Świat nadprzyrodzony miał wiele płaszczyzn, wiele warstw. Były postacie, które żyły jako duchy, były magiczne postacie, które wspierały ludzi lub im przeszkadzały, były wreszcie demony, które zdecydowanie działały na szkodę ludzi. Ale oprócz tych wszystkich istot były też zwykli ludzie, a raczej niezwykłe osoby, które miały magiczne moce. Wśród nich były heksy, czyli mówiąc po polsku czarownice.
Nie, heksy nie były lubianymi istotami. Ludzie czuli nie tylko pewien respekt przed nimi, ale też mocno się ich obawiali. Ale uznawali, że taka kobieta jest w każdym środowisku niezbędna. Kim były takie osoby?
Mawiało się o nich, że mają "urocze oczy". Posiadały więc moc rzucania uroków. Stąd były uważane za niebezpieczne i złe. Ale też posiadały zdolność odczyniania takich uroków i wiedziały, jak się przed nimi zabezpieczać. Jest więc też taka heksa remedium na uroki, które szkodziły ludziom. Żeby tylko ludziom. Także zwierzętom. Dlatego ludzie podejrzliwie spoglądali na wszelkiego rodzaju starsze kobiety, które prowadziły się nietypowo, były swoistymi dziwactwami społecznymi. Dziś mówimy o takich osobach, że są ekstrawaganckie lub mają artystyczną duszę. Dawniej było prostsze określenie - heksa! Dlatego takie osoby omijano z daleka i ludzie się cieszyli, gdy okazywało się, że taka osoba mieszka w oddaleniu i trudno taką spotkać.
No, ale jak się rozpoznawało taką osobę? To starsza kobieta, która żyła samotnie, ale też jej dom był oddalony od innych, co w realiach wiejskich nie bylo znowu takie trudne. Posiadały mało sprzętów domowych, za to zazwyczaj towarzyszył im czarny kot i posiadały w domu różne suszone rośliny i to w wielkiej ilości. Z wyglądu to zazwyczaj były starsze kobiety o mocno pomarszczonych twarzach, zgarbione ciężarem życia, z zapadniętymi policzkami, uwydatnionymi kośćmi na twarzy oraz nosem i dużymi uszami. Często też chodziły nieuczesane. Widząc taką postać ludzie często się jej bali. I krążyły o niej różne, nieraz bardzo fantastyczne opowieści. O lataniu na miotle, o rzucaniu uroków itp.
Właśnie. Ta zdolność krzywdzenia ludzi była przyczyną obaw ze strony zwykłych ludzi. A już, gdy taka kobieta złożyła z jakiegoś powodu wizytę w jakieś rodzinie, to ludzie byli pewni, że na pewno rzuci na kogoś urok. Bo gdy po takiej wizycie zachorowało dziecko albo ktoś z rodziny, to nie było innej możliwości, tylko rzucony urok.
I to jest dosyć ciekawe, że uroki najczęściej były rzucane na dzieci. One najczęściej w dawnych społecznościach chorowały i umierały. Dlatego uważano, że to skutek uroków rzucanych przez heksy. Ale też mężczyźni byli często ofiarami heks. Silni, zdrowi, często młodzi i przystojni nagle zaczynali chorować i nieraz umierali. Z istot, które żyły wokół ludzi, najczęściej ofiarami uroków były te najważniejsze dla rodziny, czyli krowy. Nagle przestawały dawać mleko. Albo zaczynały chorować lub zdychały. To musiał być urok! Jak nic! W zasadzie zagrożone urokiem mogło być wszystko. Całe rodziny, ich domy, nawet kwiaty na grządkach! Albo młode kurki czy kaczuszki. Dlatego pod żadnym pozorem nie wolno było niczego chwalić. Nie wolno było mówić, że dziecko jest piękne, że kurki są śliczne, że kwiaty są cudowne. Bo gdyby ktoś posłyszał, mógł z samej zadrości, na chwalone istoty rzucić urok! Dlatego przyjęte było, że chcąc pochwalić urodę kogokolwiek lub czegokolwiek, to się mówiło, że jest bes urocku. Zresztą ta formuła jest słyszana bardzo często i w naszych czasach.
Co było powodem rzucania uroków? Często zwyczajna zawiść. Słysząc zachwyt ludzi nad dzieckiem, czy młodymi kurkami lub chwalenie się gospodyni, jaką ma dobrą krowę lub kozę, bo dużo mleka daje, heksa z zazdrości rzucała urok. Czasem urok był rzucany z powodu zemsty za jakąś obelgę lub krzywdę. A najczęściej heksy rzucały uroki na zamówienie. Dziewczyna chciała się zemścić na chłopaku za swoją krzywdę lub sąsiadka na sąsiedzie, wtedy proszono za specjalną opłatą, by heksa rzuciła urok na określonego człowieka lub jego majątek. Wtedy ofiarą mogły paść dzieci lub krowy na przykład.
Jak się przed tym ratowano? Niektórzy wierzyli, że noszenie medalików lub krzyżyków, zwłaszcza ze srebra (chroniło przed złymi siłami) albo czerwonych korali (czerwona barwa też chroniła przed urokami, stąd przy łóżeczkach i wózkach małych dzieci zawieszano czerwone kokardki) chroni przed urokiem. Ale gdy się już było ofiarą uroków, szło się do jakiejkolwiek heksy i za opłatą ta zdejmowała urok. Chociaż niektóre uroki były trudne do odczynienia i dlatego musiała odczynić go ta heksa, która go rzuciła. Wtedy starano się zmusić taką heksę, by to zrobiła. Ale która to była? Można było więc rozlać mleko na rozpalony piec i dziobać palące się mleko sierpem. Albo sól lub pieprz. Wtedy rzucająca urok heksa przybiegała. Ten sierp na mleku w istocie dziobał heksę po twarzy, a paląca się sól powodowała ogromne pieczenie oczu heksy. Tak się zmuszało, by konkretna heksa przyszła do domu i odczyniała sama swój urok.
Mieli więc nasi mieszkańcy z heksami siedem światów. Dobrze, że teraz jakoś mniej ludzie między sobą rzucają uroki i przekleństwa. Zmądrzeli czy kierują je gdzie indziej, na przykład w stronę polityków? Kto to wie?
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze