To już ostatni z felietonów analizujący cechy miasta, którym fajnie się mieszka, według ChataGPT. Po bezpieczeństwie, zdrowiu, edukacji, transporcie, kulturze, środowisku, przyszedł czas na gospodarkę, estetykę i społeczne zaangażowanie.
Gospodarka głupcze
To słynne hasło z kampanii wyborczej Billa Clintona, gdy kandydował on na prezydenta USA. Podobnie można powiedzieć o samorządzie. Jeśli w gospodarce się układa, a kasa miejska się zapełnia, to udaje się realizować inwestycje i udogodnienia na rzecz mieszkańców. Gdy finanse dają radę nieźle ma się kultura, środowisko, czy estetyka.
Niestety Mysłowice od mniej więcej 20 lat trapią poważne problemy budżetowe. Kolejni prezydenci zaciągają kredyty, emitują obligacje, zmagają się w brakami w miejskim sejfie, a bywało, że do ich gabinetów pukali komornicy. Wciąż Mysłowice balansują na granicy wypłacalności, mają setki milionów długów, nie płacą na czas za transport w Metropolii, bywało, że zagrożone były wynagrodzenia zatrudnionych przez urząd.
Choć bezrobocie w Mysłowicach sięga 4% i sporo przekracza to w Katowicach, to jednak niewielkie odległości między miastami, nie czynią z tego większego problemu.
Gorzej sytuacja wygląda w przypadku lokalnych przedsiębiorców. Przechodząc przez centrum miasta widać sporo pustych lokali, kampania w mediach miejskich chyba niestety na niewiele się zdała. Wiele rodzinnych sklepów, poza korporacyjnymi sieciówkami przestało działać. Przez ostatnie lata nie pojawili się też u nas więksi inwestorzy. A przecież to właśnie biznes, płynące z niego podatki, najmocniej wspierają budżety samorządowe. Nasi włodarze, aby wydostać miasto z kłopotów powinni pomyśleć przede wszystkim o tym, jak sprowadzić na teren Mysłowic nowe firmy.
Estetyka
Choć widać, że z zewnątrz odnowiono część kamienic, mimo to jednak architektura i estetyka, to boląca pięta achillesowa naszego miasta. Brzydkie, podrapane i szare budynki zdecydowanie nie przyciągają oka. Pseudokibice dwóch śląskich klubów Ruchu i Gieksy, walczą ze sobą niszcząc przestrzeń publiczną bazgrołami, co zdecydowanie nie pomaga w utrzymaniu ładnego wyglądu elewacji.
Sam Rynek od dawna odstrasza jedną najbrzydszych na Śląsku, a może i Polsce, konstrukcją. Zardzewiały Rurapark wywołuje grozę już od ćwierć wieku i nie ma na niego mocnych. To wręcz symbol „niedasismu”, z którym zmagają się kolejne władze Mysłowic.
Brakuje u nas też ładnych, nowoczesnych budynków, które mogłyby cieszyć oko. A tyle było zapowiedzi na temat rewitalizacji terenów po dawnej KWK „Mysłowice”...
Obywatelsko
Mamy w Mysłowicach wiele aktywnych osób, które chcą działać i mają głowy pełne pomysłów. Niestety obecne władze uważają, że pozjadały wszystkie rozumy i wspierają przede wszystkim tych, którzy chwalą obecnego prezydenta. Tymczasem miasto powinno być otwarte na różnorodne inicjatywy. Czerpanie z energii społecznej wielu osób, daje szansę na stworzenie lepszej przyszłości.
Aby było lepiej
Czy Mysłowice są więc fajnym miejscem do życia? Mamy chyba wszystkie możliwe atuty, by tak właśnie się stało. Wspaniałe zielone tereny, niezwykłą historię, zaangażowanych mieszkańców. Niestety mamy też dość narcystyczną władzę miasta, która zamiast pomagać, to jakby hamuje, wstrzymuje, zarządza się siłowo. Usuwa się niesprzyjających prezydentowi ludzi, nie słucha się tych, którzy myślą inaczej. To duży błąd. A wystarczy po prostu słuchać mieszkańców, a na pewno Mysłowice będą może nie idealnym, ale z pewnością lepszym, fajniejszym miastem i to nie tylko według ChataGPT, ale według mysłowiczan. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niestety na Powstańców 1 taki tekst nie ma szans na zrozumienie. Nawet sztuczna inteligencja nie daje rady niestety.
Niestety na Powstańców 1 taki tekst nie ma szans na zrozumienie. Nawet sztuczna inteligencja nie daje rady niestety.