Reklama

Starzy wyjadacze siłowni i klubów fitness mawiają, że ciężko znieść tłok na początku roku, ale zwykle trwa on nie dłużej niż do połowy stycznia. Potem wszystko wraca do normalności, a normalność w tym przypadku oznacza tyle, że na nowego, lepszego mnie, albo nową, lepszą – ją, przychodzi czekać cały rok, do początku kolejnego.

Taką moc mają noworoczne postanowienia. Choć oczywiście nie wszystkie i w nie w każdym przypadku. Ludzi systematycznych, konsekwentnych, wytrwałych wydaje się być mniej niż tych, których życiową drogę oświetla słomiany zapał.

Dlatego nie wierzę, że w zarządzaniu Mysłowicami w nowym roku coś się zmieni. Nie tylko w 2025, ale w każdym kolejnym dopóki nie zmieni się ekipa rządząca Mysłowicami. Czyli nieprędko, bo jako twardy realista, nie wierzę w cuda, szczęśliwe przypadki o sumieniu i poczuciu odpowiedzialność (zawaliłem, to zrezygnuję) nie wspomnę.

Reklama

O tym jak ważne są personalia, a właściwie charakter konkretnej persony na konkretnym stanowisku, widzę od kilku tygodni w sali obrad rady miasta. Do tej pory obrady rajców prowadził prawowity przewodniczący, znany państwu zapewne Mariusz Wielkopolan, reprezentant PiS. Prowadził, jak umiał, czyli – w mojej, choć nie tylko mojej, ocenie -słabo. Nader często pana przewodniczącego ponosiły autorytarne ciągoty do rządzenia 23 przedstawicielami mieszkańców Mysłowic, jak książę swymi wasalami. Jak pan przewodniczący nie chciał udzielić mi głosu (bo podobno zbyt dużo i często go zabieram), to nie udzielał, łamiąc przy okazji statut miasta. W nim stoi jak byk, że w każdym punkcie obrad radny ma prawo zadać niezliczoną liczbę pytań i dwa razy zabrać głos w wypowiedzi. Każde moje pytanie jednak pan przewodniczący traktował jednak jako wypowiedź, i za trzecim razem odmawiał mi przyznania głosu. Siłę łańcucha przewodniczącego rady miasta na swej szyi zaczął pokazywać zwłaszcza wtedy, gdy po jednej czy drugiej mojej wypowiedzi-pytaniu, okazało się, że są one dosyć dotkliwe dla rządzącej Mysłowicami ekipy. Podobno sprawa stała nawet na spotkaniu klubów WDM-PIS i pan przewodniczący został zobligowany, by jednak mnie w temacie zabierania głosu mocno ograniczyć. Czy mu się udało – nie wiem, bo nie pytam o jego samopoczucie i poczucie satysfakcji ze sprawowania władzy. Wiem, że na kilku sesjach z rzędu naruszył jednak statut miasta – jak pisałem wyżej.

Listopad to podobno jeden z bardziej depresyjnych miesięcy w roku. Ale na sali sesyjnej listopad zakwitł radością, lekkością, szacunkiem i poszanowaniem statutu. Tak się nieszczęśliwie dla mysłowiczan złożyło, że akurat na sesji, na której na życzenie prezydenta Wójtowicza podniesiono podatki od nieruchomości, pana Wielkopolana nie było. Nieszczęśliwie dla mysłowiczan, bo pan przewodniczący jako reprezentant gęsto usianego domami jednorodzinnymi z ogrodami południa naszego miasta, zapewne głosowałby przeciwko podwyżce podatku od nieruchomości aż o 30 proc. Ale że go nie było, głosować nie musiał, podatki przeszły jednym głosem. Być może jego.

Reklama

Obrady – bardzo spokojnie i rzeczowo prowadził pierwszy zastępca przewodniczącego rady miasta – Andrzej Dombek. Pisałem o tym wydarzeniu w tym miejscu – kilka tygodni temu. Przewodniczący Dombek prowadził obrady bardzo sprawnie i bardzo fajnie, nie nadużywając przy tym swojej władzy. Kwestia cech charakteru.

Z różnych stron posypały się pochwały. Ja osobiście gratulowałem i dziękowałem Andrzejowi za jego styl i nową jakość w sali sesyjnej. Miłych słów padło wiele, z wielu stron.

No więc… kolejnej sesji, tej grudniowej, z budżetem miasta, na której znowu Wielkopolana nie było, Dombek już nie poprowadził. Swoje kompetencje przewodniczący przekazał tym razem drugiemu zastępcy – Arturowi Buli.

Reklama

I drugi raz okazało się, że sesję można prowadzić inaczej, spokojniej, jednym słowem – lepiej.

Swoją drogą, ironizuję teraz, te nieobecności wymagały sporej odwagi przewodniczącego, bo ryzyko pokazania, że ktoś jest w tym lepszy, było spore. Przewodniczący zaryzykował, dalej ironizuję, i przegrał – teraz już całkiem na poważnie – bo okazało się, że każdy z trzech jego zastępców swe ego i poczucie władzy poskromić potrafi na tyle, że obie te sesje były szybsze, lepsze, inne. Prawie takie jak powinny być. Piszę o trzech zastępcach, bo tylu jest, ale trzeciego, mojego klubowego kolegi – Antka Zazakownego, testować nie trzeba, bo w poprzedniej kadencji jako szef rady miasta, sesje prowadził i wiadomo, że robi to lepiej niż jego następca.

Reklama

Dwie ostatnie sesje były prawie takie jak powinny być, bo na tej ostatniej, grudniowej, budżetowej, zabrakło jednej rzeczy.

Nie wiem, czy to pierwszy taki przypadek w historii współczesnej Mysłowic, czy był już po 1990 roku taki precedens, ale budżet miasta na 2025 rok został przyjęty jednogłośnie. Również my, opozycja z klubu Koalicji Obywatelskiej, wszyscy zagłosowaliśmy za. Dlaczego? Dlatego, że obecny rząd zmienił zasady finansowania samorządów i do miast, wsi i powiatów popłynie więcej pieniędzy niż zwykł przelewać PiS. Mamy więc więcej pieniędzy i naszemu miastu daje to szansę na ustabilizowanie tragicznej, finansowej sytuacji. To oczywiście, nie jest budżet idealny, nawet pobieżny rzut oka wystarczy, by dostrzec braki w wielu dziedzinach, ale jest lepszy niż ten z 2024. Przy okazji jest to budżet w całości skonstruowany przez Dariusza Wójtowicza i jego podwładnych, więc za wszystkie niedostatki, niedobory, nieopłacone (oby nie!) składki ZUS i inne, bierze odpowiedzialność tylko i wyłącznie prezydent. Ma taki budżet, jaki chciał. Bez ani jednej zmiany, ani jednej poprawki. W 2025 roku nie będzie więc na kogo Dariuszu miły zwalić winy, choć piszę to ze sporą naiwnością, bo wiem, że przy każdym potknięciu, obarczysz winą nas, radnych.

Reklama

Jednej rzeczy w tej sesji grudniowej brakło. Dobry obyczaj polityczny, w radach miast, powiatów, gmin, sejmikach i Sejmie, tak do tej pory bywało, tak do tej pory się zdarzało, że po przyjęciu budżetu, albo ważnej uchwały, prezydent dziękował za jej przyjęcie. Być może liczył się z tym (w koalicji sporo napięć i sporów), że budżetu nie dostanie. Być może nawet wolał go nie mieć, bo wtedy łatwiej winą za swe niedociągnięcia i porażki obarczyć radnych. Być może był tak zaskoczony, że języka w gębie mu brakło i nie wiedział, co powiedzieć, choć jeszcze sesję wcześniej nawoływał nas, opozycję do współpracy. Być może po prostu zabrakło, albo nigdy nie było, klasy.

Zmiana pewnych zachowań wymaga ciężkiej pracy. W średnim wieku, każdy mniej więcej wie, że przestawienie się ze starego toru na nowy raczej nigdy nie następuje od razu. Wierzę w ludzi, więc będę przy nadziei, choć nadziei w tym temacie poważny mam deficyt. Osłodzony przytaczanymi często przez poetę Antoniego Słonimskiego, słowami jego ojca, lekarza: kiedy nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie.

Reklama

Niech będą one w 2025 roku lekiem na całe zło mysłowickiego samorządu.

Krzysztof Bąk

radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/12/2024 10:49
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wystraszony - niezalogowany 2024-12-31 10:15:54


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wystraszony - niezalogowany 2024-12-31 12:53:38


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości