Świętem demokracji, jak wiadomo, są wybory. Świętem demokracji lokalnej mogą być nie tylko wybory, ale i referendum lokalne. W różnych sprawach, np. dodatkowego opodatkowania albo innych ważnych dla miasta sprawach.
Ale swe święto demokracja lokalna, samorząd, gmina, dzielnica, ulica mogą mieć również być również i w innych okolicznościach. Taką okazją, bez dwóch zdań, są tzw. budżety obywatelskie.
To okazja, by sami mieszkańcy zaangażowali się (bardziej niż głosowaniem co 5 lat i wybieraniem radnych czy prezydenta) w to, co dla nich ważne. W to, co dla ich dzielnic i ulic ważne.
Takie święto w Mysłowicach rozpoczęło się właśnie w anturażu innych, świątecznych wydarzeń. Lampki na miejskich choinkach i bombkach zostały zaświecone. Ja chciałbym rzucić snop światła i waszej uwagi na budżet obywatelski.
Właśnie (10 grudnia) rozpoczęło się głosowanie nad zgłoszonymi do niego projektami. Są to projekty ciekawe, choćby z tego względu, że wnioskują o nie sami mieszkańcy. Są to projekty ciekawe o tyle, że przygotowanie takiego projektu wymaga sporego wysiłku. Od pomysłu, koncepcji, przelania go na papier aż po zebranie odpowiedniego poparcia i – koniec końców - znalezienie poparcia dla niego, zachęcenie wcale nie małej liczby osób, by zadała sobie trud internetowego głosowania.
10 grudnia, w Mysłowicach, rozpoczęło się małe, coroczne święto naszego miasta. Społecznicy, mieszkańcy zgłosili projekty i pora wybrać te, które z miejskiej kasy zostaną zrealizowane.
Nie będę ich analizował, nie będę ich hierarchizował. Każdy, bez wyjątku, jest dobry i ważny. Każdy bez wyjątku zasługuje na wasze poparcie. Właśnie dlatego, że zgłosili je wasi sąsiedzi. Którym się chciało. W ich imieniu, proszę wszystkich Czytelników o przejrzenie tej listy, o wybór tego, który wam się najbardziej spodoba, o poświęcenie kilku chwil na internetowe głosowanie.
Mnie oczywiście najbliższe są te, które mogą powstać w mojej dzielnicy, w Centrum i w dzielnicach, które jako radny reprezentuję – a więc na Rymerze, Piasku, Starym Mieście. Ale nie będę w tym miejscu namawiał na poparcie któregoś, a jest ich kilka – właśnie dlatego, że każdy – za mieszkańców wysiłek w ich zgłoszenie, zasługuje na poparcie.
Jest w czym wybierać. Projektów jest 27, a głos tylko jeden. Jest w czym wybierać, więc zróbcie to czym prędzej, najlepiej po lekturze tego zdania (no dobra, doczytajcie felieton do końca), więc zróbcie to tylko, jak skończycie czytać ten tekst. Zróbcie to jak najszybciej, bo czasu zostało niewiele. Ostateczny termin głosowania to 23.59 we wtorek, 17 grudnia. Kilka dni zleci szybciej niż myślicie, a szkoda nie docenić zaangażowania społeczników.
Szkoda też, nie wzmocnić poczucia mysłowiczan, że mają wpływ na to, co w mieście się dzieje. A to akurat, w ostatnich latach jest mocno nadwerężone. To już 9. edycja Mysłowickiego Budżetu Obywatelskiego, mamy koniec 2024 roku, a nieudolne rządy PiS-WDM doprowadziły również do tego, że wielu projektów z poprzednich lat wciąż nie udało się zrealizować.
Tak jest między innymi z remontem drogi do przedszkola i zatokami parkingowymi w dzielnicy, którą reprezentuję – na Piasku. Autorzy tych projektów kilka miesięcy temu dostali urzędową odpowiedź, że i w tym roku, kolejnym bez zrealizowania zwycięskich, zgłoszonych projektów, nie da się ich zrealizować, bo… wiadomo dziura finansowa. Mysłowice są jedną wielką dziurą finansową. Mysłowice są w wielkiej finansowej dziurze, by nie powiedzieć, że są gdzie indziej. Kto za tę lokalizację jest odpowiedzialny, wiadomo od dawna.
Projekty z MBO to nie są inwestycje wieloletnie i to nie są inwestycje wymagające gigantycznych nakładów finansowych, a skoro w budżetach miast muszą być na nie zabezpieczone pieniądze, to trzeba je wydawać. I realizować złożone mieszkańcom, poprzez danie im wpływu na to, obietnice.
To się nazywa umowa społeczna, a umów – jak wiadomo – trzeba dotrzymywać. Szczególnie tych, w których ceną jest – albo wzrost zainteresowania lokalną wspólnotą, albo spadek jego zainteresowania, a tak dzieje się, to są doświadczenia wielu miast i wielu lat funkcjonowania MBO – gdy zwycięskie projekty są nierealizowane, albo odsuwane na nie wiadomo kiedy.
Doświadczenia zachodnich demokracji są takie, że silne samorządy, silne poczucie wpływu mieszkańców na ich losy, poprawiają jakość życia w miastach i wsiach. Partycypacja społeczna – trudne słowo, ale do przyswojenia, bo im większy udział mieszkańców w decydowaniu o ich najbliższym otoczeniu, tym większa ich więź z tym otoczeniem. A przecież nie chodzi tylko o to, by być sypialnią dla Katowic.
W kontekście dobra i przejrzystości samorządu, ważne są również lokalne, niezależne media lokalne. W mysłowickim nieszczęściu, mamy to szczęście, że za chwilę minie 21 lat odkąd, na ręce każdej kolejnej władzy patrzą dziennikarze i redaktorzy, wydawcy „Co Tydzień”. Strach pomyśleć, co by to było, gdyby ich nie było, o ilu dziwnych decyzjach byśmy się nie dowiedzieli, ilu złych decyzji, by nie zmieniono, gdyby nie publikacja na łamach „CT”, a później również na portalu „CT”.
Piszę o tym, bo we wtorek wręczono Grand Pressy – bodaj najważniejszą polską nagrodę dziennikarską. Oglądałem tę galę nie dlatego, że lubię, nie dlatego, że całe zawodowe życie spędziłem w mediach i była to okazja zobaczenia na ekranie kilku znajomych twarzy, ale dlatego, że pewna ważna dla mnie osoba, była jedną z nominowanych. I najnormalniej w świecie, życzyłem jej zwycięstwa, bo znam trud, który włożyła w przygotowanie swojego materiału. Oglądałem więc Grand Pressa i z radością wysłuchałem werdyktu w kategorii dziennikarz roku. Zwykle to była tzw. warszawka – Olejniki, Kittele, Lisy i inni, zajęci wielką polityką, zajęci Warszawą, zajęci wielkimi newsami. Tym razem dziennikarzem roku, został dziennikarz na wskroś lokalny, choć z dużym doświadczeniem w ogólnopolskich mediach – Andrzej Andrysiak. Wspominałem o nim w tym miejscu, bo pracowaliśmy razem z Polsacie News, był moim wydawcą. Wspominałem o nim w tym miejscu, bo Andrzej rozkręcił w swym rodzinnym Radomsku lokalną gazetę i patrzy władzy na ręce. Wspominałem o nim, bo napisał książkę „Lokalsi” o samorządowych patologiach.
Lekceważenie wyboru mieszkańców głosujących w budżetach obywatelskich jest też taką patologią. Autorom zwycięskich projektów, jakie by nie były, życzę, by nie musieli czekać na ich realizację po wsze czasy.
Krzysztof Bąk
radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze