Żyjemy w czasach, w których złe siły są bagatelizowane. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze pokolenie wstecz złe siły były traktowane z niepokojem i obawami, a dwa pokolenia temu o złych siłach mówiło z pewną dozą przerażenia. Wszak to one odciągały od dobra, a potem "załatwiały" piekło zamiast nieba.
W naszej tradycji, wśród postaci demonicznych, ważną pozycję zajmowały diobły. To własnie te istoty napawały ludzi wielkim przerażeniem. Wszak wszędzie, gdzie się pojawiały, świadczyły o wielkim złu, które się wydarzyło lub dopiero się wydarzy.
Skąd się one brały? Przede wszystkim były to zbuntowane przeciw Bogu anioły. Gdy wybuchł ich bunt w niebie, zostały pokonane i strącone do piekła. I tam żyją sobie w ciemności, z dala od Miłości bożej. Ponieważ chciały zagarnąć jak najwięcej dla siebie, postanowiły kusić ludzi do czynienia złego, bo diobły były przecież panami zła, tak jak Bóg dobra. Ale czy tylko mieszkały w piekle? Otóż nie. Według śląskiej tradycji, diobły mieszkały także między ludźmi. Nie, nie wynajmowały mieszkania czy pokoju. Czasem tylko odwiedzały takie miejsca, gdzie było pijaństwo i hazard, kusząc do jeszcze większych grzechów. Ale także zdarzało się, że przejmowały cały budynek np młyna, karczmy czy jakiegoś miejsca. Tam rządziły, tam się często ukazywały ludziom, lub tylko dawały im znaki wskazujące na ich obecność. Jak to poznać, że diobły się gdzieś zadomowiły? To proste. częsty zapach siarki i przede wszystkim szczyrkanie łańcuchami. Tak, dźwięk łańcuchów to dokładnie dowód na obecność diobłów. Trzeba się ich bać i wystrzegać, dlatego ludzie unikali takich miejsc lub szybko stamtąd uciekali.
Mimo swojego demonicznego pochodzenia, nasze śląskie diobły miały coś w sobie ludzkiego. Nie, dobrych skłonności to nie miały. Ale miały za to ludzkie ciało. Tak. Na pierwszy rzut oka, zwłaszcza wieczorem, można było diobła pomylić z człowiekiem. Ale miał on swoje atrybuty, które go jednak odróżniały od nas, współczesnych homo sapiensów. Przede wszystkim czarna skóra, cała porośnięta włosami. Ogon i kopyta na nogach to kolejne różnice. Wreszcie brzydka twarz i rogi. Tak rogi na głowie od razu mówiły, że to diobeł i że należy go unikać i uciekać gdzie pieprz rośnie. Bo inaczej psociły, robiły na złość (jak wtedy, gdy próbowały zalać ludziom pola) lub porywały ludzi, którzy dali się skusić na pieniądze czy alkohol. To niesamowite, jak one znają człowieka i jego słabości. To podanie o landauerze, który jeździł z Brzezinki na Larysz, kusił ludzi ich słabościami, a kto się dał skusić był porywany, jest niesamowite. Pokazuje dobitnie, że jeżeli człowiek wejdzie na ścieżkę zła, nieuchronnie będzie ukarany.
Ale diobły nie tylko przybierały ludzką postać. Czasem miały inne ciała. Czasem był to czarny pies ze świecącymi na czerwono oczami, czasem piękny młodzieniec, który uwodził dziewczęta. Czasem był to czarny koń. Zachowało się kilka podań, jak diobły zapanowały nad jakimś miejscem, na przykład nad zapadłą karczmą na Dziećkowicach, czy całymi wsiami, gdzie galopujący koń przez Ławki czy Krasowy straszył ludzi. Diobły pod postacią koni terroryzowały ludzi swoim galopem, tym bardziej, że przenikliwie świeciły im się oczy na czerwono. Ludzie wtedy nie mieli wątpliwości, że to galopuje przeistoczony w konia diobeł, a nie jakiś spłoszony koń gospodarza. Ale, żeby taka sytuacja zaistniała, musiało się wydarzyć w takim miejscu dużo zła. Bez przyczyny przecież się diobły nie pojawiały. Były znakiem, że dany teren przeszedł pod ich władanie. Ale najpierw zaprosiły ich tam ludzkie złości. Dopiero, gdy przyszło otrzeźwienie, gdy ludzie zrozumieli, co jest przyczyną wizyt tego czornego, gdy ludzie zaczęli się poprawiać, nawracać, a także duchowo i obrzędowo oczyszczać swój teren, to przestawał należeć do złych sił, a same złe siły przestały się w danym miejscu objawiać.
Z czasem ludzie zrozumieli, że nie trzeba stale używać wody święconej czy palić poświęcone zioło w matki Boskiej Zielnej, by się chronić przed diobłami. Czasem wystarczyło stawiać krzyże lub kapliczki w miejscach, w których diobły się najczęściej pokazywały. Chociaż, kiedyś po takiej rozmowie z moimi uczniami, zaobserwowałem, że moje rodzinne Kosztowy są "obwarowane" krzyżami i kapliczkami na drogach wjazdowych do dawnej wsi. Zatem od strony Brzezinki stoi na granicy Kosztów krzyż przy ulicy Cmentarnej, a nieco dalej "pomaga" mu chronić mieszkańców piękna kapliczka z 1829 roku. Drugi krzyż stoi na skrzyżowaniu głównego gościńca z ul. Dzióbka. Od strony Imielina stoi kolejna kapliczka, od strony Dziećkowic, na granicy lasu wisiała kiedyś drewniana nadrzewna kapliczka. Od strony Krasów znowu stoi kolejna kapliczka, a od strony Hajdowizny Krzyż. Zadałem sobie pytanie, czego się ci ludzie bali, że tak obwarowali wjazdy do Kosztów. Pewnie złych sił, wśród nich diobłów. Dziś już nie ma kogo pytać, ale rzeczywiście, z niemal każdym wymienionym obiektem są związane podania o złych siłach, także diobłach.
I na koniec dodam, że diobły nie tylko były rodzaju męskiego. W podaniach pojawiają się też dioblice. I one robiły trochę złych rzeczy, także próbowały porwać małe dzieci. Dlatego na dzieci także z tego powodu trzeba było uważać.
Zatem te nasze diobły i dioblice dawały dawnym mieszkańcom naszej okolicy popalić. Pozostało nawet powiedzonko, które stało się mottem tego cyklu "Co na Rzutnie nowego, stary diobeł mioł modego". Rzutno to łąki na końcu Kosztów, konkretnie Imielyńskich Morgów.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze