Zauważyłam wielką mobilizację ekipy naszej mysłowickiej Margaret Thatcher. I wreszcie ziściło się to, na co pewnie nie tylko ja czekałam. Odnoszę wrażenie, że niepodzielne panowanie naszego Dyzmy na murach miasta i w sieciach społecznościowych dobiega kresu.
Nasza Margaret już pokazała, że bezpośrednie rozmowy z mieszkańcami dają więcej niż wiele. I to obu stronom. Najważniejsze jest jednak to, że pomysły i oczekiwania mieszkańców mają szansę się zmaterializować. Ba, jestem tego nawet pewna. Miasto bowiem odwiedziła senator Małgorzata Kidawa-Błońska, a we wtorek, z konkretnym wsparciem zaplanowanych działań w mysłowickim sporcie, gościliśmy ministra sportu Sławomira Nitrasa. Te odwiedziny to dobry prognostyk na rozwój nie tylko infrastruktury sportowej, ale i szansa na efektywne finansowanie sportu w mieście. No i pewnie miód na serce dla tych, którzy od czasów Osyry czekają na mysłowicki basen. Choć pomysł jest nieco inny niż wypasiony basen na Słupnej, bo powstaną baseny przyszkolne, ale przecież chodzi także to by mieszkańcy mogli z korzystać z tego rodzaju sportu.
Muszę przyznać, że jestem również pod wrażeniem zorganizowanych przez Margaret pikników. To dowód na to, że bez angażowania urzędników, gminnych jednostek, jak MOSiR czy ZOMM, da się zaprosić ludzi, być z nimi się bawić i wysłuchać, co mają do powiedzenia. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, że w Mysłowicach może być inaczej. Normalnie, zwyczajnie i po ludzku. Nawet na pracę u podstaw daje się znaleźć czas w ferworze spotkań z ludźmi.
Pewnie już wiecie, że naszej Margaret kampania nie przeszkodziła w otwarciu jedynej w województwie szkolnej pracowni bezpieczeństwa ruchu drogowego w dowodzonej przez nią szkole. To zapoczątkowana przez nią współpraca z katowickim WORD-em dała taki efekt. Wszyscy mysłowiccy uczniowie będą mogli szkolić się w bezpiecznym korzystaniu z ruchu drogowego, a w I LO kolejny nieużywany kawałek piwnicznych pomieszczeń został dobrze wykorzystany.
Myślę, że kandydatka ma wypełniony zapisami gruby notes spraw do załatwienia. I nie o administracyjnych działaniach miasta tu mówię, a o potrzebach mieszkańców, którzy swoje bolączki mogli osobiście jej, albo członkom jej ekipy, przekazać bezpośrednio w spotkaniach twarzą w twarz.
No i koniecznie trzeba odnotować, że za tą kandydaturą stanęli wszyscy, którzy startowali do prezydenckiego fotela z pozostałych komitetów wyborczych oraz mysłowicka lewica. Brak natomiast poparcia ze strony PiS dla Dariusza Wójtowicza, to wiele mówiąca decyzja nie tylko mysłowickich władz tej partii. O potrzebie zmian na stanowisku włodarza miasta, podczas ostatniej sesji mówił też Tomasz Papaj, od lat członek tej partii, dziś już radny elekt z ramienia PiS w sejmiku śląskim.
Mamy zatem dwie konkurencyjne oferty osób do wynajęcia przez nas na najbliższe 5 lat. Naszą mysłowicką Margaret Thatcher i naszego Dyzmę, który potrafi nieźle namieszać ludziom w głowach. Ja z oferty Dyzmy nie skorzystam. Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No to już Panią poniosło żeby porównywać Panią Simele do Margaret Thatcher :) I jeszcze niech Pani napisze że jest bezstronną dziennikarką jak Pan Bąk i będzie komplet :)
Błagam... nie obrażajcie Thatcher - damy myśli wolnościowej, do skrajnie lewicowej i Platformerskiej Simeli. Tak napluć w twarz Thatcherowej porównaniem jej do kogoś pokroju NieKoniecznej zmiany to na prawde naplucie w twarz godne odrazy.
Jak powyżej. Trzeba wiedzieć o kim i o czym się pisze. Dodatkowo dla pani Redaktor zła wiadomość. Pani "Margaret" te wybory przegrała. Dlaczego? Decyzja podjęta zbyt późno, osoba szerzej nieznana mieszkańcom. O kampanii negatywnej nie wspomnę. A już występ pewnego Rudego z przyległościami (nagrywane to samo dla różnych kandydatów) to już gwóźdź do tej trumny. Jeżeli Pani Redaktor używa wielkich nazwisk, to porównałabym tę kandydaturę do startu Jimmy'ego "Who" Cartera. Dlaczego "who?". Bo o nim nikt nic nie wiedział. To samo tutaj. W obwodzie, w którym powinna być znana najlepiej, bo pracuje tu "od x lat", I turę przegrała. A przeciwnik to społecznościowe zwierzę, wie gdzie i co komu mówić. W takich miasteczkach gdzie toleruje się korupcję i układy paramafijne - zresztą trafnie wykazane przez jednego z kandydatów - to znana przypadłość. Zresztą nie ma o co się tak naprawdę bić, chyba że o te "parę tysi" więcej wypłaty. Bo politycznie, biorąc pod uwagę układ w RM, niewiele się zmienia. Za pół roku będzie cyrk jak zawsze, czy to będzie jedna czy druga osoba na świeczniku. Ale to mieszkańcy tego kiedyś pięknego miasta, sobie zgotowali ten los: brak wiedzy na temat działania samorządu i efekty są jakie są. Znów, jak tutaj, będzie przelewanie pustego w próżne.
Pięknie podsumowane. Pani Dorota przegrała stołek prezydenta bardzo słabo przemyślaną kampanią. Od początku było widać brak pomysłu. Brak obrania jakiegoś jednego konkurencyjnego kierunku dla obecnego prezydenta. I o ile na samym początku wszystko trzymało się jeszcze jakoś w ryzach - tak sam koniec wyścigu to naprawdę lustrzane odbicie Dariusza. Obiecywanie wszystkiego co popadnie byle obiecać. Wsparcie polityków KO to pocałunek śmierci. O ile można by jeszcze poważnie potraktować wsparcie lokalnych twarzy typu Buzek, to poparcie Kidawy i Nitrasa jest śmieszne. Śmiem stwierdzić, że Nitras nawet nie wie gdzie są Mysłowice na mapie. Sorry, ale ta dwójka polityków stanowi wśród młodych, wśród mediów społecznościowych anty autorytety. Są obiektami drwin. Wracając do kampanii - wprawny i niezaślepiony człowiek widzi, że kampania Pani Doroty zaczęła od pewnego momentu przypominać Darkowy odpust. Zamiast waty cukrowej pojawił się popcorn, pojawiły się śląskie szlagry, pojawiły się bułki dla górników - czyli to z czego wyborcy KO sami się śmiali. Cyrk. Odnosząc się do obecnego prezydenta - to jest jego świat - on prowadził kampanię w swoim stylu. Niczym się nie wyróżnił - robił po prostu to, co robił wcześniej. Imprezy takie same, grupy docelowe takie same. Był do bólu przewidywalny w tym, co i jak będzie podczas ten kampanii robił. Program oparty na tym, co już wcześniej zapowiedział i co już wcześniej gdzieś wspominał. Czuł się jak ryba w wodzie. Program Pani Doroty to "jest źle, jest bardzo źle, ale będzie dobrze". Zero konkretów. Tutaj potrzeba była złotego strzału, który porwałby wszystkich. Skoro rzekomo ma się za sobą tuzy ogólnopolskiej polityki (Kidawa, Nitras, Budka) - to można się było pokusić o coś extra dla Mysłowic i to mogłoby stanowić przeciwwagę dla Wójtowicza. Niestety Król jak widać nie ma parcia, nie ma siły przebicia, jest już kolejną kadencję posłem 3-ligowym. Chciał dobrze, wyszło jak zwykle, a wręcz można powiedzieć, że nawywijał, bo przez to całe kampanijne szambo zwichnął Pani Dorocie autorytet, który niewątpliwie miała i na który naprawdę bardzo ciężko latami pracowała. Inna też sprawa to radni KO i Ci, którzy kandydowali z list KO. Część można śmiało powiedzieć, że zostawiła Dorotę w połowie wyścigu. Bo pojawienie się na festynie to żadne wsparcie. Tu jest praca u podstaw. Walka o każdy głos. To robią ludzie Wójtowicza. Mrówcza (!) praca u podstaw. Nie boją się poświęcić urlop, wolne popołudnia. Radni KO to trochę inna warstwa społeczna. Zatrudniają gosposie, mieszkają w wypasionych domkach, jeżdżą elektrykami. Są mega wykształceni - i gdzie oni będą z jakimiś ulotkami latać, gdzie oni będą pukać do obcych domów, mieszkań (oczywiście nie wszyscy, byli tam naprawdę świetni kandydaci, solidne firmy, na których można liczyć i warto było na nich postawić). Wójtowicz te głosy zebrał i zbiera do samego końca. Niestety to trochę walka klas. Walka warstw społecznych. Walka mimo wszystko północy z południem. Obstawiam 60-65% do 35-40%
A jednak się boicie. Nie poświęcilibyście tyle czasu na komentarze. Pani Redaktor ma rację. Angielska przywódczyni zrobiła porządek w kraju, kiedy tego najbardziej potrzebował. I warto popatrzeć na to w ten sposób. Ale, że porównaniem Wójtowicza do Dyzmy trafia w dziesiątkę.
Lubię czytać tę wypociny lepsze niż pudelek ???? powiem że pani C(ś)miela czy jakoś tam wydaję się być nadzieją ale Darek zaorał ją pokazując gdzie cała rodziną była zatrudniona w Mysłowicach za czasów Os(y)try
A według mnie ona zaorala Darka. 1) live 2 godzinny na żywo 2) umiała odpowiadać nawet na trudne pytania 3) ma do siebie dystans
Jeżeli angażuje się ZOMM do kampanii to już jest dno. Widać że idzie o stanowiska. Prezesunio ZAKŁADU OCZYSZCZANIA MIASTA SZYBKO I PRĘŻNIE ANGAŻUJE SIĘ BO O STŁECZEK TRZEBA DBAĆ. ZASIADA SIĘ W ZARZĄDACH KILKU SPÓŁEK I W MYSŁOWICACH I DABROWIE GÓR. MPWiK, ŚLĄSKIE TOW.BUDOWNICTWA MIESZKKANIOWEGO, W FUNDACJI DLA NIPEŁNOSPRAWNYCH. SPRAWDŹCIE SOBIE MOI ZIOMKOWIE W INTERNECIE POWIAZANIA TEGO PANA TO SIĘ ZDZIWICIE. NIE WIEM TYLKO KIEDY JEST CZAS NA PRACĘ. PREZYDENTURA W OSCIENNYM MIEŚCIE NIE WYSZŁA POZNALI SIĘ, W NASTEPNYM MIESCIE JAKO PREZES SPÓŁ.MIESZKANIOWEJ TEŻ NIE WYSZŁO TEŻ SIĘ POZNALI. JAK MRGARET WYGRA TO JUŻ PO PTOKACH , WIADOMO DLA KOGO BĘDĄ STOŁECZKI i o co WALKA się TOCZY. ROZWAGI ZIOMKOWIE.
No z tym angazowaniem w kampanie ZOOM to bylo dno..Biedni praxoenicy mieli orzez Darka 2x wiecej roboty a pensja jedna ... :/
No to już Panią poniosło żeby porównywać Panią Simele do Margaret Thatcher :) I jeszcze niech Pani napisze że jest bezstronną dziennikarką jak Pan Bąk i będzie komplet :)
Błagam... nie obrażajcie Thatcher - damy myśli wolnościowej, do skrajnie lewicowej i Platformerskiej Simeli. Tak napluć w twarz Thatcherowej porównaniem jej do kogoś pokroju NieKoniecznej zmiany to na prawde naplucie w twarz godne odrazy.
Jak powyżej. Trzeba wiedzieć o kim i o czym się pisze. Dodatkowo dla pani Redaktor zła wiadomość. Pani "Margaret" te wybory przegrała. Dlaczego? Decyzja podjęta zbyt późno, osoba szerzej nieznana mieszkańcom. O kampanii negatywnej nie wspomnę. A już występ pewnego Rudego z przyległościami (nagrywane to samo dla różnych kandydatów) to już gwóźdź do tej trumny. Jeżeli Pani Redaktor używa wielkich nazwisk, to porównałabym tę kandydaturę do startu Jimmy'ego "Who" Cartera. Dlaczego "who?". Bo o nim nikt nic nie wiedział. To samo tutaj. W obwodzie, w którym powinna być znana najlepiej, bo pracuje tu "od x lat", I turę przegrała. A przeciwnik to społecznościowe zwierzę, wie gdzie i co komu mówić. W takich miasteczkach gdzie toleruje się korupcję i układy paramafijne - zresztą trafnie wykazane przez jednego z kandydatów - to znana przypadłość. Zresztą nie ma o co się tak naprawdę bić, chyba że o te "parę tysi" więcej wypłaty. Bo politycznie, biorąc pod uwagę układ w RM, niewiele się zmienia. Za pół roku będzie cyrk jak zawsze, czy to będzie jedna czy druga osoba na świeczniku. Ale to mieszkańcy tego kiedyś pięknego miasta, sobie zgotowali ten los: brak wiedzy na temat działania samorządu i efekty są jakie są. Znów, jak tutaj, będzie przelewanie pustego w próżne.