Reklama

Prezydent potrzebuje motywacji

Nasz mysłowicki samorząd, a zwłaszcza jego włodarz ma niezwykle indywidualny sposób komunikowania się ze społeczeństwem. Nie zawraca nam głowy, nie marnuje czasu i bez specjalnego powodu nie zaprasza nas na spotkania. Mamy sprawę, to musimy sami zorganizować liczną grupę mieszkańców i przedstawić mu problem. I to najlepiej publicznie, bo jeśli temat ważny, to czemu nie. Wszak prezydent ma wiele zajęć i ma co robić bez zaprzątania sobie i nam uwagi.

A o tym, co robi, jak i dlaczego − informuje nas regularnie przez swoje socjal media. A jeśli ktoś się z jego pomysłami na prowadzenie miasta nie identyfikuje, czy wręcz nie zgadza, może zostać zablokowany, by nie musiał się denerwować.

Od lat zatem mieszkańcy wypracowali sobie inny, zbiorowy sposób komunikacji z naszym włodarzem. Swoje uwagi, pomysły, oczekiwania czy problemy zgłaszają podczas publicznych wystąpień przed kamerami mediów, czy na sesjach rady miasta.

Doświadczenia pokazują, że sposób jest skuteczny. Tak załatwionych spraw przez ostatnie lata było nawet sporo. To dzięki rodzicom i ich determinacji dzieci z Zespołu Szkół Specjalnych będą mogli korzystać z boiska i zadaszonej hali sportowej, która za chwilę zostanie oddana do użytku. Mimo rządowego dofinansowania została najpierw skreślona z wykonania, bo jej budowa jakoby była zbyt droga. Po proteście została uratowana. I teraz prezydent dumnie wypina pierś do orderu za to przedsięwzięcie.

Reklama

Także dzięki wielkiej determinacji mieszkańców Brzęczkowic pokazanej podczas jednej z sesji rady miasta, uratowany został „brzęczkowicki lasek”, który miał iść pod topór jako skupisko samosiejek, by na jego miejscu powstało deweloperskie osiedle. Teraz będzie początkiem historycznego traktu Trójkąta Trzech Cesarzy.

Nie inaczej skończył się protest mieszkańców ul. Partyzantów, którzy obronili swój zielony skwer, dwukrotnie zwracając uwagę prezydentowi, że zamiast budowy na nim hali magazynowej, mają na niego swój rekreacyjny pomysł.

Reklama

Natomiast dzięki sporej ilości protestujących mieszkańców w mieście obowiązuje ten sam od lat regulamin Mysłowickiego Budżetu Obywatelskiego. Pomysł prezydenckich radnych zgłoszony na jedną z ostatnich sesji, by w miejsce dzielnicowych budżetów wprowadzić jeden budżet ogólnomiejski, dzięki temu upadł. Efekt tego, to nauczka, że planowane zmiany mogą wejść w życie tylko po społecznych konsultacjach.

Ostatni protest to już nie tylko zagospodarowanie miejskiej przestrzeni, a poważny problem przedsiębiorców, który zgotował im prezes miejskiej spółki. To być albo nie być dla wielu tej ważnej dla miasta grupy mieszkańców, utrzymujących miasto z płaconych podatków.

Reklama

Otóż od niedawna powołany przez prezydenta nowy prezes wodociągowej spółki Łukasz Wszołek, umyślił sobie sposób na poprawę jej finansów. Korzystając z ustawy o tzw. rekompensatach w walucie Euro do dyscyplinowania nadmiernie spóźniających się z zapłatą przedsiębiorców, zażądał od nich takich sporych kar. Kuriozalne i niespodziewane noty obciążeniowe w wysokości co najmniej 170 zł od jednej faktury otrzymali wszyscy, których spóźnienie opłat wynosiło choćby dzień, a faktury miały wartość po kilkanaście złotych z groszowymi odsetkami. Kary naliczył za ostatnie trzy lata!

Ten „wybryk” sprowadził kilkudziesięciu przedstawicieli tej grupy mieszkańców na czwartkową sesję rady miasta. Mimo zapowiedzi protestujących prezydent nie zasiadł na sesyjnych ławach, by nie świecić oczami za swojego prezesa. Swoim sprawdzonym sposobem poinformował protestujących, że nie miał pojęcia o praktykach prezesa. Że bezdyskusyjnie je uchyla i zakazuje ich stosowania. Oświadczenie zostało opublikowane w sieci, by wszyscy – nawet ci zablokowani – mogli jej zobaczyć i usłyszeć, że prezydent otacza ludzi wielką troską.

Reklama

No cóż. Myślę, że jeśli nasz włodarz miałby czas nie tylko na spotkania podczas festynów, szkolnych akademii czy sportowych zmagań, miałby pełniejsze wyobrażenie, że miasto nie tylko żyje igrzyskami, a prezydentura to przede wszystkim praca na rzecz miasta. Mieszkańcy mają swoje problemy i oczekują ich załatwienia. I tym razem, jak się okazało, że to nie Mahomet przyszedł do góry, a góra − lokalni przedsiębiorcy − musieli przyjść do naszego Mahometa.

Myślę sobie, a co będzie, gdy ilość ludzi tworzących tę przysłowiową górę, będzie zbyt mała, żeby Mahomet − prezydent raczył ją zauważyć i się wystraszyć? Bo tylko nielicho wystraszony, zaczyna słuchać propozycji mieszkańców.

Reklama

Co daję pod rozwagę.

Grażyna Haska

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości