Reklama

Strój paradny. Mysłowickie stroje regionalne (cz. 1/12)

Strój paradny jest strojem obrzędowym. Czyli takim, który był zakładany na specjalne okazje związane z obrzędami. Do takich obrzędów należały śluby i wesela. Dlatego istniał specjalny strój, który był zakładany przez druhny weselne.

Do ich obowiązków należała pomoc przy organizowaniu wesela (strojenie sali i domu weselnego, pomoc pannie młodej w ubieraniu się do ślubu, przygotowywanie różdżek dla drużbów i pana młodego itd.). Druhny pomagały w wykupinach, chociaż najważniejszą rolę odgrywała starsza druhna, która m.in. przeprowadzała wykupiny, ale też często była świadkową. To ona też przyprowadzała po wykupinach pannę młodą do pana młodego. A na weselu druhny nosiły gościom weselnym kołocz, którym częstowały wszystkich.

Jak zatem ubierano się na tą wyjątkową uroczystość? Warto przy okazji podkreślić, że dzisiaj właśnie ta wersja stroju jest najczęściej widywana w naszym regionie. To właśnie strój druhny kojarzy się ze strojem śląskim i jest noszony przy różnych okazjach. Przede wszystkim zespoły ludowe się w ten strój ubierają, ale także ludzie prywatni. Już nie na wesela, ale do kościoła na procesję Bożego Ciała, odpust parafialny, czy dożynki.
 

Reklama

Halki, kiecka i fortuch

Druhna zakładała kiedyś halki oraz kieckę. Ta, w zależności od miejscowości była plisowana lub nieplisowana, długa do kostek. Warto jednak podkreślić, że kolor kiecki musiał być u druhny jasny: niebieski, morski, czerwony, jasny zielony. Do tego zakładała jedwabny fortuch, długi taki jak kiecka i szeroki na ok. 140 cm. Fortuch też musiał być jasny. Najlepiej żółty, gdyż po takim kolorze rozpoznawano druhnę. Chociaż zdarzały się inne, jasne kolory, jak błękitny. Oczywiście dodatkowo fortuch był zdobiony kwiatowymi bukietami o dominacji róży. Warto pamiętać, że przed II wojną światową były to fortuchy drukowane fabrycznie, po II wojnie światowej były one malowane.
 

Kabotek

O ile w zasadzie strój druhny jest w naszych stronach z gruntu bytomski, to zawiera mocne elementy pszczyńskie. Przede wszystkim kabotek. To płócienna bluzka z krótkimi rękawami. Kabotek mysłowicki ma inny wygląd niż bytomski, bo nawiązuje do pszczyńskiego. Przede wszystkim ma duży bufiasty rękaw zakończony koronką, często roboty szydełkowej. Żeby ten rękaw ładnie wyglądał, musiał być wykrochmalony. Trudno się go prasowało, ale dobrze przygotowany wyglądał imponująco. Więc warto było zadbać o dobre wykrochmalenie (po śląsku się mówiło wyszkrobienie) i wyprasowanie.

Reklama

Starsze rękawy zazwyczaj były gładkie, ale w okresie międzywojennym pojawiały się rękawy haftowane haftem angielskim lub szyte z płótna, które było pokryte takim haftem maszynowym. Jeszcze w okolicy Kosztów, Krasów, czy Dziećkowic można spotkać takie haftowane rękawy kabotków. Już po II wojnie światowej pojawiły się także kabotki, które miały zamiast haftów wstawkę bawełnianą wszytą w środek rękawa. To już kolejna interpretacja, wynikająca z zastąpienia ręcznych haftów koronkami.

Rękaw był wiązany na tasiemkę, która była wszyta tuż powyżej koronki. Na linii rękawa i koronki zawsze wiązano wstążki. Niezbyt szerokie, do 5 cm. Wiązano je na kokardkę. Kolor wstążki był zależny od uroczystości. Na dożynki i uroczystości narodowe wiązano wstążki czerwone, na wesela żółte, na święta maryjne błękitne. Jeżeli panna młoda brała ślub w kabotku (co się niezmiernie rzadko zdarzało, raczej jako wyjątek), wtedy wiązała do kabotka wstążki zielone.
 

Reklama

Kragel

Mysłowicki kabotek różni się od bytomskiego także tym, że nie ma wszytego kołnierza. Kryza lub kragel, bo tak się nazywa kołnierz w stroju ludowym, była osobno. Nie kupowano na kryzę gotowych koronek, tylko je szydełkowano. To jest bardzo ciekawe, ale nie było dowolności w wykonywaniu wzorów.

Na terenie całego stroju mysłowickiego spotykamy jeden wzór kryzy! Składa się z powielanych łańcuszków, które są rozdzielane kostkami małymi bliżej szyi i większymi w oddaleniu od tej części ciała. Wszystko było na grubszej nitce lub tasiemce. I, co jest też interesujące, kryza była wiązana z tyłu szyi. Była szeroka na ok. 10-15 cm i długa na ok. 40 cm. Musiała być mocno wykrochmalona i wyprasowana, chociaż spotykam się z ciekawostką, że niektórzy zamiast mąki ziemniaczanej lub chemicznych krochmali, używają cukru, który powoduje, że kryza nie opada. Mankamentem tego rozwiązania jest fakt, że potem cukier z kryzy klei się do szyi! Ale cóż się nie robi, by ładnie wyglądać. Kryza musiała też być pomarszczona.
 

Reklama

Merinka, szalinka, oplycek

Na lajbik kiecki zakładano białą, żółtą lub kremową chustę merinkę lub szalinkę i krzyżowano ją na klatce piersiowej, by zakryła lajbik. To była chusta z cienkiej wełenki lub atłasu wielkości ok. 90 cm i wykończona szczympkami. Róg chusty, który opadał na plecy był haftowany w róże. I to jest element, który do stroju druhny był pierwotnie obowiązkowy. Obecnie jednak, niestety, niemal nikt tego oryginalnego stroju druhny nie nosi, gdyż upowszechnił się bytomski wierzcheń, który u nas nosi nazwę pszczyńską oplycek. Jednak ma ciut inny krój i inaczej jest zdobiony haftami. Skąd się w naszych stronach wziął?

Reklama

W latach 80. XIX wieku do Krasów przeprowadził się krawiec z okolic Bytomia. I on szył stroje ludowe. Znał bytomskie wierzchnie i zaczął je też szyć dla dziewcząt w naszych stronach. Początkowo podchodzono do tego z rezerwą, ale dosyć szybko uznano ten element stroju na tyle interesujący, że zaczęto go nosić. Początkowo nieśmiało, a w okresie międzywojennym noszono go równolegle z kompletami z chustą. Widać to czasem na zdjęciach.

Ale oplycek musiał przejść swoiste "oswojenie". Przede wszystkim przyjęła się tylko barwa czarna. Inny kolor nie wchodził w rachubę. Po drugie, kaletki, które stały się większe, ozdabiano haftowanymi kwiatami i krzyżykami. Wreszcie szewki na plecach i z przodu także ozdobiono haftami krzyżykowymi.

Reklama

Zatem oplycek był czarnym, sukiennym lub wełnianym (a czasem nawet z aksamitu) bezrękawnikiem, zapinanym z przodu na pojedynczy rząd metalowych guzików. Od guzików i dziurek prowadziły obszycia ze sznurka lub muliny. Oplycek był dopasowany do ciała i dlatego miał specyficzny krój. Przód składał się z czterech części, a tył z pięciu. tak jak już napisałem części z tyłu kończyły się haftowanymi kaletkami. Wzdłuż dekoltu naszywano marszczoną wstążkę. To była wstążka z takich, które były haftowane maszynowo w róże. Zazwyczaj była ta wstążka szerokości 7-10 cm. Kolory były różne: czerwony, zielony, niebieski. Unikano białego i czarnego. Ale też musimy pamiętać, że kaletki z tyłu też były obszywane cieńszymi wstążeczkami. I panowała zasada, że te wstążeczki musiały być w kolorach identycznych jak owa szeroka wstążka wokół dekoltu.

Ciekawe są też informacje, że w Morgach często zamiast oplycka naszywano szeroką wstążkę na lajbik kiecki i obszywano wokół guzików sznurki. Wtedy nie miało znaczenia, w jakim kolorze jest lajbik, bo musiał być w kolorze kiecki. Z kolei w niektórych miejscowościach parafii krasowskiej pojawiła się po II wojnie maniera, by oplycki obszywać cekinami. To wyraźny przejaw wpływu ówczesnych nauczycieli, którzy forsowali strój krakowski. Na dodatek strój krakowski z cekinami oryginalnie funkcjonuje w okolicy Krakowa, a z naszymi terenami w ogóle nie sąsiadował. Na szczęście maniera ta odeszła do historii. Wreszcie trzecia sprawa jest taka, że były miejscowości, w których oplycek wcale się nie pojawił. Do nich należy Nikiszowiec, Janów (katowicki) i Brzęczkowice. Tam nadal nosi się białe chusty.

Reklama

Warto na koniec podkreślić, jak prawidłowo nosić oplycek. Przede wszystkim na dolną przednią część nakładamy fortuch, ale sznurki fortucha chowamy z tyłu oplycka pod kaletkami. Dopiero na oszewkę fortucha i na kaletki oplycka nakładano szlajfę, którą wiązano z tyłu. Niestety, ale inny sposób noszenia oplycka jest NIEPRAWIDŁOWY.

Tomasz Wrona

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/07/2026 12:54
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości