Sala sesyjna to szczególne miejsce. U nas jest ostatnio mocno oblegane. Poza urzędnikami, którzy z obowiązku muszą zasiąść na sali obrad, pozostałe miejsca licznie wypełniają mieszkańcy. Czyżby toczące się tam debaty były tak interesujące? Wątpię. Od kilku miesięcy mieszkańcy przychodzą na posiedzenia komisji czy sesji, by przekazać włodarzom miasta swoją dezaprobatę wobec ich pomysłów. W zasadzie powinnam powiedzieć, że przychodzą zaprotestować czy zażądać zmiany podjętych decyzji, które ich zdaniem są szkodliwe, a przynajmniej mijają się z logiką działania.
Dlaczego właśnie tu schodzą się mieszkańcy? Od kilku lat to jedyne miejsce, gdzie można zastać przedstawiciela miejskich władz, by przekazać mu oczekiwania miejskiej czy dzielnicowej społeczności. Tu mogą liczyć tylko na obecność któregoś z wiceprezydentów, bo o spotkaniu na sali obrad prezydenta Dariusza Wójtowicza można tylko pomarzyć. Nie ma takiej opcji, choć większość mysłowickiej społeczności wynajęła go za niebotyczną kasę na włodarza miasta, który powinien dbać o jej interesy i wygodę życia w mieście. Tymczasem prezydent od lat jest nieosiągalny dla przeciętnego mysłowiczanina. Ktoś mógłby skwitować, widać ma ważniejsze sprawy do załatwienia niż marnotrawienie czasu na wysłuchiwanie utyskiwań mieszkańców!
To, że nie bywa na komisjach czy sesjach to jedno, a jeśli już - to na chwilę. Dawno zlikwidował też cotygodniowe przyjęcia mieszkańców, którzy mogli pożalić się na urzędników, na przewlekłość prowadzonych spraw, czy wręcz przekonać go, że to jego – mieszkańca, sprawa jest najbardziej pilna ze wszystkich mu zgłoszonych. Do przeszłości należą też tradycyjne spotkania z mieszkańcami w konkretnych dzielnicach, na których byli informowani o pomysłach czy decyzjach dotyczących danej dzielnicy.
Obecny prezydent, by mieć święty spokój i by mieszkańcy nie przeszkadzali mu w pracy, przy drzwiach do prezydenckiego gabinetu zainstalował domofon. Nawet tak popularne w internecie prezydenckie lajvy raczej nie dawały wielkich szans na złożenie skargi czy skuteczne oprotestowanie przez grupę mieszkańców podjętej decyzji. No może jeszcze prezydenckie festyny dają szansę nielicznym na spotkanie z prezydentem, ale przyznacie, że to nie miejsce na zgłaszanie dzielnicowych problemów.
I pewnie nikt z mieszkańców nie miałby pretensji do prezydenta o potrzebę spokoju w pracy i odpoczynku po wyczerpującym tygodniu, gdyby podejmowane decyzje zgadzały się z ich oczekiwaniami, zapewniały im bezpieczeństwo, były sensowne i naprawdę potrzebne. A tu nie dość, że wyskakują jak „diabeł z kapelusza”, to jeszcze najczęściej trafiają do nich w ostatniej chwili, tzw. psim swędem.
Przykłady takich decyzji to choćby pomysł na wycinkę drzew, w tym pięknych lip, by przebudować ulicę Zielnioka. Informacja o wykonanym projekcie przebudowy i wycinki niemal w ostatniej chwili przywiodła na salę sesyjną kilkunastu mieszkańców tej ulicy na obrady komisji gospodarki. Złożyli protest przeciw wycince i skrytykowali pomysł przebudowy. W tym dniu nie byli odosobnieni. Inna grupa, tym razem z Piasku, przyszła przypomnieć prezydentowi, że od lat nie zadbał, by zabezpieczyć ich ogrody działkowe przed zalaniem, bo podczas ostatniej ulewy znowu ponieśli niebotyczne straty. Nie pierwsza to ulewa, która ich dotknęła, więc był czas na reakcję wcześniej – twierdzili. Inni działkowcy - z Huty Rozalii, chcieli pomocy przy uporządkowaniu okolicznych leśnych dróg, którymi nikt z władz się nie interesuje. Myślę, że pamiętacie też, jak z początkiem tego miesiąca liczna grupa pracowników oświaty i administracji protestowała przed zafundowaną im przez wiceprezydenta Targosia redukcją zatrudnienia - też bez wcześniejszych uzgodnień czy zapowiedzi, że takie decyzje będą konieczne.
Podobnych przykładów można by przytoczyć więcej z niedalekiej przeszłości i to z wielu stron naszego miasta. To ostatnio częsta i jedyna forma dialogu pomiędzy mieszkańcami a władzą. Czyżby czekał nas czas upominania się o nasze prawa i przypominania o podstawowych obowiązkach włodarzy miasta wobec nas – wyborców?
Myślę, że pora znaleźć sposób na to, by wynajęty przez nas prezydent zaczął wypełniać obowiązki, za co przecież wszyscy mu sowicie płacimy.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nasz włodarz woli na rolkach jeździć niż słuchac obywateli
Boi się dyskusji na argumenty, bo ma mało co do powiedzenia. Łatwo się denerwuje, a wtedy wychodzi jego prawdziwe "ja". Jego wyuczony zasób słów jest skromny i wtedy posiłkuje się się słowami zwyczajowo kierowanymi do dzieci-brzydko się pan zachowuje, pani jest niegrzeczna, nieładnie tak mówić, itp. Wygrał wybory, więc może mieć wywalone na radnych czy mieszkańców oraz ich inicjatywy, bo akolici zawsze go poprą. Dlaczego? Bo bez niego są nikim!
Nasz włodarz woli na rolkach jeździć niż słuchac obywateli
Boi się dyskusji na argumenty, bo ma mało co do powiedzenia. Łatwo się denerwuje, a wtedy wychodzi jego prawdziwe "ja". Jego wyuczony zasób słów jest skromny i wtedy posiłkuje się się słowami zwyczajowo kierowanymi do dzieci-brzydko się pan zachowuje, pani jest niegrzeczna, nieładnie tak mówić, itp. Wygrał wybory, więc może mieć wywalone na radnych czy mieszkańców oraz ich inicjatywy, bo akolici zawsze go poprą. Dlaczego? Bo bez niego są nikim!