Kiedy już wejdziemy w posiadanie jakiegokolwiek lokum chcielibyśmy, aby było ono zdrowe. Im więcej zapłacimy za kilkadziesiąt metrów kwadratowych, tym bardziej chcielibyśmy, aby tak było. Niestety różnie z tym bywa. Wszak nie od dziś opowiada się o patologiach deweloperów. Rzecz w tym, że problem wyboru miejsca pod budowę domu, niezależnie od tego jakich materiałów się użyje, jest stary jak cywilizacja. Nie będę sięgał zbyt daleko. Wystarczyło zerknąć do II rocznika czasopisma Przyrodnik z roku 1980 wydawanego w Tarnowie jako organ tamtejszego Towarzystwa Rybackiego.

Budowa osiedla w Chrzanowie, rok 2010
Przez cały rocznik w kilku częściach zamieszczono artykuł poświęcony zmaganiom z grzybami domowymi. W owym czasie większość domów stawiano z drewna, a wrogiem numer jeden były gatunki z rodzaju stroczek – Serpula. Grzyby te także dzisiaj są problemem i zazwyczaj rozwijają się w pomieszczeniach słabo wentylowanych. Owszem, można temu jakoś przeciwdziałać, stosując sporo chemii budowlanej, chociaż w owym czasie wybór był ograniczony. Jednakże najważniejszy jest wybór działki budowlanej. Na każdy jednak wypadek skuteczniej się postąpi, jeżeli się przy budowlach nowych wszystko usunie, co rozwojowi grzyba sprzyja. Nie należy przeto stawiać budynków na miejscach podmokłych albo bogatych w zbutwiałe lub gnijące resztki roślinne, nie odosobniwszy ich poprzednio od warstw ziemnych; nie należy używać rumowiska do wypełniania murów ani też drzewa świeżego, nie wyschniętego należycie. Do wypełniania użyć potrzeba, jak to się zresztą zwykle dzieje wyprażonego piasku albo koksu albo wreszcie jakiegokolwiek innego materiału nie zawierającego resztek roślinnych.
W tym momencie można zauważyć, że wyjątek potwierdza regułę, co widać na przykładzie Wenecji, chociaż nie wiem, jak tam wygląda sprawa z zagrzybieniem mieszkań. Niestety u nas nader często obowiązuje zasada – bagno zasypię, dom postawię. Dam dwa przykłady z Chrzanowa oraz Chełmu Małego

Serpula
Obecnie największym problemem w domach nie są zjadacze drewna konstrukcyjnego, ale te, które tworzą sporą grupę tak zwanych pleśni. Wszystkie one z jakiś sposób niszczą nasze mienie, a zarazem powodują różnego rodzaju grzybice. Generalnie pleśnie są wszechobecne. Rozwijają się na każdym możliwym do zaatakowania podłożu organicznym. Uwielbiają między innymi bogate w kazeinę tradycyjne farby klejowe. Mogą także konsumować farby emulsyjne, także te najnowszej generacji, określane jako ekologiczne. Tym samym grzyby te mogą wystąpić w prawie każdym mieszkaniu.
Zazwyczaj pleśń lokuje się w narożnikach i miejscach chronicznie zimnych i wilgotnych. Jeśli zobaczylibyśmy nasz dom w kamerze termowizyjnej, to wszędzie tam, gdzie na zewnątrz jest najzimniej wewnątrz lokują się grzyby pleśniowe. Problem ten dotyczy właściwie wszystkich. W pierwszej kolejności są to jednak zamieszkujący stare, przedwojenne budynki, rzadko remontowane, a więc często zawilgocone. W ich ścianach, a przede wszystkim stropach, stosowano mnóstwo materiałów organicznych, głównie trzciny. Na drugim miejscu są ludzie uszczęśliwieni wielką płytą. Aczkolwiek problem dotyczy głównie tych budynków, które nie zostały jeszcze ocieplone. W tych domach często rozwijają się pod przemarzającymi parapetami, gdzie zwykle znajdują się kaloryfery, wykorzystywane jako suszarnia bielizny. Nawet zwykły nawilżacz może być zwiastunem nieszczęścia. W takich domach grzyby mogą rozwijać się pod boazerią oraz odżywiać się składnikami kleju tapet.
Ciąg dalszy nastąpi. Wówczas też pokuszę się o przegląd gatunków.
Piotr Grzegorzek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze