Reklama

Ukradli dzieciom święto (jak Grinch?)

No i co? No i politycy skradli dziecięce święto. Mówię tak, bo II tura wyborów jest akurat 1 czerwca. To dla wielu rodziców dzień poświęcony wyłącznie dziecięcym rozrywkom i uciechom. I jak tu wybrać się z dziećmi na weekendowy Dzień Dziecka, skoro trzeba zagłosować? A głosowanie tym razem, jak nigdy, jest bardzo ważne. O zwycięstwo toczy się ostra walka. Dwa konkurencyjne marsze zwycięstwa w stolicy to jedyny taki przypadek po 1989 roku. Pamiętacie pewnie, że wówczas Polska wracała do wolności — tej prawdziwej. I wtedy też była taka mobilizacja. Z tą różnicą, że wówczas wszyscy, poza politykami i sympatykami PZPR-u, mieli już dość opowiadania, jaka ta Polska silna, a nam żyje się dostatnio. „Dostatnio” i bez szans na swobodne zwiedzanie świata, bez nowoczesnych technologii i realnej wolności. No, ale dość już o tym, bo czuję ciarki na skórze, jak myślę o tamtych czasach.

Myślę, że tym razem to kolejny sprawdzian być albo nie być demokracji w ludzkim wydaniu. Piszę tak, bo jestem pewna, że walka toczy się o ważną sprawę. A że tak jest, świadczą o tym stosowane metody działania daleko przekraczające przyzwoite czy dopuszczone prawem.

Choćby przykład naszego miasta. Kolejny wynik za wyborem Trzaskowskiego mysłowiczan powinien dawać wiarę, że większość tęskni do czasów prawdziwej demokratycznej wolności naszego państwa. No, ale mysłowiccy zwolennicy Nawrockiego, a w zasadzie PiS-u nie odpuszczają. Jeden z najwyższych urzędników naszego miasta — wiceprezydent Targoś, by wspomóc swojego kandydata, pojawił się na miejskim bilbordzie, zachęcając do głosowania na Nawrockiego. I jak się okazuje, nie tylko on. Na kolejnych bilbordach do głosowania na Nawrockiego namawiają kolejni radni zwolennicy PiS-u — dominującej w naszym urzędzie opcji rządzącej. I nie mówię tu o plakatach radnego Grzegorza Sałaty na okolicznych płotach, bo te można uznać za jego osobistą sprawę. Mam nadzieję, że tym razem Targoś nie zawłaszczył sobie miejskich powierzchni ogłoszeniowych i że zostały one wykupione? Że nie zrobi swojemu kandydatowi na prezydenta psikusa i nie zapomniał o ustawowych rygorach finansowania kampanii i zasadach rozliczania takich wydatków. Przypominam tylko, że ostatnio kandydując na radnego, dość nierzetelnie rozliczył się z wydatków na swoją kampanię i ostatecznie spotkała go spora finansowa kara. Tym razem chodzi jednak o coś więcej. Od 36 lat polskie miasta budowały swoje rządy jako samorządne jednostki państwa. Także Mysłowice. Niestety, od czasów Wójtowicza, a właściwie sprawowania władzy przez PiS, obserwuję coraz większe ich upolitycznienie. I nie o osobiste poglądy Targosia, Wójtowicza, Sałaty czy innych członków funkcyjnych naszego samorządu mi chodzi, a o to, że użycie miejskich bilbordów sprawia mylne wrażenia, że nasze miasto — czyli jego mieszkańcy — głosuje za konkretnym kandydatem — Karolem Nawrockim.

Reklama

Tymczasem te miejskie miejsca reklamowe nie do tego miały służyć. Bilbordy do miejskiej przestrzeni publicznej wprowadził prezydent Grzegorz Osyra z zastrzeżeniem radnych, że mają wyłącznie reklamować miejskie przedsięwzięcia i służyć tylko miejskim informacjom. Tę zasadę zmienił prezydent Dariusz Wójtowicz, użyczając je w kampanii Morawieckiemu.

A przecież te reklamowe powierzchnie mogłyby informować o miejscu i czasie zaplanowanych imprez z okazji Dnia Dziecka. Wszak warto byłoby wiedzieć, gdzie i co miejskie instytucje przygotowały naszym dzieciakom, by mogły świętować ten jeden, jedyny dzień w roku.

Reklama

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    A. - niezalogowany 2025-05-30 20:30:50

    Wcześniej ukradli naszym dzieciom uroczystość otwarcia szkoły na Laryszu :( i zrobili więc polityczny.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości