Reklama

Deszcz, Przemsza i worki z piaskiem

Znowu intensywne deszcze i powtarzające się ryzyko podtopionych ulic, do tego worki z piaskiem przy ul. Kaczej i nerwowe obserwowanie poziomu Przemszy. Niestety na razie — poza tymi workami z piaskiem i szybką reakcją strażaków — niewiele się zmienia. Czy Mysłowice mogą cokolwiek zrobić, żeby ograniczyć potencjalne powodzie i podtopienia?

Dlaczego rzeka zalewa?

Powód jest znany, choć jednocześnie trudny do rozwiązania. Koryto Przemszy w rejonie Mysłowic bywa miejscami zamulone i zarośnięte. Gdy przychodzą intensywne opady, woda nie mieści się w korycie, wały są stare i nieszczelne, a woda szuka ujścia tam, gdzie najłatwiej: na pobliskie ulice i podwórka. Cała woda spływa kanałami i rowami prosto do rzeki — i rzeka nie nadąża jej przyjąć. Sytuacja powtarza się od dawna z różnym natężeniem.

Nie pomaga też zmieniający się klimat. Coraz częściej nie mamy drobnego deszczu przez tydzień, tylko duże ulewy w godzinę. Gleba i system kanalizacji nie radzą sobie z takim nawałem. Z kolei powtarzające się susze utwardzają koryta rzek, przez co woda nie chce się wchłaniać i wylewa, szczególnie w słabiej zabezpieczonych miejscach.

Reklama

Co miasto może zrobić?

Przede wszystkim — naciskać Wody Polskie. To ta instytucja odpowiada za wały i koryta rzek. Samorząd nie może samowolnie pogłębić rzeki, jednak powinien interweniować, pisać, przypominać i nagłaśniać problem. Ważne są dowody: zdjęcia, raporty, pomiary, a także spotkania z wojewodą i innymi decydentami.

Drugi krok to działania lokalne, które nie wymagają wielkich inwestycji, ale rozkładają wodę w terenie. Chodzi o tzw. małą retencję — czyli wszystko, co zatrzymuje deszcz tam, gdzie spada. To mogą być małe zbiorniki w parkach, stawy retencyjne, mokradła, rowy chłonne. Nawet ogród deszczowy przy szkole czy urzędzie działa jak gąbka.

Reklama

Miasto może też wprowadzić program dla mieszkańców — dopłaty do beczek na deszczówkę, zielonych dachów czy przepuszczalnych nawierzchni. Każda kropla wody, która nie wpadnie do kanalizacji, to mniej stresu o Przemszę.

Tereny zielone — naturalne wały

Nie zawsze najlepszą ochroną są betonowe zapory. Eksperci od dawna przekonują, by zostawić naturze miejsce, gdzie rzeka może się rozlać. Zamiast budować domy i parkingi tuż przy brzegu, lepiej stworzyć tereny zalewowe. Trudno to zrobić przy ulicy Kaczej, jednak mokradła, starorzecza i łąki wzdłuż Przemszy mogą przejąć nadmiar wody. Tam woda niech się rozlewa powoli, nie niszczy dróg ani domów.

Reklama

Jak wspierać mieszkańców?

Nie każdy wie, jak się przygotować na ulewy i wysoką wodę. Miasto może pomagać: wysyłać SMS-y o zagrożeniu, szkolić, jak zabezpieczyć piwnicę, rozdawać worki na piasek jeszcze przed kryzysem.

Warto też pamiętać o edukacji: tłumaczyć, dlaczego nie warto zalewać całego podwórka kostką, jak sadzić rośliny, które wchłoną więcej wody, dlaczego beczka na deszczówkę to nie tylko oszczędność, ale i bezpieczeństwo.

Z czego skorzystać?

Na takie działania są pieniądze — z funduszy unijnych, z programów NFOŚiGW („Moja Woda”), z Regionalnego Programu Operacyjnego. Potrzebny jest tylko dobry plan i współpraca — z Wodami Polskimi, strażą pożarną, organizacjami społecznymi i mieszkańcami.

Reklama

Deszczu nie zatrzymamy - ale możemy się do niego przygotować

Worki z piaskiem to tylko plaster na otwartą ranę. Potrzebne są remonty wałów, czyszczenie koryta, ale też małe, codzienne działania: ogrody, beczki, zielone podwórka. Każda kropla, która zostanie w glebie czy w ogrodzie, to mniej pracy dla strażaków i mniej nerwów dla mieszkańców, bo taka woda nie spłynie do Przemszy.

Walka o czystą i bezpieczną Przemszę to długi proces. Ale lepiej zacząć dziś — zanim kolejna wielka ulewa znów przypomni, że woda zawsze znajdzie drogę. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.

Reklama

Marcin Stroński

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości