Uchodźcy z Ukrainy zostali zakwaterowani w Mysłowickim Ośrodku Kultury w Dziećkowicach. Przyjechali z Kowela i Kijowa, rodziny z dziećmi. Cieszą się, że już są bezpieczni. Mają gdzie spać, co jeść, MOK organizuje im czas. - Chodzimy na plac zabaw przy remizie – mówi Ola, mama pięcioletniego Miszy i ośmioletniego Dańka. – Bawimy się, gramy w gry, które są w ośrodku kultury, wychodzimy na podwórko. Chłopcy ucieszyli się z wycieczki do stadniny koni Arabka.
Celina Nierodkiewicz, szefowa stadniny, wraz z wnuczką Anastazją zajęły się gośćmi. To głównie Anastazja, siódmoklasistka, zaproponowała, żeby zaprosić dzieci na konie. Inicjatywa spodobała się mamie i babci. Anastazja poprosiła o pomoc swoje dwie koleżanki Hanię Rapacz i Igę Siemek, by pomogły jej zająć się zaproszonymi dziećmi. - Bardzo ładnie tu jest – mówi Ola. – Bardzo wszyscy dbają o nas, mamy wszystko czego nam potrzeba, a teraz jeszcze taka niespodzianka, dzieci pojeżdżą na koniach.
- Daliśmy do jazdy bardzo układnego i spokojnego konia Wrotycza – mówi pani Celina. - Anastazja zajęła się prezentacją przygotowania konia do jazdy, pomagali jej bardzo chętnie i z zapałem mali goście, bo dla nich to ogromna frajda.

Dwaj piętnastolatkowie Ravel i Emil z Kijowa są zachwyceni stadniną, ich mama z młodszym rodzeństwem pięcioletnim Ramazanem i siedmioletnim Aslamem też. Młodsi chłopcy trochę się boją, ale dzielnie ustawili się w kolejce do jazdy, zachęceni przez panią Celinę i jej wnuczkę Anastazję.
- Będą tu mogli przychodzić w soboty i w niedziele – mówi Celina Nierodkiewicz. – Miło nam ich gościć w Arabce. Dzieci muszą się wyciszyć, a taką możliwość daje jazda na spokojnym koniku.
Aleksiej z Kijowa z dziećmi też przyjechał do stadniny. Bardzo im się podoba. - Córka jest chora i została z mamą. Jesteśmy bardzo mile traktowani w Dziećkowicach, ludzie są mili, pomagają, pytają czy coś jeszcze potrzeba nam, w czym jeszcze pomóc. Bardzo dziękujemy za wszystko, za każde dobre słowo i za gościnność w Polsce, tam na Ukrainie strach żyć, pani Celinie i Anastazji dziękujemy, że tak się nami zaopiekowały.
Po jeździe konnej na gości czekała jeszcze jedna niespodzianka – poczęstunek ciasteczkami, które upiekła miejscowa piekarnia „U Adama”. Państwo Nierodkiewiczowie specjalnie zgłosili się tam po ciastka, bo słyszeli, że właśnie takie dzieci lubią.
(SA)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze