Reklama

Mysłowice sp. z o.o. w likwidacji?

Dariusz Wójtowicz, zgodnie z hasłem swojej kampanii wyborczej, miał zacząć rządy od wielkiej „OdNowy” Mysłowic. Zapowiadał ożywienie centrum, audyt finansów, oddłużenie, gospodarskie zarządzanie i konsultacje z mieszkańcami. Co z tego zostało?

Cóż szkodzi obiecać

Po latach obraz jest znacznie mniej romantyczny, a miasto złapało finansową zadyszkę. Budżet trafił pod nadzór Regionalnej Izby Obrachunkowej, inwestycje wiszą na obligacyjnym włosku, a w ubiegłym roku pojawiła się pożyczka przekraczająca 44 miliony złotych na zabezpieczenie wydatków oświatowych. Do tego dochodzą problemy z płatnościami składek ZUS za pracowników, zaległości wobec komunikacji miejskiej i przypadki naruszania dyscypliny finansów publicznych.

W narracji Dariusza Wójtowicza winnych można wskazać wielu: rząd, system, Polski Ład, NFZ, radnych opozycji, media, hejterów, pogodę i układ planet. Trudno jednak prezydentowi bez końca występować wyłącznie w roli komentatora cudzych błędów. Cóż jednak w kampanii szkodziło obiecać?

Reklama

Dołączenie do Katowic?

Na horyzoncie pojawia się mglisty pomysł wielkiego miasta wokół Katowic. Katowice plus najbliżsi sąsiedzi — najczęściej wymienia się w tym kontekście także Świętochłowice i Siemianowice Śląskie — jako jedna większa struktura mogłyby oznaczać dodatkowe pieniądze, większą siłę przebicia i wspólne usługi publiczne. Choć Dariusz Wójtowicz mówi o połączeniu ostrożnie, robi to już nie pierwszy raz, dając sygnał, że jest gotów do rozmów. Tyle że w ustach prezydenta Mysłowic ten temat ma smak kapitulacji opakowanej w konsultacje.

Kiedy miasto jest dobrze zarządzane, występuje z pozycji partnera. Gdy tonie w problemach, rozmowa o połączeniu z większym i silniejszym sąsiadem przypomina szukanie opiekuna. Wójtowicz przez lata miał budować Mysłowice jako samodzielny, sprawny organizm. Dziś rozgląda się za możnym protektorem, do którego można podłączyć zmęczone miasto, zanim rachunki całkiem nas uduszą.

Reklama

Skoro przez dwie kadencje nie udało się wyprowadzić miasta na prostą, a więcej kadencji rządzić już się nie da, można zacząć rozmowę o jego rozpuszczeniu w większym organizmie. Dariusz Wójtowicz tak pogrążył Mysłowice, że postawienie naszego samorządu w stan likwidacji może niedługo być ostatnią deską ratunku.

Jak przy szpitalu

Podobny mechanizm obserwowaliśmy przy szpitalu, gdy Wójtowicz szukał silniejszego partnera, bo samorząd sam nie był w stanie udźwignąć problemu. Najpierw rozmowy z Jaworznem miały być szansą na uporządkowanie sytuacji zadłużonej placówki, a potem prezydent ogłosił ich koniec, wskazując na hejt, destabilizację, nagonki medialne i polityczne wykorzystywanie tematu. Gdy dziennikarz Radia Katowice przypomniał, że była okazja naprawić sytuację zadłużonego szpitala, a rozmowy przerwano, znów usłyszeliśmy dobrze znaną melodię: winni są inni.

Reklama

Wójtowicz mówi o złych wycenach, dziwnych kontraktach i systemowym wykańczaniu szpitali powiatowych. Tyle że prezydent miasta na prawach powiatu po coś piastuje tę nieźle płatną funkcję.

Nasz włodarz ma niezwykły talent do opowiadania o własnej władzy tak, jakby stale znajdował się poza nią. Szpital? To system. Oświata? To rząd. Budżet? To radni. Krytyka? To hejt. Media? To nagonka. Prezydent Mysłowic jest gotów do rozmowy, pełen troski, ale odpowiedzialność zawsze stoi kilka kroków obok.

Ewakuacja z obietnic

Mysłowice nie potrzebują teatralnych gestów. Przydałby się nam prezydent, który ma pomysł, argumenty, otwartość na dialog i umiejętność przyjęcia odpowiedzialności. Ktoś, kto nie ucieka w kompleksy, nie dzieli mieszkańców i nie przykrywa braku decyzji opowieścią o wrogach.

Reklama

Pomysł włączenia Mysłowic w większy katowicki organizm może mieć sens, bo może oznaczać mocniejsze finanse, sprawniejsze usługi i większą siłę wobec największych polskich miast. Problem w tym, że kiepskie zarządzanie Mysłowicami przez Dariusza Wójtowicza doprowadziło nas do ściany. Jak negocjuje się z pozycji takiego słabeusza, każdy może odpowiedzieć sobie sam.

Wójtowicz nie mówi wprost, że skończmy samodzielność miasta, bo sami już sobie nie radzimy. Po dwóch kadencjach „wielkiej odnowy” prezydent zaczyna rozważać przyszłość, w której Mysłowice przestają być osobnym podmiotem. To już plan ewakuacji z własnych obietnic i postawienie Mysłowic w stan likwidacji. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.

Reklama

Marcin Stroński

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości