrenkę. Moja babka spojrzała na nią zdumiona, po czym rzekła "Boże, przeca to je Meluzyna!"
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze