Miesiąc maj jest czasem szczególnym. Świat kwitnie, świeci upragnione słońce, robi się coraz cieplej. Ptaki w gniazdach wychowują młode, wszędzie słychać ich radosny śpiew. Cały okalający ludzi świat jest piękny, jest niesamowity. Między innymi dlatego w świecie chrześcijańskim zdecydowano się poświęcić ten miesiąc Matce Bożej.
Zaznaczyłem, że w świecie chrześcijańskim, ale zdaję sobie sprawę, że jest to pewne uproszczenie, wszak nie dotyczy to wszystkich chrześcijan. Niektóre jednak Kościoły chrześcijańskie zdecydowały się poświęcić ten miesiąc Maryi. Nie, katolicy nie byli pierwsi. Już na przełomie starożytności i średniowiecza zaczęli praktykować nabożeństwa majowe koptowie w dalekiej Etiopii. W Europie pierwsi byli Hiszpanie w średniowieczu. Ale dopiero W XVIII i XIX wieku tego typu nabożeństwa stały się popularne w Europie. Na Górnym Śląsku pierwszym takim propagatorem był proboszcz z Piekar Niemieckich (dziś Śląskich) ks. Alojzy Ficek (sam się pisał Fietzek), który w 1842 roku takie nabożeństwo wprowadził w swoim kościele. Potem, wzorując się na nim, inni proboszczowie nabożeństwa majowe wprowadzili w swoich kościołach. Składało się ono głównie z Litanii Loretańskiej i błogosławieństwa najświętszym sakramentem.

Ostatni ślad po dawnym Białym Brzegu - stara kapliczka
Jednak należy spojrzeć na temat nabożeństw szerzej. Dawniejsze czasy w naszej okolicy między innymi charakteryzują się tym, że kościoły były oddalone. W całej okolicy stały kościoły jedynie w Mysłowicach, Dziećkowicach, Lędzinach i Chełmie. Dopiero w 1893 roku zbudowano nowy kościół w Brzezince, w 1912 roku w Imielinie, a w 1919 roku w Krasowach. To powodowało, że do kościołów ludzie mieli daleką drogę. Mało ich chodziło w niedzielę do kościoła, a co dopiero na nabożeństwa majowe. Na dodatek język łaciński, w którym odprawiano msze powodowały, że były dla ludzi kompletnie niezrozumiałe.
Dlatego zaczęto się gromadzić w odpowiednich miejscach i o określonej porze, by wspólnie odprawiać nabożeństwa majowe. Istniała w naszej okolicy pewna tradycja, że często liderami religijnymi był kobiety. W Kościele rolę liderów kultu pełnią tradycyjnie mężczyźni. Jednak w świecie ludowym duże znaczenie miały kobiety. Także jako prowadzące nabożeństwa. To one prowadziły modlitwy za zmarłych w czasie czuwania przy nich, to one prowadziły różne nabożeństwa przy krzyżach i kapliczkach, to one wreszcie były przekazicielami tradycji i naszej mowy. W momencie, gdy zaczęto propagować idee nabożeństw majowych ku czci Matki Bożej, także kobiety zaczęły je organizować w swoich miejscowościach. Okazało się, że cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Pod przewodnictwem zazwyczaj takiej religijnej liderki przychodzono pod krzyże i kapliczki i śpiewano pieśni maryjne, a także Litanię Loretańską. Do tego odmawiano różne modlitwy do Matki Bożej. Wszystko odbywało się w nabożnej atmosferze, w otoczeniu wspaniałej przyrody pięknego miesiąca maja. Na dodatek całe nabożeństwo było zrozumiałe. Zrozumiała formuła i język, bo liturgii w kościele, po łacinie i z odwróconym księdzem plecami do wiernych, to prawie nikt nie rozumiał. Dlatego ludzie byli na mszach, ale w nich nie uczestniczyli. Zajmowali się modlitwami, odmawiali różaniec, oglądali liczne obrazy kościelne, ale nie brali udziału czynnego we mszy. Jedynie pieśni pozwalały na aktywne uczestnictwo w oficjalnych nabożeństwach kościelnych. A że ludzie byli rozśpiewani, to kościoły rozbrzmiewały głośną pieśnią religijną. Za to, kiedy zaczęto gwałtownie zmieniać język pieśni w naszej okolicy na niemiecki, ludzie przestawali się swojsko czuć przynajmniej na tej części mszy. Dlatego zaczęli się buntować i popadali w konflikty ze swoimi proboszczami, zwłaszcza tymi, którzy gorąco propagowali język niemiecki na mszach w śpiewie (reszta była też w języku obcym, po łacinie). Przykładem z czasu około 1900 roku może być konflikt w parafii Dziećkowice z nowym proboszczem ks. Pawłem Winklerem. Sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że proboszcz przeszedł do parafii w Chełmie Wielkim (Śląskim). Ale jak głoszą różne zapisy, ludzie odchodzili od kościoła słysząc pieśni niemieckie. Zanotowano wypowiedź jednego z członków rady parafialnej z Dziećkowic, który wrócił się spod drzwi do kościoła, głośno tłumacząc, że gdy słyszy niemieckie pieśni to nie potrafi być pobożny.

Kapliczka Kutzów z 1899 r.
Ludzie nie mieli czasu na wędrówki do odległych kościołów, dlatego... zbudowali sobie ich miniatury. Pierwszą kapliczkę w okolicy zbudowano w XVIII wieku w Imielinie, następną na samym początku wieku XIX na Słupeckiej Górce na granicy Brzęczkowic i Słupnej. Do dziś stoi ona obok brzęczkowickiego cmentarza. Kolejną kapliczkę zbudowano w Kosztowach w 1829 roku. Jej fundatorami byli Kascer i Tekla Gniłkowie. Do dziś widoczny jest piękny napis fundacyjny. Potem zbudowano kolejne. Widać je szczególnie w krajobrazie Kosztów, gdzie w kolejnych latach postawiono kolejne kapliczki. Przy ul. Rymera, przy Górnośląskiej, przy Gagarina, wreszcie na Imielińskich Morgach w 1899 roku. Takich kaplic domkowych jest więcej. Widziałem też taką kapliczkę na Hajdowiźnie. Ta kapliczka na ul. Górnośląskiej posiada nawet wieżę z dzwonem, a w środku ławki, gdyż przypomina kształtem miniaturę kościoła.
To właśnie te kapliczki zaczęły pełnić rolę ośrodków miejscowego kultu, przy których mieszkańcy gromadzili się, by wspólnie śpiewać pieśni i odmawiać modlitw, zwłaszcza różańce. To bardzo ciekawa tradycja. Jednak żywa jeszcze po II wojnie światowej zamarła. Na to złożyły się dwa czynniki. Zbudowano więcej kościołów w całej okolicy i Kościół zaczął prowadzić nabożeństwa w języku zrozumiałym dla ludności. W Polsce w języku polskim.
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze