Potrzeba jest matką wynalazku, a przedwyborczy okres jest ojcem głupoty i żenujących pomysłów. Przykładów nie trzeba daleko szukać. W pierwszą sobotę kwietnia, gdy wiosna wybuchła pełną parą, a właściwie upalnym latem, a była to sobota przedwyborcza, gdy oprócz gwaru ludzkich rozmów powinno być słychać jedynie ptaki i szum przejeżdżających autostradą aut, przy ulicy Mickiewicza, otwarto plac zabaw.
Miejsce radości pachnie jeszcze świeżością niezużytych zjeżdżalni. Pachniało również mokrą, świeżą ziemią i młodą, dążącą w stronę słońca trawą. Na tyle młodą, że fachowy ogrodnik zamknąłby okalający plac zabaw płotkiem i wstawił tabliczkę: nie deptać!
Ale że była to sobota przedwyborcza, takoż cisza wyborcza i czas dziwnych pomysłów, furtę otwarto szeroko, a trawę miast deszczu lub wody z ogrodniczego węża, uczciwie zdeptały buty. Tak oto urzędujący prezydent i jego pretorianie chcieli pokazać, że Mysłowice pod jego batutą są miastem prężnie rozwijającym się. „Nigdy się tyle nie działo” - mawiają fanatyczni zwolennicy Dariusza Wójtowicza. Więc zadziało się i w sobotę przy Mickiewicza.
Antytrawiasty blitzkrieg to nie był. Ale z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że obok kilkorga rodziców, obok kilkorga dzieci, dzielnicowego działacza na odnowionym obliczu tej ziemi, ślady swych butów zostawił prezydent z dwojgiem swoich politycznych żołnierzy.
Rzecz w tym, że plac zabaw miał zostać otwarty w maju. Po to właśnie, by nie niepokojona tupotem dziecięcych stóp trawa, miała czas mocno na ziemi tej się osadzić, zakorzenić - mawiają fachowcy. Zakorzenić i wzbić się ku górze, by późniejszym latem koić zmęczone pracą oko i chłodzić rozgrzane lipcowym skwarem stopy.
Dzikiemu prawu propagandy, dzikiemu prawu przedwyborczej gorączki przypisuję to dosyć istotne spostrzeżenie, że ów nowiutki plac zabaw jest dziełem samych mieszkańców, a nie urzędników. Jest on bowiem owocem budżetu obywatelskiego. Jest on bowiem owocem aktywności grupy mieszkańców, działaczy rady osiedlowej i opozycyjnej radnej, którzy to wniosek przygotowali. To oni właśnie zdziwili się najbardziej, gdy dowiedzieli się, że troskliwe oko prezydenta zatroskanym wzrokiem spojrzało na mieszkające wokół pacholęta i postanowiło uchylić im bram (furtki) do zabawowego raju, gdzieś mając tę oczywistą myśl, że skoro do maja trawa miała spokojnie wzrastać, to gwałcenie jej podeszwami w kwietniu skończyć dobrze się nie może.
Ale ja pisałem: dzikie prawo propagandy i dzikie prawo przedwyborczej gorączki wymyka się się prawom podstawowej logiki, wymyka się - co gorsza - prawom zdrowego rozsądku. Chciałbym się mylić, ale prawdopodobieństwo, że za kilka tygodni mieszkańcy i wnioskodawcy projektu powiedzą: nie o taką trawę, nie o taki zdeptany plac zabaw walczyliśmy, jest duże.
Każdy kto choć raz w życiu mierzył się z bardzo wysoką gorączką wie, że opętany nadmierną ciepłotą ciała, człowiek nie działa ani zbyt racjonalnie, ani efektywnie, ani nawet w ogóle nie działa. Jak wielka musi w magistracie przy Powstańców gorączka przed drugą turą prezydenckiej elekcji, niech świadczy wiadomość z początków tego tygodnia. Otóż mysłowiccy urzędnicy poinformowali, że zaczyna się remont ulicy Armii Krajowej w centrum miasta. I autobusy pewne zmienią swe trasy, bo jak wiadomo po wykopach jeździć niepodobna.
Więc autobusy od 10 kwietnia zmieniły swoje trasy. Ale zaraz. Czujne oko internautów wychwyciło malutką, ale jakże istotną informację - remont Armii Krajowej miał się zacząć po zakończeniu przebudowy linii tramwajowej i Bytomskiej. Te - jak wiadomo - zakończą się ze sporym opóźnieniem, bo przez ostatnie miesiące po Bytomskiej hulał wiatr a nie uwijali się robotnicy. Bytomska po wielu przesuniętych terminach miała być gotowa w czerwcu. W tym tygodniu ogłoszono, że nie będzie. Zaskoczeni?
Remont Bytomskiej, a szczególnie jej połączenia z Krakowską wygenerował w ostatnich tygodniach gigantyczne korki. Jak małą wyobraźnię trzeba mieć, by do gigantycznych korków dokładać kolejne przeszkody na Armii Krajowej, którą - jak wiadomo - wielu mieszkańców jeździ również po to, by ominąć zapchaną Katowicką? Nie trzeba jej mieć wiele, by to przewidzieć, ale - jak pisałem wcześniej - przedwyborcza logika wymyka się wszelkim prawom logiki, rzetelności.
Potrzeba jest matką wynalazku, a przedwyborczy okres ojcem głupoty i żenujących pomysłów. To nie fatum, ale w Mysłowicach tę prawidłowość widać i czuć jakoś mocno.
Krzysztof Bąk
mysłowiczanin, były dziennikarz śląskich i ogólnopolskich mediów
wieloletni reporter Polsat News i śląski korespondent Wydarzeń
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najważniejszy problem w naszym mieście trawa na placu zabaw.
Tylko tyle zrozumiałeś z całego artykułu, ręce opadają.
Tylko tyle zrozumiałeś z całego artykułu, ręce opadają.
Może tylko tyle ale jak w lutym nie można było przejechać po drodze gminnej do własnej posesji to w urzędzie nie widzieli problemu dobrze że w tym okresie nie musiała karetka do nikogo dojechać.
Do Mieszkaniec. No i właśnie o to chodzi. Wspomnienie o zadeptanym trawniku było tylko drobną ironią, ilustrującą, jak bardzo obecna władza jest skupiona na promocji własnej osoby. Prawdziwe problemy nie są rozwiązywane. Wszystko obraca się wokół drobnych wydarzeń lub naprawdę mało istotnych inwestycji. Dodatkowo z braku własnych sukcesów nasz obecny prezydent desperacko usiłuje własną osobę przypisać do czegoś na co pracowali inni.
Może i to mieszkaniec ale do 21 kwietnia to radny przeciwnego obozu politycznego do urzędującego prezydenta. Kandydatka Pana Radnego walczy w wyborach więc artykuły napisane przez tego Pana napewno nie są niezależne tak jak i Pan Radny :) No ale taka to polityka
Ten plac zabaw miał być skończony już w pażdzierniku a nie 6 miesięcy póżniej skromny plac zabaw i takie opóžnienie to co będzie z innymi obiecankami?
Najważniejszy problem w naszym mieście trawa na placu zabaw.
Tylko tyle zrozumiałeś z całego artykułu, ręce opadają.
Tylko tyle zrozumiałeś z całego artykułu, ręce opadają.