W mysłowickim samorządzie to nawet spokojnie nie dadzą popracować. Wydawało się, że przynajmniej szpitalowi dadzą spokój. Dyrektor tej placówki od lat radzi sobie sam, nie dopominając się należnej kasy od miasta. Pożycza, kombinuje, odkłada płatności, byle tylko nie handryczyć się z mysłowicką władzą.
No, ale gdzie tam. Niedawno nie udało im się go odwołać, ale i tak nie odpuszczają. Powodem miał być brak nadzoru dyrektora szpitala nad chirurgami, którzy rzekomo przez niedbałość doprowadzili do zgonu pacjenta. Sprawa szybko znalazła się w mediach, a Wójtowicz udawał z troską wielką tajemnicę, co do szczegółów afery. W konsekwencji za dwa tygodnie dyrektora przywrócił do pracy. Po pierwsze nie miał kim go zastąpić, bo zwalniający się z pracy zastępca nie wyraził zgody na przejęcie obowiązków, a po drugie nikt do szpitala i dyrektora nie miał zarzutów, bo pacjent zmarł po długim czasie i w innym mieście.
Tak naprawdę afera nie wypaliła. No, ale wyraźnie widać, że temat pozbycia się dyrektora nie zniknął. Dlaczego tak myślę? Bo oto niewiele ponad kwartał od zdarzeń nasi włodarze zaczęli majstrować przy zasadach działania Społecznej Rady Szpitala. Widać przeszkadzają im tam trzej członkowie, którzy krytykowali pomysł zawieszenia dyrektora. Mało tego. Skład Rady to w większości ludzie, którzy nie czują strachu przed prezydentem i jego ludźmi. Po niechlubnym incydencie zobowiązali prezydenta do uzasadnienia decyzji zawieszającej dyrektora, a także przypomnieli włodarzom, że takie decyzje powinny być opiniowane przez członków szpitalnej rady. Bo przecież nie były.
Macie pojęcie? Jak śmieli tak się szarogęsić wobec prezydentów? No to decydenci myśleli, myśleli i wymyślili, że pora wyczyścić sobie przedpole i zmienić skład rady na wyrozumiałych, potulnych członków, a nie myślących samodzielnie. Stąd na najbliższej sesji będzie głosowana zmiana zasad funkcjonowania Rady Społecznej Szpitala tak, by od teraz każdy zapis tych zasad można było wykorzystać do własnych partykularnych celów. Nowe zasady „wzbogacone” zatem zostały w zapisy ogólne i według mnie naruszające zapisy ustawy o lecznictwie.
Warto dodać, że ostatnie zmiany wprowadzone zostały z początkiem stycznia 2024 roku — pół roku przez ostatnimi wyborami. I dotąd nie przeszkadzały. Dlaczego więc teraz trzeba je zmieniać? Bo pewnie wzrosło zapotrzebowanie na kolejne synekury w mieście. Inaczej takiego ruchu nie da się wytłumaczyć.
Tymczasem dyrektor szpitala nie dość, że sam, bez szemrania sobie radzi z finansami szpitala, to jeszcze zdobył ważny dofinansowany kontrakt na stworzenie w szpitalu nowego oddziału. Zakład Opiekuńczo-Leczniczy powstanie jeszcze w tym roku z wykorzystaniem części dotychczasowych szpitalnych łóżek, sprzętów i personelu i nowych pomieszczeń. Da świeży oddech lecznicy za ponad 19 mln zł z dotowanego projektu, o który walczyło 530 placówek w kraju, który będzie służył mieszkańcom. Co też ważne, mysłowicki projekt został wybrany jako 17. z 270 wszystkich zaakceptowanych do realizacji. Jakby tego było mało, w kolejnym miesiącu dyrektor mysłowickiego szpitala zadbał o kolejne pieniądze. Otrzymał niemal 1,8 mln zł dotacji na sprzęt kardiologiczny.
Jak myślicie, ile na rzecz obu projektów, z kwoty ponad 4 mln zł potrzebnego wkładu własnego, zabezpieczyło miasto?
Zgadliście! Ani złotówki.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze