Moi Drodzy Mysłowiczanie! Doczekaliśmy się. Wiosna wjechała do naszego miasta może nie „autostradą marzeń”, ale tradycyjnie – przez dziurawe drogi i z lekkim poślizgiem. Wielkanoc to czas cudów, więc i ja, Wasza naczelna malkontentka i tropicielka magistrackich absurdów, postanowiłam na te kilka dni schować pióro „nasycone narzekaniem” do szuflady. Nawet jeśli ta szuflada, podobnie jak niektóre miejskie inwestycje, domyka się tylko „teoretycznie”.
Zacznijmy od Was, mieszkańcy. Życzę Wam przede wszystkim świętego spokoju. Żebyście przy wielkanocnym żurku nie musieli zastanawiać się, czy kolejna obietnica remontu Waszej ulicy nie rozpłynie się szybciej niż majonez na słońcu. Życzę Wam, byście w te święta poczuli, że Mysłowice to nie tylko punkt na mapie między Katowicami a Jaworznem, ale dom, który – choć wymaga generalnego remontu – wciąż ma duszę. Niech te święta będą jak dobrze posiana rzeżucha: niech rosną w Was nadzieja i cierpliwość, bo obie są nam tu, nad Przemszą, potrzebne w dawkach hurtowych.
A teraz czas na drugą stronę barykady. Panie Prezydencie, Szanowni Radni – do Was też kieruję ciepłe słowo, choć pewnie wolelibyście dostać ode mnie kartkę z rezygnacją niż życzenia. Życzę Wam „wielkanocnego oświecenia”. Niech ten czas zadumy sprawi, że zamiast w tabelki w Excelu i PR-owe posty, spojrzycie czasem w oczy pasażerowi czekającemu na spóźniony autobus. Życzę Wam odwagi w przyznawaniu się do błędów – to w polityce rzadsze niż biały kruk, a przecież Wielkanoc to czas odrodzenia i nowego początku. Może więc warto zmartwychwstać jako włodarze, którzy słuchają, zamiast tylko pouczać?
Dla wszystkich nas mam jedno życzenie: obyśmy po świętach obudzili się w mieście, w którym jedynym „jajem”, jakie nam robią władze, są te malowane, leżące na świątecznym stole.
Wesołego Alleluja, Mysłowice! Odpocznijcie od moich narzekań. Bo ja, po lanym poniedziałku wrócę na swoje z góry upatrzone pozycje.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze