Miasto znowu zapowiada działania na terenie dawnej kopalni Mysłowice. Ach! Cóż się to ma nie dziać. Nowoczesne przestrzenie miejskie, centrum usług społecznych, śląski dom kultury, interaktywne muzeum I Powstania Śląskiego. Brzmi dumnie niczym zwiastun filmu poważnego reżysera z gwiazdorską obsadą.
Przez blisko dwadzieścia lat od zakończenia fedrowania czasami coś rzeczywiście działo się na terenie kopalni Mysłowice. Jednak głównie… na planie filmowym, bo ruiny kopalni „zagrały” już w „Czarnym młynie” – filmie science fiction dla dzieci, gdzie znika świat dorosłych i pojawiają się niewytłumaczalne zjawiska, a jeszcze wcześniej pojawiły się w „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy o sprawie słynnego Wampira z Zagłębia, seryjnego zbrodniarza grasującego w latach 60. Zatem póki co, kopalnia radzi sobie w kinie lepiej niż w miejskich strategiach.
Trudno się dziwić reżyserom. Opuszczone, monumentalne zabudowania, atmosfera niedopowiedzenia, aura katastrofy – idealna scenografia. Brakuje tylko planszy z napisem: „Film oparty faktach autentycznych”. Bo w historii zamkniętej mysłowickiej kopalni mamy zagadkę, napięcie i długie oczekiwanie na finał.
Tymczasem w całkiem realnym świecie kopalnia przestała fedrować niemal dwadzieścia lat temu. W kampanii samorządowej 2018 roku temat zagospodarowania byłej KWK Mysłowice stał się jednym z głównych wątków. Ze strony Dariusza Wójtowicza padały obietnice, roztaczano wizje nowego serca miasta, mówiono wręcz o odnowieniu centrum miasta. Minęło siedem lat, poza pilnowaniem dobytku przed złomiarzami i utratą milionowych wpływów podatkowych niewiele się działo. A miasto… znowu zapowiada.
W 2021 roku w atmosferze poważnego sporu na sesji rady miasta przejęto część terenów od Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Prezydent bezpardonowo atakował ówczesnych radnych, na czele z profesorem Jackiem Szołtyskiem, bo domagali się konkretnych informacji na temat dalszych planów urzędu miasta. Z dzisiejszej perspektywy widać, że miasto poza szumnymi zapowiedziami nie miało planu działania co zrobić z terenem, a obiekcje ówczesnych radnych były całkiem słuszne.
Minęły ponad cztery lata. Efekt? Mieszkańcy zobaczyli głównie kolejne koncepcje, wizualizacje i cytaty o „fundamencie przyszłości”. Wyburzono kilka starych budynków na terenie dawnej gruby, jednak realnych inwestycji wciąż brak. Przetargi mają ruszyć w 2026 roku – czyli, jeśli trzymać się filmowej narracji, jesteśmy w kolejnym sezonie mysłowickiej wersji “Mody na sukces”.
Kampanie wyborcze, medialne gesty i zapowiedzi setek milionów złotych, które „czekają na wykorzystanie”. Wszystko to składa się na fabułę, w której napięcie rośnie, ale akcja stoi w miejscu.
Rewitalizacja terenów pogórniczych to nie film science fiction. To żmudna, wieloletnia praca: planowanie, decyzje, odpowiedzialność. Katowice, Zabrze, Rybnik, Wałbrzych czy Gliwice udowodniły, że można zamienić poprzemysłowe ruiny w żywe miejskie przestrzenie. Tam jednak ktoś w końcu krzyknął: „Akcja!” – i kamery ruszyły.
Zazwyczaj proces ten nie był łatwy, bo władze wymienionych miast musiały rozwiązać problemy prawne, oczyścić teren, stworzyć koncepcję, pozyskać środki. Jednak taki proces od pomysłu do całkowitej realizacji zamykał się w 10 latach. U nas po 2 dekadach od zakończenia pracy KWK Mysłowice i 7 latach kadencji Dariusza Wójtowicza mamy kolejne zapowiedzi ze strony urzędu miasta.
W Mysłowicach dawna kopalnia wciąż najlepiej sprawdza się jako plan zdjęciowy, jednak mieszkańcy czekają aż tereny pokopalniane w końcu wypięknieją, a centrum Mysłowic odzyska swój blask. To oczywiste, że mysłowiczanie nie chcą kolejnych zwiastunów nudnego tasiemca, którego końca nie widać. Czy doczekamy się w happy endu? Obawiam się, że ta mysłowicka opera mydlana jeszcze trochę potrwa, bo reżyserowi i obsadzie daleko do czołówki gwiazd. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze