Nominowanie do nagród to niebywałe wyróżnienie. Nawet jeśli taka nominacja nie zawsze kończy się ich wręczeniem. Na koniec roku nagrodami wyróżniamy tych, dzięki którym nasza firma, instytucja czy prowadzony projekt uzyskuje sukces. Zawsze w tym sukcesie wyjątkowy udział czy zasługi mają konkretni ludzie.
Właśnie w telewizyjnym Polsacie wyemitowana została gala finału Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Roku 2024 ogłoszonego przez Przegląd Sportowy. Spośród 25 nominowanych sportowców, czytelnicy Przeglądu oraz fani sportu swoimi głosami wytypowali najlepszą dziesiątkę, gdzie o pozycji sportowca zdecydowała ilość oddanych głosów. Przejrzyście, obiektywnie, na oczach publiczności z podaniem konkretnego sukcesu, za co sportowiec został nagrodzony statuetką. Wręczeniu towarzyszyła wielka gala i duże nagrody. Piękny obrazek.
W naszym mieście też mamy takie możliwości, by nagradzać wybitnych pracowników urzędu, jednostek gminnych czy instytucji za ich nietuzinkowe osiągnięcia.
Wprawdzie uruchamianie nagród obowiązkowe jest tylko w oświacie, z obowiązkowo tworzonego corocznie funduszu zapisanego w budżecie. Tak też i było w przyjętym budżecie na 2024 rok. Tylko przyklasnąć, jednak podejście do nagradzania różni się u nas diametralnie w porównaniu do sportowej gali Przeglądu Sportowego.
Sprawna do tej pory maszynka przydziału nagród wśród mysłowickich pedagogów zaczęła szwankować. Rozbrajana z roku na rok przez obecnych włodarzy miasta, stała się fikcją. Apogeum fikcji mogliśmy obserwować podczas przydziału nagród za ostatni rok. Najpierw powstało wielkie zamieszanie związane z odwołaniem wypłat nagród. Bo… — jak dowiódł prezes ZNP — II zastępca prezydenta Mateusz Targoś wydał nieważne zarządzenie, za aprobatą Dariusza Wójtowicza. Potem okazało się, że powołana komisja do opiniowania przedstawionych nominacji nie ma nic do gadania. Jej jedynym celem było udawanie, że w przydziale nagród uczestniczy obiektywne gremium, które po analizie wniosków w demokratycznym głosowaniu, proponuje listę nagrodzonych, którym prezydent wręczy nagrody.
Jak udawano? Na powołaną przez prezydenta komisję dotarło w regulaminowym czasie 47 wniosków o nagrody przedstawione przez dyrektorów szkół i organizacje związkowe: ZNP i Solidarność. Rygorystyczne oceny sprowadziły się jedynie do poprawności wypełnienia wniosku. Tym sposobem odrzucono 40 z nich, eliminując wnioski z takimi błędami jak… brak kodu miasta w adresie szkoły. Ni słowa o zasługach i osiągnięciach, za które takie nagrody można by przyznać.
Jeszcze gorzej było z prezydencką listą nagród dla dyrektorów szkół. Ta na komisję w ogóle nie trafiła, a jej członkowie usłyszeli tylko, że prezydent wytypował 32 nominowanych. Jakich? Trudno powiedzieć, bo mimo obietnic, do dziś członkowie komisji nie otrzymali ani listy, ani też protokołu z posiedzenia tej komisji.
Mimo takiego zamieszania przymuszony przez związkowców do uruchomienia nagród prezydent dzielnie, jak zwykle po swojemu wykonał zadanie. Przydzielił nagrody nominowanym przez siebie pedagogom i dyrektorom szkół wg własnych preferencji, nie dając szans powołanej przez siebie komisji na ich zaopiniowanie.
I tak ze swojej listy liczącej ostatecznie 37 osób (o 5 więcej niż zapowiadał), przyznał nagrody 26 dyrektorom szkół oraz 11 nauczycielom. Z nagród przyznanych nauczycielom tylko jedna ma nominację swojej dyrektor szkoły. Pozostałym nauczycielom prezydent sam przyznał nagrody, nie oczekując niczyjej opinii — nawet powołanej komisji.
Prezydent wyznaczył też nagrody nauczycielom z listy przygotowanych nominacji przez dyrektorów szkół i związkowców. I mimo iż pozytywną opinię komisji uzyskało tu zaledwie 7 nauczycieli, prezydent przyznał nagrody aż 15 pedagogom. Z całej piętnastki pozytywną opinię dostało tylko 4 pedagogów. No i co z tego, powie ktoś. To przecież konkretny prezydent, a że olewa procedury i regulaminy?
Po co zatem to całe zamieszanie z komisją, której opinii prezydent totalnie nie respektuje — ktoś inny zapyta?
Tym sposobem łącznie na nagrody wydano 208 tys. zł i wyczerpał planowany w budżecie fundusz w całości. Nagroda jednostkowa wyniosła 4 tys. złotych i została wypłacona w wigilię.
Nagrody w mysłowickiej edukacji to nie tylko przykład braku respektowania przez włodarzy obowiązujących procedur, regulaminów czy zwyczajowo od lat przyjętych zasad działania. To przykład daleko posuniętej degrengolady w mysłowickim magistracie, której nikt z urzędników nie jest w stanie się przeciwstawić. Może zatem warto brać przykład ze zwycięskich grup mieszkańców czy odpowiedzialnych za los oświaty związkowców, by zadbać o należne mieszkańcom prawa lub wręcz zapobiec prywacie, jaka toczy miejski organizm, zwłaszcza w mysłowickiej oświacie.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze