— Każda władza deprawuje — pisał w 1887 roku w liście do biskupa Creightona angielski historyk, filozof, teoretyk wolności i polityk niejaki Lord Acton. Trudno uwierzyć, żeby ta informacja, propagowana od 134 lat, nie dotarła do naszego prezydenta czy radnych. Wygląda jednak, że zamiast opierać się procesom deprawacji, skwapliwie im ulegają.
Prezydent ze skarbniczką miasta wykombinowali sposób na „wyłudzenie” z WFOŚiGW w Katowicach ok. 10 mln zł. Wymyślili, że likwidację składowiska odpadów nazwą sobie zadaniem „inwestycyjnym”, zamiast „bieżącym”. Po co? Bo pożyczka w ramach wydatków bieżących byłaby mniejsza o co najmniej 10 mln złotych. Mało tego, wciągnęli do swych machinacji radnych, którzy na marcowej sesji poparli prezydencką uchwałę jednogłośnie, mimo iż mieli wątpliwości, czy to aby na pewno inwestycja, a nie zwyczajne porządkowanie bałaganu.
Uchwała trafiła jak zwykle do RIO, która ją zakwestionowała, dopytując, co z tej inwestycji ma powstać jako dobro trwałe dla gminy? Niestety, nikt z mysłowickich władz nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to pytanie. By nie narazić się na zarzut naruszenia ustawy o finansach publicznych, prezydent obiecał RIO, że uchwałę poprawi w trybie pilnym, czyli żegnaj 10 mln.
Chciałabym ostrzec radnych, że wg mnie, prezydent sprytnie nimi manipuluje, stawiając przed nimi pod głosowanie tzw. dylematy moralne, zamiast dawać im do wyboru alternatywne rozwiązania gospodarczo-ekonomiczne, mieszczące się w zakresie obowiązującego w Polsce prawa.
A cóż to jest dylemat moralny? Nie wchodząc w szczegóły, jest to stworzenie sytuacji, w której nie ma wyboru pomiędzy dobrem a złem, tylko między tzw. gorszym czy mniejszym złem. Nazywając zatem likwidację składowiska „zadaniem inwestycyjnym”, prezydent — wg RIO — złamał prawo, ale miasto zyskałoby 10 mln zł. Jeśli by zgodnie z prawem napisał uchwałę, w której likwidację składowiska nazwałby „zadaniem bieżącym”, prawa by nie złamał, ale do kasy miasta wpłynie 10 mln zł mniej. By radnym bardziej utrudnić decyzję, ustami wiceprezydenta z PiS dołożył informację, że na zwrot tej brakującej 10-tki jest duża szansa w NFOŚiGW. Czyli będzie lepiej a nie gorzej.
Radni czy każdy inny człowiek postawiony przed takim dylematem, nie jest w stanie sobie z nim poradzić, ponieważ w naszych personalnych procesach decyzyjnych rozum spiera się wtedy z emocjami, co w rezonansowych badaniach mózgu udowodnili neurobiolodzy. Dalsze stawianie radnych przed podobnymi wyborami doprowadzi ich do pewnego rodzaju szaleństwa.
Jak się mogą bronić? To przecież oni kontrolują prezydenta i nie powinni mu pozwolić na takie uchwały, które naruszają obowiązujące prawo.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kilka informacji: na likwidację składowiska nie było przetargu a wybrano firmę drogą "negocjacji". Czy udanych? Chyba średnio bo cena wynegocjowana znacznie przewyższa ceny "rynkowe". Może lepiej było wrócić do negocjacji i zmniejszyć cenę o 10 mln bo i tak by była bardzo wysoka? Z tej opcji nie skorzystano. Po drugie pomysł prezydenta żeby koszty likwidacji składowiska na które władze Mysłowic ochoczo wydały zgodę zaliczyć do inwestycji miał też wymiar propagandowy. Od lat Mysłowice są na szarym końcu miast w których władze cokolwiek inwestują a na tle miast z którymi graniczą Mysłowice jest wręcz tragedia. Prawie 100 mln inwestycji to sukces w tabelkach i statystykach. Niby nic się nie zmieni ale w propagandzie zmieni się wszystko. I trzecia sprawa radni. Niby uczeni ludzie, przewodniczący rady miasta wszędzie podkreśla swoje doświadczenie i wiedzą a takie rzeczy puszczają? W końcu prezydent może im i cyrograf podsunąć a oni nie muszą wszystkiego "klepać". Od lat tragedią w Mysłowicach jest darcie szat i tragiczne wybory. Kiedy będzie normalnie? W innych miastach jakoś się udaje. To nie kwestia dobra i zła, łamania prawa wobec wyższej konieczności a sumiennej pracy na każdym wcześniejszym etapie. Kto wie, może jakby był przetarg to by cena była 60 mln i by dotacji starczyło bez topienia miasta w długach?
Tylko kto miałby zmusić Wójtowicza do przetargu. Radni tylko biadolą i udają, że nie ma innego wyjścia. liczą na to że ludzie im uwierzą że oni nic nie mogą. A to bzdura. Nie tylko mogą, ale i biorą pieniądze za pilnowanie naszych spraw. Natomiast to co opisuje Haska, to zwykłe oszustwo, za które powinni wszyscy: radni i prezydenci ze skarbniczką odpowiadać przez sądem. Toż to zwykły zamiar wyłudzenia, za które zwykłe osoby ze świata biznesu i zwykłe złodziejaszki idą do więzienia. Kreatywna księgowość w firmach jest przestępstwem. Myślicie, że w samorządzie panują inne standardy? Nie sądzę. Pomijam już powód dla którego Wójtowicz wymyślił "negocjacje" . Tym też powinny zająć się służby. Widać z tego, że w radzie miasta mamy 23 Piłatów, którzy umywają ręce zamiast wydać konieczne decyzje i sprawą zainteresować służby. Smutne.
Kilka informacji: na likwidację składowiska nie było przetargu a wybrano firmę drogą "negocjacji". Czy udanych? Chyba średnio bo cena wynegocjowana znacznie przewyższa ceny "rynkowe". Może lepiej było wrócić do negocjacji i zmniejszyć cenę o 10 mln bo i tak by była bardzo wysoka? Z tej opcji nie skorzystano. Po drugie pomysł prezydenta żeby koszty likwidacji składowiska na które władze Mysłowic ochoczo wydały zgodę zaliczyć do inwestycji miał też wymiar propagandowy. Od lat Mysłowice są na szarym końcu miast w których władze cokolwiek inwestują a na tle miast z którymi graniczą Mysłowice jest wręcz tragedia. Prawie 100 mln inwestycji to sukces w tabelkach i statystykach. Niby nic się nie zmieni ale w propagandzie zmieni się wszystko. I trzecia sprawa radni. Niby uczeni ludzie, przewodniczący rady miasta wszędzie podkreśla swoje doświadczenie i wiedzą a takie rzeczy puszczają? W końcu prezydent może im i cyrograf podsunąć a oni nie muszą wszystkiego "klepać". Od lat tragedią w Mysłowicach jest darcie szat i tragiczne wybory. Kiedy będzie normalnie? W innych miastach jakoś się udaje. To nie kwestia dobra i zła, łamania prawa wobec wyższej konieczności a sumiennej pracy na każdym wcześniejszym etapie. Kto wie, może jakby był przetarg to by cena była 60 mln i by dotacji starczyło bez topienia miasta w długach?
Tylko kto miałby zmusić Wójtowicza do przetargu. Radni tylko biadolą i udają, że nie ma innego wyjścia. liczą na to że ludzie im uwierzą że oni nic nie mogą. A to bzdura. Nie tylko mogą, ale i biorą pieniądze za pilnowanie naszych spraw. Natomiast to co opisuje Haska, to zwykłe oszustwo, za które powinni wszyscy: radni i prezydenci ze skarbniczką odpowiadać przez sądem. Toż to zwykły zamiar wyłudzenia, za które zwykłe osoby ze świata biznesu i zwykłe złodziejaszki idą do więzienia. Kreatywna księgowość w firmach jest przestępstwem. Myślicie, że w samorządzie panują inne standardy? Nie sądzę. Pomijam już powód dla którego Wójtowicz wymyślił "negocjacje" . Tym też powinny zająć się służby. Widać z tego, że w radzie miasta mamy 23 Piłatów, którzy umywają ręce zamiast wydać konieczne decyzje i sprawą zainteresować służby. Smutne.