Okres urlopowy w pełni, a tu robota do zrobienia. Od 1 lipca kolejna podwyżka minimalnego wynagrodzenia i choć to zaledwie 110 zł miesięcznie, to wbrew pozorom dla wielu przedsiębiorców nie jest bez znaczenia, bo trzeba na to znaleźć kolejne pieniądze. I to nie tylko na wypłaty, bo i na należny od podwyżki ZUS. Krótko mówiąc, trzeba zasilić kieszeń pracownika i podciągnąć rządową kasę.
To jednak nie wszystkie daniny nakazane przedsiębiorcom przez naszych premierów i ministrów, przeforsowane przez rządową większość w sejmie. W ub. piątek sejm uchwalił zmianę do ustawy o podwyższonym odpisie na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych w firmach. Jeszcze w tym roku od stycznia na ten fundusz trzeba będzie dołożyć sporo kasy i wypłacić pracownikom wyższe zwroty za „wczasy pod gruszą”. Super, nie?
Tylko bukować hotele i korzystać z rządowego planu na przypodobanie się wyborcom. Oczywiście myślę tu raczej o członkach załóg niż o zwykłych przedsiębiorcach. Bo ci ze spółek skarbu państwa sobie poradzą. A jak poradzą sobie z tymi podwyżkowymi pomysłami samorządy? Jak poradzi sobie w tym wszystkim nasz mysłowicki magistrat?
Jak zwykle – długi, długi, długi
Wprawdzie podwyżka minimalnych pensji o 110 zł miesięcznie czeka w naszym mieście tylko pracowników oświaty, MZOPO i MOPS, bo magistraccy urzędnicy już w styczniu dostali po 590 zł, czyli całą pulę przewidzianą na podwyżkę minimalnych pensji w tym roku, ale to i tak spory wydatek.
Co do miejskich spółek, sytuacja jest właściwie jasna, bo opłaty za wodę i ścieki wzrosły już w lutym, a opłaty za śmieci - to zmartwienie gminy, która na cito wysyła spółce kolejne pieniądze kosztem innych wydatków i jednostek gminnych, a potem… coraz większe długi. Wprawdzie nasz prezydent liczy na wsparcie z rządu, bo obietnice są, a taki precedens miał już miejsce w ub. roku. Wtedy dostaliśmy 19 mln na zapchanie budżetowej dziury. Teraz musiałoby być więcej, bo i dziura jest większa. Poza tym, podobno czekamy na zwrot wydatków jakie w ub. roku ponieśliśmy na budowę ścieżek rowerowych.
To chyba jednak wszystko na co możemy liczyć, bo pomysłów na zwiększenie dochodów budżetowych, poza bezsensownym pomysłem na wyprzedaż gminnego majątku, czy obniżenia wydatków raczej brak.
A co można jeszcze zrobić?
Wziąć przykład z sąsiadów, którzy np. szukają oszczędności w koniecznych wydatkach komunalnych. Jak oni skorzystać z bezzwrotnej dotacji do remontów czy tworzenia nowych mieszkań o niskim czynszu i wysokim standardzie w ramach rządowego programu Mieszkania Komunalne. Z tegorocznej transzy skorzystało już 5 miast Metropolii na łączną kwotę ponad 13,2 mln złotych. Są to: Chorzów, Katowice, Łaziska Górne, Mikołów i Tychy.
Warto też też pomyśleć o pełnym zwrocie z Zus-owskich funduszy do żłobkowych opłat. Teraz dostajemy zwrotu 250 złotych na dziecko, a możemy mieć całe 400. Wprawdzie to zaledwie kilkaset tysięcy rocznie, ale ziarnko do ziarnka...
Pewnie takich umykających czy straconych okazji do zwiększenia gminnych dochodów, czy ograniczenia wydatków, jest więcej. Jak np. pilotażowy program budżetu zadaniowego, który dotyczy oświaty i skorzystamy z niego już w 2024 r.
Ale cóż. Polska to dziwny kraj. Rząd ostatnio zwiększył budżet na swoje utrzymanie, a przedsiębiorców i samorządy inteligentnie kroi na grubą kasę. Nie chcę oceniać rządu, ale my – tu na dole – musimy sobie jakoś radzić, aby przetrwać do czasu, kiedy nastanie lepszy gospodarz. A ja tylko usiłuję podpowiadać, jak to zrobić.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze