Reklama

Jedna trzecia za nami

Bohatersko dobrnęliśmy do końca kwietnia, właściwie początku maja i to bardzo dobra wiadomość, bo – długi majowy weekend – zawsze dobrze robi. No, chyba że deszczowy i chłodny się zdarzy, ale ten, dzisiejszy, wczorajszy, jutrzejszy i pojutrzejszy, na zimny i deszczowy się nie zapowiada.

Gdyby stawiać prognozę pogody na majowy weekend tegoroczny, wróżąc ze sklepowych półek, to będą to dni ciepłe, pełne zapachów wiosennych zmieszanych z mocno przyprawionymi marynatami sztuk mięsa rozmaitych rozmiarów i pochodzenia. Grilli musi być dużo, sądząc po pustych, dyskontowych półkach z takim asortymentem, ale również po licznych wyprzedażach piw wszelakich, bo to tradycja ostatnich lat, sieci handlowe prześcigają się w promocjach (wyprzedażach) typu: cztery plus cztery gratis, sześć plus sześć gratis, czyli de facto osiem albo dwanaście za pół ceny.

Działać na konsumencką wyobraźnię musi to mocno, skoro wieść o takich sprzedażach, wyprzedażach roznosi się nie tylko SMS-ami i powiadomieniami ze sklepowych aplikacji, ale jest stałym tematem przedmajówkowych Polaków rozmów.

Reklama

Będzie więc pachniało grillem, będzie więc polewane piwem – klasycznym, smakowym, a może i czymś więcej, będzie więc radośnie, rodzinnie, przyjacielsko i zielono.

Zielono, bo wiosenne ponad 20 stopni, rozgościło się – mam nadzieję – nad naszym skrawkiem Europy na dobre, choć późno, bo przecież dopiero w drugiej połowie kwietnia i dzięki temu, jak pisałem, dobrnęliśmy jakoś do końcówki kwietnia, mamy za sobą jedną trzecią 2025 roku i ta majówka nam się po prostu należała jak nic. Należała nam się jak każdy inny długi weekend, jak każde inne wolne, jak każdy wiosenny i letni, słoneczny dzień.

Reklama

Słońce – prawem, a nie przywilejem, wolne – podstawowym dobrem i niezbywalnym prawem każdego z nas, szczególnie tych, którzy dobrnęli na ziemskim padole do wieku, jak zwykłem mawiać, w którym praca zaczyna w życiu przeszkadzać, i choć w życiu pracować trzeba, bo jedynie mikry procent populacji to potomkowie Trumpa czy innego Hiltona, to jednak żyć też trzeba. A jakość życia w ostatnich latach, to bodaj jedyne (poza więzami pokrewieństwa i genetyką), co łączy odległe od siebie pokolenia, różne X, różnych millenialsów, z różnymi Zetkami. Ci pierwsi, chowani w tzw. kulturze zap…, niech będzie zapieprzania, ci drudzy, raczej w kulturze: mam wszystko i nie samą pracą człowiek żyje, stykają się w tej sprawie ze sobą, jak w żadnej innej. Z tym, że młodzi raczej jakieś 20 lat wcześniej niż ci starsi.

Może to jedyne, co łączy, bo przecież żadne genetyczne więzy nie dają gwarancji łączności psychicznej, może to jedyne, co zbliża z dwóch tak odległych galaktyk, jak galaktyka TikToka i galaktyka prasy drukowanej, telewizji czy mesendżera.

Reklama

Każdej takiej majówki, każdego takiego letniego (później) dnia, wypatruję na zielonych trawnikach lasów kocyków, stad koszyków, grup myślących ssaków konsumujących to i owo, dyskutujących, grających, leżących, bo zawsze – w tej naszej środkowoeuropejskiej, posowieckiej szarości, fascynowały mnie francuskie parki, w których platany i inne drzewa mogły nawet pamiętać pierwsze lata Trzeciej Republiki, a młodzi uczący się, młodzi pracujący, pracujący w średnim wieku i ci, w jesieni życia, po szkołach, pracach i lekarskich wizytach rozsiadali się na kocach, z koszami i torbami, gromadnie, stadnie, towarzysko i konsumpcyjnie czerpiąc radość nie tylko ze wspólnego towarzystwa, nie tylko ze wspólnego jedzenia ale – pewno – i kilku jeszcze rzeczy.

To w sumie fajne, że ci goniący od rana do wieczora, czując, że bohatersko dobrnęliśmy do końca kwietnia, czy raczej początku maja, niecierpliwi wolnego czwartku (1 maja), czy środy, bo różnie to w różnych latach wypada, tę jedną trzecią roku za nami zaczynają już celebrować wcześniej, udając się rodzinnie lub przyjacielsko w różne zakątki i Polski, i Świata, co w mijającym tygodniu, od poniedziałku samego czuć było rankiem niemiłosiernie – jakoś tak szybciej i w mniejszym tłoku w porannym szczycie jechało się do pracy.

Reklama

Rankiem lżej, popołudniem gorzej, bo jednak takie kilka dni wolnego, to spore wyzwanie i konsumenckie zwyczaje Polaków regularnie skłaniają mnie do refleksji, że każda niehandlowa niedziela, że każdy czerwony czwartek czy poniedziałek, to jakby koniec świata handlowego był i nieczynnego sklepu nie dane było później otworzyć, takie trzeba zapasy jedzenia i napitków poczynić, w takich kolejkach do kas się wystać, jakby jutra miało nie być, tak jak brak w ostatnich przedmajówkowych dniach gotowych, zamarynowanych zestawów mięsa na grilla.

Polacy grillami stoją, Polacy grillami się żywią, Polacy grille organizują i – mam nadzieję – te wytłuszczone tacki, jednorazowe talerzyki, te wypalone brykiety i węgle, będą wyrzucali tam gdzie należy, a nie tam gdzie popadnie. Z tym akurat mamy, sadząc po widoku ścieżek i plaży nad stawami, jeziorami i innymi rekreacyjnymi terenami, problem poważny.

Reklama

Żeby było jasne, ja tego (grillowania) nie krytykuję, bo sam, to i owo, z grilla zjeść lubię i tę formę krzepienia ciała i ducha w dobrym towarzystwie uważam za przyjemną, krytykuję jedynie to, co w wielu przypadkach po grillowaniu, szczególnie w miejscach publicznych: absolutną obojętność, by nie powiedzieć demencję w temacie usuwania skutków tego grillowania z plaż, parków. Jakby to był jakiś problem, do tych siat pełnych kiełbas, boczków i karkówek, węgli, rozpałek i talerzyków, dołożyć jeszcze leciutki worek na śmieci, a później zabrać go, zanieść, niekoniecznie do najbliższego, małego, publicznego kosza na śmieci i najnormalniej w świecie wyrzucić.

Krzysztof Bąk

Reklama

radny Mysłowic. Były dziennikarz Co Tydzień, Dziennika Zachodniego, TVS, TVP i Polsatu News oraz Wydarzeń.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/05/2025 11:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości