Dopiero co, bo w poniedziałek 8 maja, odwiedziłem las w Kosztowach znajdujący się w rejonie ulicy Dzióbka. To był jego wschodni kraniec. Generalnie rzecz biorąc, jest to północny skraj wielkiej zielonej plamy znajdującej się na południe od zabudowy. Obecnie jest to pole sporu pomiędzy leśnikami czyniącymi swoją powinność, a obrońcami przyrody. Kiedy wszystko szło najlepiej, do sporu włączyły się siły natury.
Potężne gradobicie zmiotło kilka upraw leśnych, a ponadto poharatało wszystkie drzewa. Najbardziej ucierpiały sosny. A grad to bardzo niszczycielski opad atmosferyczny, o czym wiedzą między innymi rolnicy oraz właściciele samochodów, które z różnych powodów muszą parkować pod przysłowiową chmurką.
Florystycznie szału nie ma. Sam drzewostan ma charakter boru bardzo mieszanego powstałego na bazie pierwotnego boru mieszanego. Używając określenia bór bardzo mieszany mam na uwadze obfity podrost gatunków obcych, tutaj czeremchy amerykańskiej. Ta opanowała nawet powierzchnię, na której dopiero co posadzono nowe pokolenie dębu szypułkowego. Tak to oceniam, zwracając uwagę na liczne pozostawione w drzewostanie dęby szypułkowe. Wiele z nich ma już ponad sto lat. Część jest bardzo sterana życiem, niemalże umierająca, a pomimo tego pozwala im się żyć. Jeden z takich przypadków można zaobserwować przy ulicy Dzióbka. Dąb ma prawie martwe wnętrze i bardzo wyraźną szramę wzdłuż pnia od nasady korony po korzenie. To najlepszy dowód na to, że tutejsi gospodarze nie są drzewobójcami.
Jak przystało na bór, dominującym drzewem jest tutaj sosna zwyczajna. Są drzewa dość stare, mające nieco ponad trzydzieści lat. Do tego dochodzą płaty kilkuletnich gęstw, czyli drzew dopiero co posadzonych. Wszystkie one bardzo ucierpiały wskutek gradobicia, ale na młodych rany bardzo dobrze się goją. Gorzej sprawa ma się z drzewami starszymi. Ich korony co jakiś czas gwałtownie brunatnieją, powodując śmierć drzewa. Teraz las jest często sprawdzany. Wycinane są wyłącznie rudzielce. Między innymi chodzi o to, aby zdążyć przed kornikiem. Za to wini się grad. Nie miałem okazji dokładnie obejrzeć szpilek, ale odnoszę wrażenie, że tutejsze drzewa atakuje choroba grzybowa znana jako osutka sosny. To bardzo groźny pasożyt sosen w każdym wieku. W ogrodach da się to jakoś opanować, ale w lasach nie jest łatwo. Wszak podstawowym rezerwuarem patogenu są niemożliwe do usunięcia w lesie opadłe szpilki.
Na zakończenie musimy sobie uświadomić, że gospodarka leśna rządzi się pewnymi prawami i podlega długofalowym cyklom. W dużym skrócie myślowym sadzi dziadek, ścina wnuk, a nierzadko prawnuk. Wszystko to powoduje, że przychodzi taki czas, iż ci, którzy mieszkają pod lasem, bardzo się do niego przywiązują. Moje dzieciństwo i młodość także upłynęła w pobliżu kilku różnej wielkości lasów. Te niejednokrotnie były rżnięte, a następnie odnawiane poprzez kolejne nasadzenia. Jakoś wtedy mi to nie przeszkadzało. Tak również uczyniono tutaj w Kosztowach, zalesiając ponownie dwie całkowicie zniszczone uprawy leśne. Na jednej mamy sosnę zwyczajną, a na drugiej świerka pospolitego.
Zatem dopóty, dopóki można powiedzieć – jest las, był las, będzie las, wszystko jest w porządku.
Piotr Grzegorzek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze