Śląskie legendy to nie tylko stare baśnie – to żywy zapis historii, obyczajów i tożsamości mieszkańców regionu. O ponad dwustu zgromadzonych podaniach, pracy badacza w terenie, specyfice śląskiej mowy oraz o tym, dlaczego warto pielęgnować swoje korzenie, w studiu telewizji dlaCiebie rozmawialiśmy z Tomaszem Wroną – historykiem, regionalistą, nauczycielem i laureatem prestiżowej Nagrody im. Wojciecha Korfantego.
Tomasz Wrona od lat dokumentuje dzieje Mysłowic i całego Górnego Śląska. Jako popularyzator lokalnej kultury nie tylko bada archiwa, ale przede wszystkim dociera do najstarszych mieszkańców, by ocalić od zapomnienia opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Pytany o początki swojej fascynacji śląskością, Tomasz Wrona podkreśla, że w jego przypadku nie było mowy o nagłym „zarażeniu” miłością do regionu – z tego świata po prostu wyrastał. Urodził się w Kosztowach, dzisiejszej południowej dzielnicy Mysłowic, w rodzinie silnie zakorzenionej w lokalnej tradycji.
„Jestem z tych dumnych Ślązaków. Pochodzę z rodziny, która potrafiła godzić nowoczesność z tradycją. Moja prababka chodziła w tradycyjnych kieckach ludowych, ale prowadziła sklep i jako jedna z pierwszych w okolicy jeździła własnym samochodem” – wspomina z uśmiechem gość programu.
Kluczowym momentem w jego regionalnej drodze było spotkanie z książką prof. Barbary Bazielich o śląskich strojach ludowych. Osiemnastoletni wówczas Tomasz zauważył, że w publikacji zabrakło opisu strojów z jego najbliższej okolicy, mimo że na co dzień widywał w nich jeszcze starsze mieszkanki Kosztów czy Brzęczkowic. To pchnęło go do przeprowadzenia pierwszych wywiadów terenowych. Z czasem pasja do etnografii i historii stała się jednym z najważniejszych filarów jego życia.
Owocem wieloletnich rozmów z mieszkańcami – od osób starszego pokolenia aż po młodszych reprezentantów – stał się unikalny zbiór ponad 200 lokalnych podań i legend. Wśród nich znalazły się tradycyjne historie założycielskie Mysłowic (np. o dobrym olbrzymie przeprowadzającym kupców przez brody Przemszy czy o uchodźcach po najeździe tatarskim), ale też bogaty świat istot nadprzyrodzonych.
Ponad jedną trzecią zgromadzonych opowieści stanowią podania o utopcach i utopculach – wodnych demonach, które na Śląsku przybierały bardzo różnorodne oblicza. Od złych, porywających ludzi, po życzliwe, naganiające ryby tym, którzy dbali o czystość brzegów rzek i stawów.
W zbiorze nie brakuje również motywów rozbójnickich (m.in. o słynnym Eliaszu, Pistulce czy Sobczyku, od którego nazwiska pochodzić ma tradycyjna nalewka porzeczkowa) oraz intrygujących opowieści rodzinnych. Jedną z nich jest historia o pradziadku pana Tomasza, uczestniku dawnych wojen, który został pochowany bez swoich ukochanych medali. Dopiero gdy zmarły zaczął straszyć krewnych po nocach, rodzina zmuszona była wyjść nocą na cmentarz i zakopać medale w mogile, by przodek w końcu spoczął w pokoju.
Co ważne, publikowane przez Tomasza Wronę legendy pisane są językiem, jakim posługiwało się pokolenie jego dziadków. Każde opowiadanie opatrzono specjalnym słowniczkiem, aby przypomnieć rzadkie słowa (jak skurzica – cynamon, łowięzina – wołowina, czy korzeń – ziele angielskie) oraz umożliwić lekturę osobom, które nie wychowały się w śląskiej mowie.
W rozmowie poruszono również temat współczesnej tożsamości Ślązaków oraz miejsca, jakie zajmuje w niej śląska godka. Tomasz Wrona stanowczo sprzeciwia się traktowaniu gwary jako „gorszego języka wsi”.
„Ślązaków cechuje naturalna dwujęzyczność. Przejście z języka literackiego na godanie po śląsku jest dla nas absolutnie naturalne. Używanie dwóch języków i zmiennego słownictwa zmusza mózg do większego wysiłku, co wpływa na jego efektywność” – przekonuje regionalista.
Zauważa jednocześnie, że dziś walka o śląskość wygląda inaczej niż 100 lat temu. Dawniej trzeba było bronić kultury przed germanizacją czy polonizacją, dziś głównym wyzwaniem jest postępująca globalizacja i wypłukiwanie lokalnych tradycji przez popkulturę.
Jako nauczyciel z 32-letnim stażem, Tomasz Wrona na co dzień prowadzi w szkole zajęcia z edukacji regionalnej oraz dziecięcy zespół folklorystyczny „Karolinki”. Udowadnia, że młodzież chętnie sięga po tradycję, o ile potrafi się ją przedstawić w sposób żywy i pasjonujący.
Jedną z jego najskuteczniejszych metod aktywizujących uczniów były długoterminowe projekty domowe, takie jak „Historia mojej rodziny” czy „Tradycje w moim domu”. Wymagały one od młodzieży odejścia od komputerów i przeprowadzenia szczerych wywiadów z rodzicami oraz dziadkami.
„Na początku uczniowie narzekali, ale gdy usiedli ze swoimi dziadkami, odkrywali niesamowite historie. Po latach rodzice dziękowali mi za te zadania, bo dzięki nim zdążyli spisać dzieje swoich przodków, zanim tamte pokolenia odeszły” – podsumowuje Wrona.
Rozmowa z Tomaszem Wroną jest także dostępna na antenie telewizji dlaCiebie. W kolejnych miesiącach zaprosimy także na cykl, w którym regionalista osobiście przeczyta wybrane legendy ze swojego bogatego zbioru.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze