Rozbójnik Klimczok to kolejny legendarny bohater ludowych opowieści. Tyle, że beskidzkich, z okolic Bielska i Żywca. To dosyć daleko od nas, jednak i w naszej okolicy pozostały ślady jego działalności, chociaż niekoniecznie rozbójniczej. Jedna opowieść opowiada, jak przybył w interesach do rozbójniczego zamku Ulberg. Tak, to ten legendarny zamek w lesie między Dziećkowicami, Imielinem a Kosztowami. Drugie podanie jest rodzinne, wskazujące, że są wśród nas ludzie, którzy uważają się za potomków tego rozbójnika.
Do Klimczoka mam relację osobistą. Wzbudza we mnie jakąś sympatię, jakiś taki szacunek, chociaż wiem, że jako zbój wcale nie musiał dbać o poszanowanie prawa. W rodzinie pielęgnujemy o nim pamięć, czasem o nim rozmawiamy. Powód jest bardzo prosty. Moja babcia była z domu Klimczok. A będąc młodą dziewczyną, kiedyś usłyszała od swojej starej ciotki Maryny Klimczokowej, że rozbójnik Klimczok uciekł spod Bielska, osiedlił się w Kosztowach i tu ożenił, a my som po nim. Skoro jesteśmy jego potomkami, to muszę, chcąc czy nie chcąc, Klimczoka w pewien sposób zaliczyć do moich przodków. W pewien sposób oznacza, że muszę wskazać, iż tak mówi rodzinna legenda. Gdy o tym rozmawialiśmy w rodzinie, a wcześniej poznaliśmy podania o tym rozbójniku, to zażartowałem, że dzięki Klimczokowi jesteśmy potomkami bielskich książąt Sułkowskich. Padło więc oczywiste pytanie ze strony najmłodszych, czy jesteśmy spadkobiercami ich fortuny. Aż tak dobrze, to nie jest. Przecież o Klimczoku mamy tylko legendy. Więc człowiek, gdyby mówił, że jest spadkobiercą rodu Sułkowskich, naraziłby się wyłącznie na kpiny. Ale legendy, podania przekazywane w rodzinie fajnie brzmią. Choć sam Klimczok był postacią historyczną, a nawet kilkoma, jak mówią niektórzy historycy.
Kim zatem był ów rozbójnik Klimczok? Żył zapewne w XVII lub w XVIII wieku. Mówi się o nim, że był synem księcia bielskiego Sułkowskiego. Tyle, że urodził się bardzo chorowity. W tym samym czasie, gdy rodziła księżna Sułkowska, rodziła także ich służąca. Być może także syna książęcego. I to silnego, całkiem zdrowego. Dlatego podmieniono dzieci. I odtąd prawowity syn księcia wychowywał się jako syn służącej. Też na zamku w Bielsku, lecz w nieco innej roli. Nadano mu imię Klimczok, chociaż czasem spotyka się jeszcze imię Tadeusz. Tyle, że Sułkowscy mieli jeszcze córkę Klementynę. To z nią często spędzał czas na zabawach i gonitwach. Widać, że chłopak na bielskim dworze jest traktowany dobrze. Całkiem możliwe, że książę Sułkowski wiedział, iż chłopak jest jego synem.
Tymczasem dzieci rosły. I się w sobie zakochały. I tu mamy początek problemów. Bo chłopak zakochany w księżniczce nie przyjmował do wiadomości, że taki związek z wielu względów jest niemożliwy. Tym bardziej, że książę chciał ją wydać za mąż za jakiegoś wiedeńskiego wysokiego oficjela. Dlatego postanowili razem uciec. Najpierw Klimczok odszedł z bielskiego zamku. Zamieszkał na pobliskiej górze, która dziś nosi jego imię. Tam znalazł jaskinię i to w niej zamieszkał.
Ale z czegoś musiał żyć. Więc zajął się prostym zajęciem. Zaczął zbójować. Założył nawet własną bandę. Zazwyczaj napadał, jak mówią podania, na bogatych ludzi, zwłaszcza kupców. Biednych raczej wspierał, a nie łupił. Dlatego przeszedł do ludowych opowieści jako bohater.
A kiedy urządził jaskinię w wygodną siedzibę, którą nazwano zamkiem zbójnickim, sprowadził do niego swoją ukochaną. Razem zamieszkali, ale nadal trudnił się rabunkiem, doskwierając kupcom przemierzającym księstwo Sułkowskiego. To spowodowało, że rozpoczęło się na niego polowanie. Ale, widać, że Klimczok był bardzo cwanym zbójem i nie dał się złapać.
Niestety, jak się okazało, zgubą Klimczoka stała się jego ukochana Klementyna. Bardzo tęskniła za matką, więc napisała do niej list, że w określonym dniu ją odwiedzi. Ale w ścisłej tajemnicy. Tyle, że list przeczytał także jej ojciec. I zastawił na córkę pułapkę. Uwięził dziewczynę, traktując ją jako przynętę na Klimczoka. Gdy ten próbował ją uwolnić, został pochwycony i uwięziony. Tak mówi jedna legenda. Inna, że asystując dziewczynie, pozostał w mieście i został wtedy rozpoznany przez mieszkańców, którzy wezwali straże. W obu przypadkach skutek jest ten sam. Został uwięziony i osądzony. Ale za zbójowanie kara była zawsze ta sama. Śmierć. Dlatego Klimczok został skazany na taką własnie karę. I, jeśli wierzyć podaniom z Bielska, kara została wymierzona na bielskim rynku, gdzie go powieszono za żebro.
Ale to się nie zgadza z kosztowską legendą, według której Klimczok zamieszkał w tej właśnie miejscowości. Wiem, z legendami się nie dyskutuje, bo się człowiek tylko ośmiesza. Ale... Jak to się stało, że egzekucja się odbyła, a delikwent przeżył? To już moje przypuszczenie, że skoro książę Sułkowski wiedział, iż Klimczok jest jego synem, to chciał go ratować. Zapewne potajemnie wywieziono młodego rozbójnika z Bielska do sąsiedniego państwa, bo przecież nasza okolica należała już do Prus. Tak go uratowano, a on osiadł w Kosztowach i tu założył rodzinę. W Bielsku powieszono kogoś, kto też był złoczyńcą, który był na dodatek podobny do sławetnego rozbójnika.
I tak Klimczok mógł osiedlić się w Kosztowach i nawet żyć pod swoim nazwiskiem. Ale na pewno doskwierał mu brak ukochanej Klementyny oraz tęsknota powodowana siłami natury. Bo gdy zbliża się deszcz (za dzień lub dwa) z Kosztów cudownie widać sine pasmo Beskidów. I wyraźnie widać górę Klimczok spływającą do kotliny, w której leży Bielsko. Widząc to, Klimczok musiał sobie przypominać swoje poprzednie życie i bliskich, których musiał tam zostawić, ratując swoje życie.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze