Reklama

Szczigi. Poczet postaci, duchów i demonów występujących w podaniach i legendach

W dawniejszych czasach wierzono, że świat jest pełen nadprzyrodzonych stworzeń. Jednych dobrych, innych złych. Te dobre pomagały. Ale też ludzi nękały różne straszne i nadprzyrodzone istoty. Dlatego zasadniczo bali się chodzić po nocach, zwłaszcza sami. A gdy już musieli się wybrać, to najczęściej wybierali się uzbrojeni w różne akcesoria, które mogły im pomóc w obronie przed plugastwem, które można było spotkać. Woda święcona, medaliki, krzyżyki. Wszystkie te elementy pomagały (jak informują podania) w ratowaniu się przed złymi siłami. Dlatego ofiarami różnych demonów najczęściej padali niedowiarki i tacy, którzy wcale w podania nie wierzyli.

Dawniej ludzie obawiali się sów. Nie dlatego, że groźnie pohukiwały. Powszechnie wierzono, że w postaci sowy ukrywały się groźne nocne demony - Szczigi. Tak- Szcziga to kolejny paskudny demon, który polował na ludzi i zabijał ich. Sowa to nadzwyczajny wygląd Szczigi, bo zazwyczaj wyglądała ona upiornie. Kobieta w okropnej postaci, miała skórę w ziemistym odcieniu i długie pazury, posiadała dziki wzrok, czerwoną twarz i szyję. I do tego charakteryzowała się okropnym, dzikim i szyderczym śmiechem. Normalnie strach się bać!

Demon atakował ludzi i był bardzo mściwy. Najczęściej atakował ich w pobliżu cmentarzy, ale też sprowadzał nieszczęścia na domostwa i gospodarstwa. Niszczył ludziom sprzęty, przeganiał krowy z obór, był odpowiedzialny za niepowodzenia członków nawiedzanych rodzin. Prawdziwe nieszczęście. Zazwyczaj wysysał z zaatakowanych ludzi krew, a czasem wyżerał oczy i wnętrzności. Widać- taka Szcziga była koneserem i smakoszem podrobów. Szkoda, że ludzkich.

Reklama

Skąd zatem taka Szcziga się brała? W dawnych wierzeniach, jak podaje Alojzy Lysko w swojej książce "Duchy i duszki bojszowskie", ludzie uważali, że każdy człowiek ma dwie dusze. Jedna była dobra, druga zła. Do zbawienia tej pierwszej wystarczał chrzest i wiara w zbawienie przez Jezusa Chrystusa. Ale, by zbawić tą drugą, trzeba było sakramentu bierzmowania i przyjęcia ostatniej Komunii świętej (wiatyk). A sakramentu bierzmowania w dawniejszych czasach tak często nie udzielano, jak obecnie. Dlatego dobra dusza zmarłego człowieka odchodziła po jego śmierci do Boga, ale zła pozostawała. Dodatkowo, gdy człowiek był kimś złym, to złymi czynami karmił za życia złą duszę i też mógł zostać Szczigą. Dlatego wszelcy bezbożnicy, złodzieje, skąpcy, zbrodniarze czy ludzie okrutni mieli szansę zostać po śmierci Szczigami lub Szczigoniami (o których już pisałem). Wszystko zależało, czy ktoś był kobietą, czy mężczyzną. Często, gdy rozpoznawano u człowieka żyjącego, że ma szansę zostać Szczigą, to go jeszcze za życia wyrzucano ze społeczności, by sobie poszedł, byle daleko.

Bo właśnie po śmierci, człowiek zamieniał się w Szczigę. W nocy, o północy wychodziła ona ze swojego grobu i polowała na ludzi. Bo zła dusza musiała się żywić. Stąd opowieści o wysysanej krwi i pożeranych oczach i wnętrznościach. Kojarzy nam się z wampirem, ale wierzcie, wampiry występowały o wiele rzadziej. Szczigi były bardziej pospolite i można je było spotkać wszędzie tam, gdzie są cmentarze. Bano się ich bardzo, bo niejednego pozbawiły życia. A bywały bardzo agresywne. A ich postacie były o wiele wyższe niż człowieka i dużo mocniejsze, więc zwykły człowiek nie mógł walcząc się przed nimi obronić.

Reklama

Jak zatem się chronić przed nimi? Dbano, by umierający człowiek przyjął ostatnią Komunię i otrzymał ostatnie namaszczenie (dziś nazywamy to sakramentem chorych). Ślady niektórych działań antyszczigowych dostrzegamy jeszcze dziś. Dawniej wkładano zmarłemu do trumny książkę do nabożeństw i różaniec. Tak jak obecnie. Ale dawniej uważano, że należy zmarłemu dać coś do roboty. Niech więc korzysta z książki do kościoła i śpiewa pieśni oraz się modli. Temu też służył różaniec. Uważano, że zmarły powinien zająć się modlitwą różańcową. Wtedy nie ma czasu na grasowanie po świecie i mordowanie ludzi. Obecnie książka i różaniec są przejawem wiary. Ksiądz też zawsze święcił ciało zmarłego wodą święconą, by ta też trzymała (jak wierzono) w ryzach złą duszę. Także poświęcono grób. A po pogrzebie święcono mieszkanie zmarłego.

Ale co robić, jak te zabiegi okazały się nieskuteczne? I pomimo tych zabiegów z grobu wyłaziła Szcziga, by polować na ludzi? To wiercono dziurę w grobie i trumnie i wlewano do niej wodę święconą albo wsypywano ziarenka maku. Wtedy zmarły zajmował się zbieraniem tego maku i nie miał czasu grasować po świecie. Ale gdy i to nie pomagało, to trzeba było zmarłego wykopać, odwrócić jego ciało twarzą do ziemi i dla pewności przebić je drewnianym kołkiem, przytwierdzając takie ciało do ziemi. Straszne to było, jak ludzie bali się Szczig i co robili, żeby się ich pozbyć.

Reklama

Rozliczni rozmówcy podkreślają, że dawniej złe moce, jak Szczigi, były spotykane często, gdyż ludzi się nie bierzmowało. Potem, w wieku XIX i XX, zaczęto powszechnie udzielać sakramentu bierzmowania i plagi ustąpiły. A w naszych czasach? Znowu mamy coraz więcej osób nieprzyjmujących z różnych powodów sakramentu bierzmowania. To wróży prostą rzecz. Jeżeli dawne pokolenia rzeczywiście zmagały się z takim problemem jak Szczigi, to w czasie, gdy ci bez bierzmowania zaczną umierać, znowu należy się spodziewać odnowienia tej plagi. Może warto pamiętać, jak się ze Szczigami walczy? Oby nam legendy nie ożyły.

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/04/2026 19:46
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości