Zaniemówiłem tydzień temu po przejechaniu przez nowe rondo łączące Krakowską, Szymanowskiego, Starokościelną i Towarową. W stupor wprawił mnie widok smutnego, ledowego renifera taplającego się w błocie.
Nie tylko zresztą mnie, bo sądząc po liczbie komentarzy i opublikowanych w internecie zdjęć, zwolenników smutnego renifera w błocie, było bardzo mało. Chyba głównie tam gdzie pomysł się zrodził.
Jak wyczytałem, ów błotny renifer, w latach minionych skubał sobie sztuczną trawkę przy kapliczce Jarlików. Teraz sobie poskubie swym ledowym jestestwem na nieco innej łące, bo w gospodarce niedoboru, a mysłowicki samorząd jest gospodarstwem wiecznego niedoboru, tak to jest, że jak nie ma, to trzeba zabrać stamtąd gdzie jest. A był przy kapliczce, więc będzie na rondzie.
Ze świątecznymi dekoracjami jest tak, że niestety, jak wszystko kosztuje, bo nie ma nic za darmo, a w mysłowickim bagnie finansowym, dobrze by było nie wydawać na takie, miłe, bo miłe, ale jednak zbytki.
Niezadowolenie ze smutnego, błotnego renifera, przynajmniej w social mediach było tak duże, że dziś ów smutny, błotny renifer jest już reniferem radosnym, choinkowym, śmiało kierującym swe kopyta w stronę Sosnowca lub Jaworzna.
I ja mu się w ogóle nie dziwię, bo i Sosnowiec, i Jaworzno, mogą dla biednego mysłowickiego samorządu być wzorem jak miastem rządzić i na co stawiać, bo choć 30 lat temu, miasta znad Trójkąta Trzech Cesarzy startowały prawie z tej samej pozycji, to te trzy dekady wykorzystały zgoła odmiennie. To znaczy Sosnowiec i Jaworzno wykorzystały, Mysłowice zmarnowały absolutnie.
Smutny, błotny renifer jest dziś reniferem radosnym. Czuję się jak nieomal świadek epokowej historii, bo wracając z popołudniowego spotkania w urzędzie, poraził mnie blask radości ledowego renifera, światłość niewielkich drzewek, których jeszcze kilka dni temu na rondzie nie było.
Stał na rondzie też anioł biały. Były tam, zapewne chwilę po iluminacji i inne osoby. Była też tam dyrektorka MZGK, jak wiadomo anioł w ludzkiej postaci, osobiście doglądająca takiego działa. Naszła mnie taka refleksja, że gdyby tak osobiście doglądać kominów, i na Powstańców 12, i na Chopina, i na Dąbrowskiego, i na gdziekolwiek w zasobach MZGK, to stan ich byłby dużo lepszy.
Albo równie dobry jak posypanego gałązkami choiny ronda.
Zupełnie serio – mnie się ta instalacja podoba. Mnie się ten refnifer i anioł, i drzewka oświecone jednolitym światłem lampek, podobają. Nie ma wstydu, nie ma kiczu. Jest coś, jak to w filmie było, na miarę naszych możliwości. I nie ma się co śmiać. Lepiej nie będzie, a jest fajnie. Czy może być lepiej? Moja dawna dentystka, szlifując plomby mawiała: lepsze czyni gorsze. Przedobrzyć znaczy zepsuć.
Takim przedobrzeniem mogą być kolejne ozdoby wsadzane na rondo. Może lepiej umieścić je gdzie indziej? Choćby i na Bytomskiej, o co postulowałem na sesji, wiedziony głosem działających tam przedsiębiorców. Może na Bytomskiej, przebudowanej dzięki Tramwajom Śląskim, może tam właśnie, gdzie opóźniająca się przebudowa na skraj życia i biznesowej śmierci zawiodła funkcjonujące tam sklepy, zakłady, firmy?
Na ostatniej sesji, na wniosek prezydenta Dariusza Wójtowicz, wspierająca go grupa radnych – cała jedenastka z jednym, nieobecnym wyjątkiem (o nim później), przegłosowała drastyczną podwyżkę podatku od nieruchomości do stawek maksymalnych.
Postulowaliśmy, jako radni klubu Koalicji Obywatelskiej, by drogę do maksymalnych stawek rozłożyć na dwa, albo trzy lata. Byłoby mniej dolegliwie, bo dziś – dla właścicieli domów, głównie na południu miast, to dodatkowy koszt kilkuset złotych rocznie.
Podwyżka została przepchnięta jednością rządzącej Mysłowicami koalicji Wspólnie dla Mysłowic i PiS. W przyszłym roku, z kieszeni mieszkańców do miejskiej kasy dzięki temu wpłynie ok. 13 mln zł. Nie sposób było nie zauważyć nieobecności na sali samego przewodniczącego rady miasta, mieszkańca - a jakże - południa Mysłowic - Mariusza Wielkopolana.
Pan przewodniczący gdzieś był, ale nie na sesji, i dzięki temu wkurzonym mieszkańcom może powiedzieć: ależ ja za podwyżką podatku nie głosowałem. Jego nieobecność de facto była głosem za podwyżką. Gdyby był, mógłby zagłosować przeciw i wtedy uchwała by nie przeszła, bo przeszła jednym głosem. A takie głosowanie, takie obciążenie w historii potencjalnego kandydata na przyszłego prezydenta Mysłowic, to poważna rysa. Wszak podatek od nieruchomości uderza głównie w tych, którzy na Wielkopolana głosowali ostatnio, a może i zagłosują w przyszłości.
Pana przewodniczącego więc nie było, głosować za, by dochować koalicyjnej lojalności, nie musiał, głosować przeciw nie mógł, bo go nie było. Gdzie był, oczywiście jego sprawa, ale dzień później, jako człowiek zawodowo wyrosły z kopalni, zbliżającą się Barbórkę świętował już w Mysłowicach, na związkowej Karczmie Piwnej. Smakowała goloneczka, panie przewodniczący? Na ostro i na słono, jak podwyżka podatków ?
Z nieobecnością Wielkopolana na sesji wiąże się jeszcze jedna moja refleksja, co gorsza, podzielana przez wielu, wielu radnych. Otóż pod jego nieobecność, obrady prowadził I zastępca – Andrzej Dombek. W ocenie mojej, w ocenie innych rajców, prowadził lepiej niż Wielkopolan. Atmosfera była lepsza, może dlatego, że obaj panowie są innego konstruktu psychicznego i wiceprzewodniczący Dombek nie czuje – jak sądzę – ciśnienia, by w każdym momencie prowadzenia sesji pobrzękiwać łańcuchem, czyli insygnium władzy. Wiceprzewodniczący Andrzej bardziej łagodził niż narzucał i w ogóle pod jego batutą było jakoś milej.
Co najważniejsze, w przeciwieństwie do Wielkopolana, nie łamał statutu miasta i nie ograniczał liczby pytań radnych, co temu się to zdarza od kilku sesji regularnie. A statut jest jasny – przy każdej uchwale radny może zabrać dwa razy głos i zadać niezliczoną ilość pytań. A panu przewodniczącemu zdarza się statut interpretować tak, że dwa razy i kropka.
Więc dzięki tej dotkliwej dla wysokości podatków nieobecności, okazało się, że w rządzącej Mysłowicami koalicji jest ktoś, kto potrafi inaczej i lepiej prowadzić te obrady po prostu. Co prowadzi mnie do wniosku, że zmiana przewodniczącego rady miasta przyniosłaby dobry skutek dla jakości i atmosfery obrad.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze