Po przybyciu do Krakowa Komorowski zgłosił się do Jerzego Lgockiego. Ten poinformował go o rozkazie przeniesienia z Warszawy do Rzeszowa. Tamtejszy komendant straży pożarnej kpt. Majerowicz działał na własną rękę. Dokonał zmiany dystynkcji oraz wprowadził rozkazy i napisy w języku niemieckim.
Majerowicz był oficerem rezerwy 17. pułku piechoty stacjonującego przed wojną w Rzeszowie. Po zwolnieniu z wojska przeniesiono go do pożarnictwa. Komorowski miał za zadanie w ciągu kilku tygodni ocenić sytuację.
Przed opuszczeniem Warszawy Komorowski uprzedził o planach żonę i pocieszył ją, że w Rzeszowie, jak słyszał, było lepsze zaopatrzenie i tańsze artykuły, które zamierzał przysyłać jej w paczkach. W drodze do Rzeszowa Komorowski zatrzymał się w Krakowie, skąd odebrał opieczętowane listy od Lgockiego dla niemieckiego Komisarza Miasta Rzeszowa (Lgocki nadzorował polskie pożarnictwo na ternie Guberni).
Po przybyciu do Rzeszowa Komorowski udał się do urzędu miasta. Tam polski tłumacz przyprowadził go na rozmowę z niemieckimi przedstawicielami zarządu miasta. Na spotkaniu powierzono Komorowskiemu zadanie obserwacji jednostki i złożenia po 15 dniach raportu. W jednostce przywitał go napis „Berufsfeuerwehr in Reichshof” (Zawodowa Straż Pożarna w Rzeszowie). W pomieszczeniach koszarowych panowała ciasnota. Wyposażenie samochodów było bardziej niż ubogie, w garażu znajdował się polski Fiat 621L, Ursus (ilustracja), drabina konna, motopompa i trochę węży na zwijadłach. W stajni umieszczono 10 koni ze znanych przedwojennych polskich stajni wyścigowych.
W jednostce przedstawiono Komorowskiego jako oficera z Warszawy, który przedłoży komisarzowi miasta wnioski o stanie materialnym i gotowości bojowej. Następnego dnia Komorowski był świadkiem zmiany warty. Potwierdziło się, że Majerowicz czytał rozkazy po niemiecku, których nikt nie rozumiał. Z dalszych obserwacji wynikało, że 90% załogi stanowili Polacy. Kilka dni potem był świadkiem pożaru domu przy ul. Chopina. Akcja przebiegała nieprofesjonalnie.
Zbliżał się dzień złożenia raportu u niemieckich władz miasta. Komorowski zwrócił uwagę na potrzebę czytania rozkazów w języku polskim, wnioskował o zmianę napisów na dwujęzyczne. Ponadto postulował o przesunięcie zmiany służby z godz. 6.00 na 8.00, tak, by mogły na nią zdążyć osoby zamieszkałe poza miastem. Sporządził wykaz koniecznego sprzętu. Po kilku dniach od złożenia raportu, niemiecki komisarz miasta odwołał Majerowicza ze stanowiska komendanta, powierzając mu kierownictwo Zakładu Oczyszczania. Komendantem straży pożarnej w Rzeszowie mianowano St. Komorowskiego.
Po kilku tygodniach przyjechał do Komorowskiego kapitan Goławski z Krakowa z rozkazem ustnym od pułkownika Lgockiego, który zlecił mu zorganizowanie na tym terenie tajnej organizacji strażackiej „Skała”. Fakt ten zaskoczył Komorowskiego, był bowiem świadomy niebezpieczeństwa. Z poczynionych obserwacji wynikało, że teren opanowany był przez AK. Po odjeździe oficera łącznikowego pierwszą obawą było to, czy nowa organizacja zostanie zatwierdzona i uzgodniona z władzami Polski podziemnej, w przeciwnym razie Komorowski mógł wejść w kolizję z działającym na Rzeszowszczyźnie Związkiem Walki Zbrojnej. Obawy komendanta okazały się trafne. Wkrótce odwiedziło go trzech nieznajomych mężczyzn, którzy oznajmili mu, że wiedzą o zamiarze zorganizowania „Skały”. Stwierdzili, że organizacja Lgockiego jest nielegalna i nie pozwolą na jej działanie w Rzeszowie. Na odchodne zagrozili, że „ich ostrzeżenie jest pierwszym i ostatnim, a oponentów likwidują”.
Dariusz Falecki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze