Nadchodzi wiosna i jeśli nawet pogoda jest w tzw. kratkę, to świeża zieleń napawa radością, poza tym w perspektywie przed nami długi i ciepły majowy weekend. Czyż to nie powód do radości? A same święta nawet traktowane świecko, choćby jako dni wolne od pracy, to przecież okazja do spotkań z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi.
Mam też życzenia dla radnych i włodarzy miasta, a także tych, którzy w wyniku wyborczych zmian na prominenckich stołkach dostali magistrackie fotele, by jako dobrze płatni urzędnicy odbyć najważniejszy zawodowy staż w swoim życiu. Przykładem takich nowych urzędników są zmiany w zarządzie miejskich wodociągów czy ZOMM-u, choć i w urzędzie miasta znalazł się kolejny nowy wicenaczelnik, taki z sąsiedztwa, oraz na chwilę zatrudniony urzędnik w kancelarii rady miasta z większymi – jak się okazało – ambicjami niż złożona mu propozycja przez mysłowickiego Mateusza, zarządzającego miastem z tylnego fotela.
A o przechodnim fraucymerze, którego przedstawicielki przemierzają czasem magistrackie korytarze z dokumentem w ręce, nie wspominam. Bo to nader osobliwe zjawisko prezydenckiej kancelarii, gdzie niezmąconej atmosfery w nauce urzędniczego rzemiosła od kilku lat strzeże domofon.
I choć efekty urzędniczej pracy są mizerne, to warto przypomnieć, że czas pędzi, a rok nowej kadencji zmierza ku końcowi, jak z bicza strzelił i niebawem znowu staniemy przed urnami wyborczymi. Warto więc stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i zadać pytania: Czy moja praca zmierza ścieżką do celu, jakim jest wypełnienie obietnic złożonych mieszkańcom na tę kadencję? Czy może ja i moi szefowie już sprzeniewierzają się danemu słowu albo – co gorsza – sprzedali je za „30 srebrników”, bo pieniądze i własne bezpieczeństwo okazały się ważniejsze niż lojalność i obietnice wobec mieszkańców?
Takiego lustra zapewne starają się unikać miejscy włodarze, bo nawyków do pokrętnych odpowiedzi na pytania radnych, zatajanie faktów o swoich działaniach czy ich zaniechaniu, a co gorsza ukrywaniu długów czy łamania ustaw, nadal się nie wyzbyli. Ba, nawet ich nie ograniczyli. Takie działania bezwzględnie wyciągnęła im niedawno kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej, dając przykłady naruszeń w wielu obszarach działania miasta.
Skoro tak, to może jednak z okazji świąt Wielkiej Nocy warto zrobić rachunek sumienia i pozbyć się tego, nie tylko świętego, ale i świeckiego grzechu?
Myślę, że świąteczny rachunek sumienia czeka też radnych rady miasta. Zwłaszcza tych z prezydenckiej koalicji PiS i WdM. Tu warto zastanowić się, czy milczące przytakiwanie i naciskanie przycisku na pulpicie sali sesyjnej, w imię tak zwanej lojalności wobec rządzących czy tzw. mniejszego zła, to działanie dla dobra mieszkańców, czy raczej przeciw ich interesowi? Czy tak zwany święty spokój, usprawiedliwiany przeświadczeniem „co ja sam mogę zrobić?”, to przypadkiem nie przewaga własnego interesu nad społecznym i sprzeniewierzenie się ślubowaniu radnego, którego treść brzmi: „Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu Polskiego, strzec suwerenności i interesów Państwa Polskiego, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny, wspólnoty samorządowej gminy i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”. Ci zaś, którzy dodali dodatkowo zwrot: „Tak mi dopomóż Bóg”, z pewnością powinni się z uchybień wyspowiadać.
Co daję w Wielkim Tygodniu pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze