Firmy wodociągowe w większości polskich miast to „kury znoszące złote jaja”. Nie tylko dla ich prezesów, ale także dla gminy. Kasy tam pod dostatkiem. No, ale u nas w Mysłowicach — pewnie na zasadzie wyjątku od reguły — zamiast złotych jaj, mamy tylko zdechłą kurę, której krwawa śmierć, czyli bankructwo zbliża się wielkimi krokami.
Każdy kolejny prezes wskazany przez prezydenta rączo pchał wodociągową spółkę w kierunku przepaści. Ktoś może się oburzyć, dając przykład prezesa Zarzyckiego, który w latach 2020 i 2021 zanotował zysk, choć stosunkowo znikomy. No, ale i za niedługo on i jego kolejni następcy, regularnie wypracowywali milionowe straty. Na koniec tego roku już sięgnęły niemal 50 mln złotych przy kapitale spółki na poziomie 110 milionów. Aby więc naszą wodociągową spółkę uchronić od bankructwa, musieliśmy, to nie tylko musimy płacić najwyższe w regionie stawki za wodę i ścieki, ale i jako mieszkańcy reprezentowani przez gminę, przejąć poręczenia długów za nią i… załatwić wydłużenie spłaty pożyczek przez wodociągi do 2038 roku. Warto napomknąć, że udało się wynegocjować zmniejszenie odsetek od tych kredytów.
Jak prezydent wybiera nowych prezesów wodociągów, mogę jedynie się domyślać. Na początek w lipcu 2021 roku do zarządu trafił Jan Komaniecki, emeryt, prywatnie ojciec prezydenta Będzina. W tym samym czasie do pracy w Będzinie przeniósł się Michał Woźniczko, długoletni współpracownik Dariusza Wójtowicza. Otrzymał stanowisko w zarządzie komunalnej spółki będzińskiej. Od maja 2024 roku, po wymianie dotychczasowego składu zarządu, w jego skład powołany został Mariusz Olszówka — długoletni dyrektor ds. organizacyjnych spółki i Bartłomiej Kowalski, członek partii PiS, pochodzący z kręgów politycznych wiceprezydenta Mateusza Targosia.
Finansowe wyniki wodociągowej spółki wskazują na to, że każda nominacja prezydenta, była gospodarczą pomyłką, za którą przyjdzie nam — mieszkańcom słono zapłacić. Dla mieszkańców okolicznych miast zaś jest to powód podśmiechujek, jakby oglądali spektakl w kategorii komedii pomyłek. Dla mnie jednak i pewnie dla wielu mieszkańców jest to wielka tragedia. Zanosi się na to, że będzie szczególnie krwawa, bo nasza kura, która miała znosić złote jajka, zostanie całkowicie zarżnięta. Czemu tak uważam?
Od marca tego roku fotel prezesa spółki otrzymał od Wójtowicza Łukasz Wszołek. Od kilkunastu miesięcy dyrektor ds. technicznych, który pewnie miał zapoznawać się ze sprawami spółki. Łukasz Wszołek to były przedsiębiorca, który nie wykazał się podczas swojej działalności zdolnościami menadżerskimi. Efekty jego działalności da się zauważyć w opublikowanym w lipcu br. oświadczeniu majątkowym na początek objęcia prezesury w miejskiej spółce. Wyglądają tak:
Zobowiązania pieniężne — łącznie 5,7 mln zł. Większość zadłużenia powstała w ramach zamkniętej 15 lutego br. działalności gospodarczej — 4 957 704,14 zł, w tym zaległości wobec ZUS to 728 526,50 zł, urzędu skarbowego — 128 477,83 i PFRON 209 199,25. Ma do spłaty dwa kredyty: gotówkowy i hipoteczny — na łączną kwotę 580 604,84 zł, a zobowiązania z tytułu leasingu dwóch naczep ciężarowych wynoszą 33 185 euro (licząc po kursie 4,25 zł to 141 036,25 zł).
Jeżeli Wszołek, nomen omen podobno doktor nauk transportowych, w miejskich wodociągach powieli „sukces” swojej prywatnej firmy, to sami wiecie, jak to się skończy. Choć mogę się, być może, mylić. Bo może prezydent ma szlachetny plan udzielenia pomocy swojemu nominatowi, który tonie w długach, aby uratował prywatne finanse pieniędzmi z miejskich wodociągów? Wszak kontrakty na zarządzanie spółką to kilkaset tys. złotych rocznie.
A może…? A może plan prezydenta jest bardziej strategiczny? Na przykład planuje wreszcie sprzedać wodociągi, choćby za symboliczną złotówkę, aby nie były ciężarem dla gminy? No, ale… trzeba je najpierw doprowadzić do rzeczywistego bankructwa, w czym obecny prezes wcześniej wykazał się 100-procentową sprawnością.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Warto byłoby się także przyjrzeć karierze pana Woźniczko
Nie do wszystkich docierają takie wiadomości, a szkoda bo najwyższy czas, chociaż o tym się tylko mówi a nic nie robi, żeby ogłosić referendum w sprawie odwołania prezydenta. Czyżby w Mysłowicach wszystkim organizacjom było to obojętne? Wygląda to tak jakby była cicha umowa między organizacjami o nie wyrządzaniu sobie większych problemów, a po skończonej kadencji prezydent pewnie trafi do Rady Miasta zamiast do prokuratora.
Warto byłoby się także przyjrzeć karierze pana Woźniczko
Nie do wszystkich docierają takie wiadomości, a szkoda bo najwyższy czas, chociaż o tym się tylko mówi a nic nie robi, żeby ogłosić referendum w sprawie odwołania prezydenta. Czyżby w Mysłowicach wszystkim organizacjom było to obojętne? Wygląda to tak jakby była cicha umowa między organizacjami o nie wyrządzaniu sobie większych problemów, a po skończonej kadencji prezydent pewnie trafi do Rady Miasta zamiast do prokuratora.