Reklama

Nie różnimy się prawie niczym?

Przyznaję, że jestem zmęczony jałową wojną PiS-u z PO. Od dwóch dekad Jarosław Kaczyński i Donald Tusk prowadzą polityczną batalię, która napędza jedynie emocje i podziały. Jednak jeszcze bardziej drażniące wydaje się dla mnie jednak miotanie się prezydenta Wójtowicza deklarującego lewicowość — od skrajnej lewicy aż po radykalną prawicę.

Mentzen przyciąga

Wiece wyborcze Sławomira Mentzena, kandydata na prezydenta, od miesięcy przyciągają setki ludzi w najmniejszych miejscowościach. Lider Konfederacji przemierza kraj wszerz i wzdłuż, gromadząc zarówno wiernych zwolenników, jak i zwykłych ciekawskich, którzy chcą go zobaczyć na żywo. Wśród uczestników wiecu w Mysłowicach znalazł się również prezydent miasta — Dariusz Wójtowicz.

Nie zaskoczyła mnie jego obecność na rynku wśród tłumu, ale jego wypowiedzi pokazały, jak wielki chaos ideowy panuje w jego deklaracjach. Z jednej strony twierdzi: „Jestem prezydentem lewicy”, by za moment bez wahania dodać: „Tak naprawdę od Konfederacji nie różnimy się prawie niczym”.

Reklama

Od Castro do Morawieckiego

Jeszcze kilkanaście lat temu ten sam Dariusz Wójtowicz, jako radny, chciał postawić przed Ratuszem pomnik Fidela Castro — ikony komunizmu. Później, już jako prezydent, chętnie pokazywał się u boku polityków Solidarnej Polski, jawnie przeciwnych ideom marksizmu. Co więcej, znalazł się w komitecie poparcia Mateusza Morawieckiego, kandydata na posła z ramienia PiS, który miał zgarnąć głosy „całych Mysłowic”.

Ciekawe, co na to Robert Biedroń — współprzewodniczący Nowej Lewicy — który po ostatnich wyborach samorządowych pisał na portalu X:

Reklama

„Włocławek, Mysłowice, Rzeszów, Częstochowa, Świdnica, Słupsk, Będzin, Ostrów Wielkopolski, Wrocław, Kraków, Poznań… - dobry wieczór, lewicowa, postępowa, otwarta i europejska Polsko. Zrobiliśmy to dzisiaj.”

Wójtowicz znalazł się więc w gronie włodarzy reprezentujących otwartą, proeuropejską lewicę. Tyle że Konfederacja, do której przychyla się prezydent, prezentuje zupełnie inne wartości. Liderka tej formacji, Anna Bryłka, przyznała kiedyś: „Zagłosowałabym za opuszczeniem UE”. Z kolei Biedroń powiedział w jednym z wywiadów stwierdził: „Lewica skorzysta z każdej okazji, żeby nikt z Konfederacji nie pełnił żadnych ważnych funkcji publicznych”.

Reklama

Duże nic

I tu pojawia się Dariusz Wójtowicz z tezą, że lewica i Konfederacja „niemal się nie różnią”. Widać, że według niego wie lepiej niż wszyscy politycy razem wzięci. Tymczasem Unia Europejska to tylko jedno z wielu pól rozbieżności. Wystarczy wspomnieć o podejściu do programów socjalnych, budownictwa mieszkaniowego, edukacji, podatków, imigracji, górnictwa czy energetyki. Pomijam już kwestie światopoglądowe: stosunek do Kościoła, aborcji, praw osób LGBT. To dwa zupełnie odmienne światy. Jeśli to „nic”, to ogromne.

A co jego miejskim koalicjantem, czyli z PiS? Przecież to właśnie Konfederacja — z którą sympatyzuje Wójtowicz — rywalizuje z partią Jarosława Kaczyńskiego o prawicowy elektorat.

Reklama

Różnice są potrzebne

Sądzę, że prezydent nie tyle utożsamia się z programem Konfederacji, ile zwyczajnie zabiega o głosy jej wyborców. A przecież różnice między ludźmi to rzecz naturalna. Ludzie są różnorodni — poglądami, doświadczeniami, wartościami. I to jest dobre. Warto się różnić, ale pięknie — z szacunkiem, otwartością i ciekawością drugiego człowieka.

U Dariusza Wójtowicza jest chyba odwrotnie. Choć twierdzi, że różnic nie ma, to na inne zdanie reaguje agresją. Różnijmy się pięknie. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.

Reklama

Marcin Stroński

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości