Reklama

Zbycie, czyli nie sprzedaż

Podobno w jednym ze swoich lajwów – nie wiem, nie oglądam, prezydent Wójtowicz wyraził swoje oburzenie, że w przestrzeni publicznej mówi się o sprzedaży MPWiK-u, a nie o zbyciu tej firmy. A to co innego. Podkreślam po raz kolejny, nie wiem, czy tak dokładnie powiedział prezydent, bo tak mi jego narrację opowiedziano.

Muszę się z Dariuszem Wójtowiczem zgodzić. Sprzedaż to nie to samo co zbycie. Zbycie to nieco szersze pojęcie niż sprzedaż. Zbyciem może być na przykład darowizna. Czy to, że w percepcji Wójtowicza MPWiK-u nie chce sprzedać (sprzedaż wiadomo za pieniądze, papiery wartościowe albo inne dobra materialne), może oznaczać, że chce darować?

Nie wiem. Trzeba zapytać prezydenta i jego świtę, jakie mają plany wobec miejskiej spółki wodociągowej, choć może to być zbyt trudne pytanie dla tej ekipy, bo z moich obserwacji wynika, że planów na jej uzdrowienie, prowadzenie nie mieli żadnych. No może oprócz jednego – wsadzenia za kierownicę politycznych kandydatów.

Reklama

Podobno – prezydent zadeklarował, mówię, nie słyszałem, opowiadano, że zbycie nie za darmo ale za częściową spłatę długów MPWiK-u i pieniądze na inwestycje.

W ubiegłym roku była taka sesja rady miasta, gdy dyskutowaliśmy o sprawozdaniu finansowym MPWiK-u. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że 2023 rok spółka zamknęła z ponad 4 mln stratą. Niby nic wielkiego – bo przecież wszystkim wzrosły koszty pracy, energii, materiałów budowlanych i inne. No ale.. dla przedsiębiorstwa „Jadącego” na stracie praktycznie od samego początku, każda kolejna strata może oznaczać sporo kłopoty.

Reklama

Biznes is biznes, raz na wozie, raz pod wozem, raz hossa, raz bessa, czasem słońce, czasem deszcz – wiadomo, różnie może być. W przypadku spółek kapitałowych, jedna, druga strata to nie jest tragedia. Nie w tym roku, to w kolejnym, pewno uda się ją odrobić. Na tym, na takim optymizmie i śmiałym patrzeniu w przyszłość opiera się prowadzenie działalności gospodarczej, również w formie spółki kapitałowej.

Kapitałowość tej spółki ma to do siebie, że wedle różnych standardów dopóki łączna, skumulowana strata takiej spółki na przestrzeni iluś poprzednich lat, nie przekroczy połowy kapitału zakładowego, to uznaje się, że wszystko jest ok.

Reklama

Zbliżanie do takiego progu – kapitał zakładowy to wkład wnoszony przez właścicieli spółki przy jej założeniu. On może być później zmniejszany, najczęściej jest zwiększany , to suma przekazanej firmie gotówki ale też majątku takiego jak nieruchomości na przykład.

Więc łączna strata na poziomie połowy tego kapitału to poważny sygnał ostrzegawczy, że spółka jest źle zarządzana. Łączna strata na poziomie tego kapitału, to przy wielu programach finansowych, dotacjach z funduszy ochrony środowiska to czerwona latarnia – przekroczenie tego progu wyklucza z ubiegania się o wiele zewnętrznych pieniędzy. A z własnych, skoro spółka notuje stratę za stratą, przecież nie ma jak inwestować.

Reklama

W ubiegłym roku, czytając to sprawozdanie finansowe MPWiK-u zapytałem, czy władze miasta – prezydent i jego świta, którzy są właścicielami tej spółki w imieniu wszystkich mieszkańców Mysłowic, mają jakiś pomysł na poprawę jej sytuacji finansowej. Usłyszałem – mniej więcej – że wszystko pod kontrolą.

Dziś słychać, że MPWiK idzie do sprzedaży. Wróć! Do zbycia, bo zbycie przecież to nie jest sprzedaż, to może być darowizna.

Jakby nie było, to sytuacja, choć poważna to jest jednak zabawna. Prawie równo siedem lat temu, ówczesny prezydent Mysłowic – Edward Lasok chciał wykonać podobną transakcję z tym samym kontrahentem, czyli Górnośląskim Przedsiębiorstwem Wodociągów.

Reklama

Najgłośniej protestującym przeciwko tej transakcji był jak wiadomo… radny Dariusz Wójtowicz. Ostatecznie GPW wycofało się. Przy okazji wydając takie oświadczenie: „GPW S.A. w lokalnych mediach oraz na forum rady miasta stało się obiektem napastliwej kampanii oszczerstw, kłamstw i inwektyw. Publicznie szkalowano GPW jako spółkę zmierzającą dokonać „wrogiego przejęcia majątku gminnego”.

Cóż mam sporo zastrzeżeń do użytego w tym komunikacie sformułowania: media lokalne – Państwo wiecie o jaki portal wchodzi, a mnie po 20 latach pracy w niezależnych, prywatnych i publicznych mediach, przez myśl nie przeszłoby nazywać mediami lokalnymi lokalnej tuby propagandowej, bo to tak jak nazwać szambo i kanalizację, którymi zajmuje się MPWiK, perfumerią, którą nasza miejska spółka nie zajmuje się jak wiadomo.

Reklama

Jak rozumiem, skoro wtedy ekipa dziś rządząca nazywała podobną transakcję „wrogim przejęciem”, to dziś próbę „zbycia” należy nazwać: ofertą wrogiego przejęcia. Czy to jest tak, że dziś to już nie jest wrogie przejęcie, ale fajne, milutkie zbycie, pozbycie się, sprzedanie, przekazanie? I wszystko git?

I byłoby to zabawne nawet, gdyby nie chodziło o nasz majątek i nasze pieniądze.

Wyobrażacie sobie ile kilometrów wodociągów można by przez te 7 lat wyremontować?

Wyobrażacie sobie ile razy nie trzeba by było podnosić cen wody, by nie pokrywać kosztów nieudolnego zarządzania, gdyby właścicielem mysłowickiego MPWiK-u była należąca do województwa śląskiego, duża, zasobna spółka jaką jest GPW?

Reklama

Wyobrażacie sobie?

Takie są skutki publicznych wypowiedzi i decyzji. Skutki i koszty. Bo strata MPWiK-u z dużym i zasobnym właścicielem mogłaby być dużo mniejsza niż dziś.

A tak na marginesie. Wiecie, że zbycie przedsiębiorstwa wcale nie oznacza, pozbycie się obowiązku spłaty długów narobionych przez taką transakcją? Wiecie jak może być, mimo deklaracji? Że MPWiK-u nie będzie, ale zostaną po nim w miejskiej kasie długi do spłacenia.

Krzysztof Bąk

radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości