Na początek parafraza morału z bajki Jeana de La Fontaine’a „Małpa i kot”, w której małpa namawia kota, by ten wyciągał z ognia pieczone kasztany, a następnie sama je zjada: „Nieraz się sparzysz, walcząc dla zysku mocarzy”. W tym przypadku chodzi o ratowanie mysłowickiego szpitala.
Tajemnic za podjętymi działaniami w tej kwestii, które wyszły na jaw i wywołały sporo zamieszania i protestów, mamy co najmniej dwie. Pierwsza to potajemne rozmowy naszych prezydentów z jaworznickimi włodarzami w sprawie tzw. konsolidacji szpitali obu miast. Prawda – jak zwykle – wyszła na jaw w mediach lokalnych i spowodowała wielkie poruszenie i protesty wśród szpitalnej społeczności, a także w sporej części społeczeństwa miasta. Druga tajemnica to ukrywanie głównego celu spotkania pierwszej wspólnej komisji zdrowia obu miast – zwłaszcza przed radnymi Mysłowic – by przedyskutować i poinformować o propozycjach naprawy szpitali w procesie ich konsolidacji.
Okazało się, że jaworzniccy radni o wszystkim wiedzieli i zaakceptowali pomysł, w przeciwieństwie do radnych mysłowickich. Na końcu wydało się, że tak naprawdę chodziło o podpisanie listu intencyjnego, by przygotowania do procesu konsolidacji wreszcie rozpocząć. Jaworzno straciło już cierpliwość, a mysłowicki prezydent liczył, że podczas tego posiedzenia mysłowickich radnych ubierze w rolę decydentów, a co najmniej za swoich wspólników tej decyzji. Nie udało się jednak naszemu prezydentowi zrzucić odpowiedzialności na radnych.
Udało się za to ustalić skład zespołu, którego członkowie, zgodnie z podpisanym listem intencyjnym, mają rozmawiać o konsolidacji obu szpitali. Zespół został powołany, choć niektórzy jego członkowie nie mieli szans wypowiedzieć się, czy chcą w nim uczestniczyć. Zespół ma obradować 6 maja (już po przesłania do drukarni niniejszego egzemplarza CT). I tu wypadł kolejny „trup z szafy”, co zaskoczyła wielu członków zespołu. Do informacji o zwołaniu posiedzenia zespołu bowiem dołączony został wzór umowy, w której wymusza się na członkach zespołu zachowanie poufności obrad. Wygląda na to, że o tym: kiedy, jak, na jakich warunkach, na czyją korzyść a czyją niekorzyść, z jakimi zabezpieczeniami dla mieszkańców miasta, uczestnicy zespołu mają decydować… w tajemnicy. Czyli „morda w kubeł”, nawet wobec radnych, którzy w tej komisji nie uczestniczą.
Umowę mają podpisać i pilnować członków komisji, aby nie „sypali” dyrektorzy szpitali, którzy przewodniczą zespołowi. O dziwo, tym razem prezydentów obu miast nie będzie, a przynajmniej formalnie nie są wymienieni w zaproszeniu na zwołane posiedzenie. Dlaczego? Bo będzie lepiej dla naszego prezydenta, że ostateczna decyzja to odpowiedzialność zespołu, a nie prezydentów.
Trzeba zaznaczyć, że jaworzniccy radni i pracownicy jaworznickiego szpitala ufają swojemu prezydentowi. Mysłowiccy radni zaś nie mają takiego luksusu. Są postawieni pod ścianą prezydenckich manipulacji. Mają jednak świadomość, że muszą zadbać o szanse dla mysłowickiej Dwójki. I zrobią to nawet bez wsparcia swojego prezydenta, i nawet wbrew jego zamiarom, które stara się ukryć przez mysłowickim społeczeństwem i jego reprezentantami.
Z tego, co mi dziś wiadomo, to zarówno dyrektor Dwójki, jak i członkowie komisji z ramienia Mysłowic nie mają najmniejszego zamiaru ulec takim naciskom. Ustalili wspólnie, choć Wójtowicz jeszcze próbował ich namówić na posłuszeństwo. Jest zatem szansa, że te trudne z natury działania będą prowadzone przy otwartej kurtynie i to nie przez władze a społeczeństwo.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze