Reklama

O sadzeniu opon w lasach

07/03/2024 10:00

Ideą rewolucji śmieciowej sprzed kilku laty, w sporym uproszczeniu, było to, że - oprócz segregacji odpadów - miejskie zakłady oczyszczania (różnie się zwą te twory w różnych miastach) mają odbierać od mieszkańców wszystko, co ci wyrzucą.

Odpadowe życie miało mieszkańcom miast stać się łatwiejsze i przyjemniejsze, co z resztą w wielu przypadkach się stało. W wielu nie oznacza, że we wszystkich, co oczywiste, bo świat idealny istnieje tylko w głowach filozofów, serialach platform streamingowych i kartach ksiąg. Są oczywiście takie gatunki (ksiąg i filmów, bo nie filozofów), w których idealne idee są jeszcze idealniejsze, ale fantastyki nigdy nie czytywałem, choć „Interstellara” lubię obejrzeć zawsze i o każdej porze.

W świecie realnym życie ze śmieciami wygląda tak, że zakłady oczyszczania mają obowiązek śmieci odbierać. Stąd przecież, w miastach zaczęły powstawać PSZOK-i, czyli - zawsze mnie ten skrót śmieszył - punkty selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Nie wiem, czy wiecie, ale w takim PSZOK-u można na przykład za darmo oddać zużyty sprzęt AGD: czajniki, komputery, telewizory i inne nieprzydatne już rzeczy.

Reklama

Byłem w takim mysłowickim punkcie (na terenach przemysłowych przy Miarki) przynajmniej kilka razy ze starym telewizorem babci na przykład. Byłem z jakąś większą ilością makulatury, choć w tej dziedzinie akurat czasem konkurencje robią szkoły organizując zbiórki wtórnego surowca. W wielu miastach mieszkańcy mogą raz albo dwa razy do roku zamówić nawet taki duży wór na gruz i też po niego przyjedzie śmieciarka.

Dlatego dziwi mnie zawsze, że przy drogach albo w lasach leży tyle wysłużonych opon, że można by z nich zrobić całkiem spory tor kartingowy. Mieszkam w centrum, więc najbliższy fajny las mam na tak zwanej Rozalii, tuż za Obrzeżną Zachodnią. Wiosna zaczyna rozgaszczać się ostatnimi dniami na mysłowickich ulicach, a słońce śmiało zagląda przez przykurzone szyby okien (święta już blisko, jak nie umyjecie, to ich nie będzie!). Szukając więc kilometrów do przebiegnięcia, bo niezmiennie biegać lubię, zapuściłem się na - jak ją pieszczotliwie zwą mysłowiccy biegacze, Rozalkę.

Reklama

To ciekawy rekreacyjnie teren. Chociaż - jak już pisałem - szlak wiodący do niej wzdłuż Obrzeżnej - jest dla setek rowerzystów i spacerowiczów przeorany chodnikowymi dziurami i nierównościami, to na samej Rozalii rozpościera się inny świat. Z jednej strony ogródki działkowe i setki działkowców, z drugiej - las ze wszystkimi swymi plusami i niedogodnościami. Las, swoją drogą, mocno ostatnimi laty przerzedzony, bo - jak wiadomo - pisowscy nominaci spod szyldu Solidarnej (Suwerennej) Polski, rżnęli polskie lasy równo, szybko, intensywnie i chętnie, ale las, nawet rzadki, to wciąż las. Polecam ten zielony skrawek Mysłowic, bo daje wiele rekreacyjnych możliwości - spacerowo, biegowo, rowerowo. Albo szybkim krokiem pod górę - można wylądować w Morgach czy Starej Wesołej, albo wolnym krokiem w prawo, można przenieść się do Giszowca, by zawrócić przy pięknej, równie starej, ceglanej wodnej wieży. Można też dołożyć kilka kilometrów i odnaleźć się z zupełnie innej florze Lasu Murckowskiego, gdzie ogrooooomne buki pamiętają chyba czasy walecznego woja Mirmiła z pamiętnych komiksów „Kajko i Kokosz”, a jakiś czas temu, w ich obronie, do grubych pni, przypinały się, obleczone na biało, dzielne i aktywne niewiasty, którym los lasu wydawał się dużo istotniejszy niż harpaganom z dyrekcji Lasów Państwowych, bo ci, jak już pisałem, lubili rżnąć dużo i wszędzie, a powalone pnie, na pniu, sprzedawać za tony złotych.

Na tym ciekawym rekreacyjnie terenie lasów Rozalki inwazyjnym mocno gatunkiem stały się ostatnio porzucone opony. Przy mojej biegowej ścieżce widziałem przynajmniej dwa takie, poważne siedliska. Zużyte opony mają to do siebie, że zwykle wyrastają stadami, po cztery, pięć, po dziesięć. Gdyby jakiś psycholog ewolucyjny starał się zgłębić i wyjaśnić to zjawisko, zapewne powiedziałby, że stadność opon to efekt wczesnego dzieciństwa, gdy młodziutkie, choć nie zawsze malutkie, pachnące gumą oponki, leżakowały sobie tysiącami sztuk w magazynach, a im starsze były, tym mniej liczne ich stada były (łańcuch logistyczny: fabryka - magazyn - sklep), by w pełni swej dojrzałości osiągnąć stadium dorosłości już tylko w czteroosobowym gronie na felgach, plus ewentualnie z zapasowym w bagażniku, trawić swój gumowy żywot w takim właśnie gronie.

Reklama

Pobieżna obserwacja prowadzi do wniosku, że na emeryturach wyjeżdżone opony znowu powiększają liczebność swoich stad i zaczynają zamieszkiwać tereny wcześniej często przez opony niezamieszkane. Wystarczy jeden, dwa osobniki, by wkrótce nowa gumowa kolonia rozrosła się dwukrotnie, trzy albo iluś krotnie.

Na Rozalii naliczyłem takich oponich kolonii ze dwie, ale może tylko dwie dlatego, że dalej się nie zapuszczałem.

Opona ze swej natury, rzecz martwa, wolnej woli nie posiada. Sama tam się nie znalazła i miejsca na swą spokojną emeryturę nie wybrała. Podrzucił ją ktoś. Taki sam jak ja czy Szanowni Czytelnicy, choć może mniej wrażliwy przyrodniczo i ekologicznie, bo ja osobiście, parkując przy śmietniku i widząc porzucone plastiki albo butelki, z lekkim takim obrzydzeniem podnoszę je z chodników i wyrzucam do koszy.

Reklama

Nie mam zamiaru i kompetencji, by zawiłości, prostej zapewne, psychiki zgłębiać i rozważać, bo na rzeczy nieistotne szkoda po prostu czasu, ale jedna rzecz mnie zastanawia czy wręcz fascynuje. Przecież, żeby taką zużytą oponę wyrzucić w lesie, trzeba do tego lasu dojechać (niesienie nawet dwóch, a o czterech nie wspominając). A skoro można do lasu dojechać, to można dojechać i do PSZOK-u, tam droga czasem nawet krótsza. Skąd więc ten wybór? Nie wiem, nie powiem, wytłumaczenia nie znam. Znając jednak przekorną naturę polskiego społeczeństwa, może by tak zabronić wyrzucać opon właśnie w PSZOK-u i wtedy lekceważący ekologię podrzucaliby je właśnie tam, nam, miłośnikom lasu i zieleni, zostawiając przyrodę czystszą?

Krzysztof Bąk

Reklama

mysłowiczanin, były dziennikarz śląskich i ogólnopolskich mediów

wieloletni reporter Polsat News i śląski korespondent Wydarzeń

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ... - niezalogowany 2024-03-07 11:53:02

    fajnie by było zobaczyć jeszcze podpis "Kandydat do rady Miasta"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Mila - niezalogowany 2024-03-07 13:19:14

    Dobra uwaga :D Tych "niezależnych" dziennikarzy jest tu więcej .

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Grzegorzekct 2024-03-07 18:30:10

    Od dłuższego czasu uważam, że powinien być ustawowy obowiązek odbioru wszystkiego co obywatel uzna za zbędne z jego posesji. Oczywiście powinno się to dziać w ramach odpowiednio skalkulowanej opłaty, którą każdy z nas płaci Teraz wszystko dzieje się w myśl zasady a po co jechać na PSZOK skoro po drodze niejeden KRZOK. Zawsze jest to jakaś oszczędność.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości