Każde miasto ma swoje problemy. Wówczas kierujący nim prezydent, czy burmistrz szuka rozwiązań. A jak wygląda to w Mysłowicach? U nas sprawy załatwia się… w mediach społecznościowych, na Facebooku.
Gdy miasto opanowały watahy dzików, których obawia się duże grono mieszkańców… na oficjalnym profilu facebookowym miasta opublikowano poradnik „DZIKI gość” o tym, jak radzić sobie, gdy leśne świnie się pojawią w pobliżu. Dzikie zwierzęta nie są winne temu, że człowiek wyciął mnóstwo lasów i nie mają się gdzie podziać, więc wędrują do miast. Nie zmienia to jednak faktu, że bezpieczeństwo mieszkańców jest zagrożone i trzeba ten trudny problem realnie rozwiązać. Choć była zgoda na prewencyjny odstrzał, to nie dochodzi on do skutku, a mysłowiczanie obawiają się o siebie, dzieci i zwierzęta domowe. Tymczasem dziki nieskrępowanie kręcą się mieście. Komunikat w mediach społecznościowych, to chyba ostatnie rozwiązanie jakiego oczekiwali mieszkańcy. Czy przyjdzie nam pogodzić się z nową normą, czyli obecnością dzików w mieście?
Gdy mysłowicki Rynek zniechęca do odwiedzania go, to urząd decyduje się wypuścić facebookowy viral, pokazujący jak u nas pięknie. Szkoda, że w dużej mierze ta uroda Mysłowic to tylko w mediach społecznościowych. Niestety za obecnego prezydenta, który zarządza Mysłowicami już 6 lat, niewiele się wydarzyło. Nigdy dość przypominania, że Promenada i Park Zamkowy, czy ścieżki rowerowe to zasługa poprzednich kadencji samorządowych.
W demokracji różne zdania to norma. Ludzie spierają się, szukają rozwiązań, a nawet krytykują kiepskie ich zdaniem pomysły. Wówczas samorządowcy odpowiadają na trudne pytania na sesji, czy w nie zawsze przychylnych sobie mediach. A w Mysłowicach? Tu prezydent udzielił wywiadu urzędowej telewizji itvm w „nowym programie publicystycznym kontro-wersje”. Tam Dariusz Wójtowicz w dogodnych dla siebie warunkach przejechał się po swoich adwersarzach pokazując tylko jedną wersję, czyli Dariusza Wójtowicza bez żadnej kontry.
Podobnie dzieje się w mediach społecznościowych zakładanych lub wspieranych przez obecnego prezydenta. Tam niewybrednie mszczono się na radnych, czy mieszkańcach niezgadzających się z prezydentem, a ostatnio nawet na byłych pracownikach. I oczywiście wypisuje się laurki o Dariuszu Wójtowiczu.
Gdy mysłowiccy przedsiębiorcy zlokalizowani wokół Rynku i ulicy Bytomskiej mieli problemy, bo klientom trudno było do nich dojechać z powodu przeciągającego się remontu, co wymyślił prezydent? Promocję na Facebooku…
A gdy nic nowego się nie dzieje? Najlepiej zapowiadać na Facebooku, że coś w przyszłości się zadzieje. A nuż mieszkańcy uwierzą kolejny raz.
Media społecznościowe służą do nieustannej promocji i chwalenia zarządzających Mysłowicami. A to jak pięknie wyglądają w otoczeniu dzieci, zwierzaków, na różnych uroczystościach, a nawet we własnych gabinetach. Nieprzychylne komentarze często są usuwane, a jeśli jest ich zbyt wiele można usunąć nawet cały post, jak ostatnio w przypadku zastępcy prezydenta Mateusza Targosia. Zapowiadając „miły weekend”, zapomniał o zwolnieniach i ograniczeniach etatów pracowników obsługi w szkołach.
I tak toczy się to facebookowe zarządzanie bez realnego rozwiązywania problemów miasta i jego mieszkańców. A problemów tych, szczególnie finansowych, mamy co nie miara. Brak kompletnie pomysłów na rozwój i niestety dusimy się we własnym sosie.
Mysłowice potrzebują mnóstwa dobrej energii i ciężkiej pracy zdecydowanie bardziej niż lansowania się w mediach społecznościowych i udawanego rozwiązywanie spraw. Zatem do roboty panie i panowie samorządowcy, najlepiej z dala od Facebooka. A my mieszkańcy nie dawajmy tak łatwo się nabierać ładnym zdjęciom i sprytnym tekstom. Wierzmy tylko w fakty dokonane. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze