Wielki Piątek to dzień nadzwyczajny pod wieloma względami. Starano się wstawać bardzo wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca. Dzieci bardzo często bito na pobudkę witkami brzozy wołając „suche śledzie”. Jeszcze mój ojciec Henryk (rocznik 1947) wspominał takie praktyki w swoim rodzinnym domu. To na pamiątkę biczowania Jezusa - pisze o dawnych tradycjach wielkopiątkowych w Mysłowicach i na Górnym Śląsku Tomasz Wrona, mysłowicki historyk.
Zresztą takich działań w tym dniu związanych z męką Pana Jezusa było więcej. Potem ludzie szli do potoku lub rzeki, by się obmyć. Uważano, że płynąca woda ma o świcie nadzwyczajne właściwości, zwłaszcza jeżeli płynęła z zachodu na wschód. Zatem na ładną cerę i urodę myto twarz, a po to, by zapewnić sobie zdrowie myto nogi, a nieraz całe ciało. Po ludziach do potoków zapędzano zwierzęta hodowlane.
We wspomnieniach ludzi są nawet wskazane potoki, w których owe obmycia następowały. Dla przykładu Wilhelm Wrona (1918-1994) z Brzęczkowic wspominał potok Strugę w swojej rodzinnej miejscowości, a Jadwiga Kołodziej z domu Klimczok (1928-1994) z Kosztów - potok Zarękawnik, któremu potem nadano romantyczną nazwę Rów Kosztowski. W każdej miejscowości znajdował się potok, do którego chodzono się myć. Po kąpieli mężczyźni pili po kielichu gorzkiej wódki tatarczówki, na pamiątkę napojenia Jezusa octem.
Także, nieco później, łykano 5 kawałków chrzanu, by wspomnieć 5 ran Jezusa Chrystusa. Potem robiono krzyżyki z palmy, by je wetknąć w pola w Wielkanoc. Następnie też łykali bazie z palmy, by zapewnić sobie ochronę przed bólem gardła i brzucha.

Ponieważ w Wielki Piątek umarł na krzyżu Jezus, uważano, że została zachwiana równowaga między dobrem a złem. Żeby się ochronić przed złymi mocami zapalano zeszłoroczną palmę wielkanocną i okadzano nią wszystkie pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze. Uważano, że dym spalanej palmy skutecznie odpędza złe moce. Rozsypywano też popiół ze spalonej palmy po polach, by zapewnić sobie urodzaj.
Poza tym pojawiali się chłopcy z klekotkami. Obchodzili każde domostwo (przy okazji otrzymywali za to jakieś słodycze, jajka lub inne przysmaki). Klekotanie, jak powszechnie wierzono, także odstraszało złe moce od domostw.
Wielki Piątek to dzień, w którym było (jak wierzono) niebo otwarte. Maria Polko z Kopciowic wspominała, że ludzie musieli w tym dniu zachowywać się jak w kościele. Czyli musieli zachowywać milczenie lub rozmawiać szeptem. Uważano, że jak ktoś był o dobrym sercu, mógł zobaczyć w niebie aniołów lub Matkę Boską. Na dodatek uznawano w związku z otwartym niebem, że gdyby ktoś umarł, to natychmiast w tym czasie dostanie się do nieba. Nie był to więc powód do przeżywania tragedii. Ale nie wolno było pracować w polu i ogrodzie, gdyż to zwiastowało śmierć.
Oczywiście ludzie masowo uczestniczyli w nabożeństwie Drogi Krzyżowej i nabożeństwie wielkopiątkowym. Potem czuwano przy Bożym Grobie. W tym dniu obowiązywał całkowity post.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze